Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Sam Deroo: Jestem bardzo dumny z mojej drużyny

Sam Deroo: Jestem bardzo dumny z mojej drużyny

fot. Aleksandra Twardowska

Reprezentacja Belgii sprawiając niespodziankę, wygrała grupę D. Teraz przed Belgami dodatkowy dzień odpoczynku. – Zasłużyliśmy na pozycję lidera w grupie – o wyniku swojego zespołu, drodze do ćwierćfinałów i potencjale Belgów Strefie Siatkówki mówił Sam Deroo.

Mecz z Holendrami wygraliście wyjątkowo pewnie, patrząc na wynik, wydawać by się mogło, że to było najłatwiejsze dla was spotkanie. Jak oceniłbyś ten mecz na tle wcześniejszych pojedynków. Twoim zdaniem które ze spotkań grupowych było tym prezentującym największą siłę waszego zespołu?



Sam Deroo: – Tak analizując całą tę pierwszą fazę, myślę, że to w pierwszym meczu, przeciwko Francuzom, zagraliśmy naszą najlepszą siatkówkę. Siatkarsko zaprezentowaliśmy wysoki poziom gry praktycznie we wszystkich elementach: w bloku, obronie, zagrywce czy ataku. Z Holendrami było dość podobnie, zaczęliśmy bardzo dobrze, od kilkupunktowego prowadzenia. Nasi rywale grali jednak dość agresywnie, stabilnie, nie popełniali zbyt wielu błędów, potrafili wyczuć nas blokiem. Mam wrażenie, że niezależnie od tego, co działo się na boisku, cały czas utrzymywaliśmy kontrolę nad rywalizacją, wiedzieliśmy, jak trzymać się założeń taktycznych. Holendrzy grali pod dużą presją, oni chcąc pozostać w grze, musieli wygrać za trzy punkty. Kilkukrotnie zdołali wyrównać, jednak w tych najważniejszych momentach trzy-, czteropunktowa różnica przemawiała na naszą korzyść, dlatego też trudno powiedzieć, żeby dla nas to był wyjątkowo trudny mecz.

Wspomniałeś o kompletnej grze swojego zespołu, jednak elementem, który zwracał uwagę od pierwszego meczu jest gra w bloku. W meczu z Francuzami mieliście 18 punktów zdobytych tym elementem, drugiego dnia 16 punktów, a również trzysetowe starcie z Holandią dało niezły wynik. To główna broń reprezentacji Belgii?

– To wynik, którym możemy się chwalić. W każdym meczu liczba punktów zdobytych przez nas blokiem to wyniki dwucyfrowe. To nie zdarza się często. Myślę, że to łączy się z presją, jaką wytwarzaliśmy na rywalach zagrywką. Regularnie utrzymywaliśmy dobry serwis i przeciwnikom z trudem przychodziło dogranie w punkt, zmuszaliśmy ich do gry na wysokich piłkach. Wtedy łatwiej zorganizować podwójny czy potrójny blok. Przy takiej grze łatwiej utrzymać tak dobrą dyspozycję na siatce. Nie ukrywam, że ostatnio poświeciliśmy trochę czasu na pracę nad tym elementem, ale też nad wyblokami. To pomaga nam bardzo podczas spotkań, bo nie zawsze trzeba zdobyć punkt bezpośrednio blokiem, gramy cierpliwie, dając sobie szanse w kontrach.

Zakończenie fazy grupowej to również etap pierwszych podsumowań wyników. Nie stawiano was w roli faworytów. Pozycja lidera reprezentacji Belgii była sporym zaskoczeniem. Niezależnie od dalszych losów rywalizacji już możecie być zadowoleni?

– Szczerze mówiąc, dla nas też to pewna niespodzianka, przed turniejem także spodziewaliśmy się, że Francuzi będą trochę mocniejsi. Wydaje mi się, że nie są w swojej najlepszej formie, to nie jest ich czas. To potwierdził chociażby ich niedzielny mecz, gdzie bardzo walczyli, aby wyrwać przeciwnikom wygraną. Być może nieco sparaliżowała ich presja i perspektywa braku awansu do kolejnej rundy, bo przecież rożnie mogło się to zakończyć. Dla nich to z pewnością nowa sytuacja. Wracając do nas, uważam, że zasłużyliśmy na pozycję lidera w grupie. Szczególnie patrząc na przebieg dwóch pierwszych spotkań w grupie: zagraliśmy naprawdę dobry mecz z Francuzami, później pokonaliśmy po walce również siatkarzy z Turcji. Przetrwaliśmy sporo trudnych momentów, to nas wzmocniło jako zespół. Jestem bardzo dumny z mojej drużyny.

Mówi się, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, przekładając to na waszą sytuację, chciałoby się czegoś więcej?

– Teraz idziemy do przodu, pierwszy etap za nami. Ale tak to jest z celami, jeśli je osiągniesz, chcesz jeszcze więcej. Marzenia są zawsze, i to jest piękno sportu, że można wyznaczać sobie kolejne cele, przekraczać kolejne granice. Teraz jesteśmy w ćwierćfinałach, przed rozpoczęciem turnieju, gdyby ktoś nam powiedział o tym wyniku, bralibyśmy go w ciemno. Naszym marzeniem jest medal mistrzostw Europy, chcemy jechać do Krakowa i walczyć w strefie medalowej. Jesteśmy na dobrej drodze ku temu, jednak rozgrywki nie są jeszcze zakończone. Mamy tę przewagę, aby móc zobaczyć dodatkowe spotkania naszych potencjalnych rywali, nawet jeżeli nie wiemy, z kim dokładnie będziemy walczyć.

Tym, o czym mówi się tylko w kuluarach, jest czasem pojawiająca się na tym etapie rywalizacji kalkulacja. Przed ostatnim meczem tak naprawdę to wy rozdawaliście karty. Wygrana z Holendrami najlepiej potwierdziła, że tego typu zagrania nie są w waszym stylu? Tym bardziej, że prawdopodobnie skazaliście się na grę w ćwierćfinale z aktualnym wicemistrzem olimpijskim.

– Oczywiście, że nawet przez chwilę się nad tym nie zastanawialiśmy. Znając drabinkę turniejową, wiedzieliśmy, że połączymy się z grupą B grającą w Szczecinie. Nietrudno było ocenić, że w ćwierćfinale trafimy na Włochów lub Niemców, zależnie od wyników w tamtej grupie. Ale my z tymi zespołami graliśmy już w tym sezonie i wygrywaliśmy te mecze. Włochów pokonaliśmy w rozgrywkach Ligi Światowej, również z Niemcami wygrywaliśmy przed tym turniejem, rozegraliśmy też kilka spotkań towarzyskich. Ok, do składu dołączył Grozer i wszyscy wiemy, jak ważny to zawodnik, jednak nawet kiedy grali z nim, wygraliśmy jedno ze spotkań, ale to nie zmienia naszego podejścia.

Nieoglądanie się na rywali w tym przypadku potwierdza, jak mocni się czujecie?

– Przede wszystkim czujemy się pewnie również przed tymi ćwierćfinałami. Włosi mają podobny skład do tego, którym grali podczas Ligi Światowej. Nie dokonali zbyt wielu zmian. A porównując naszą grę z tą, jaką prezentowaliśmy wówczas, teraz gramy dużo lepiej. Oczywiście mamy też swoje problemy, chociażby fakt, że nasz główny rozgrywający wciąż zmaga się z urazem kolana, w ostatnim meczu fazy grupowej również nasz środkowy miał pecha. Nie jest to idealna sytuacja przed tak ważnym meczem, jednak mamy dwa dni, aby spokojnie wrócić do siebie i przygotować się do tego spotkania. Czujemy się pewnie i wydaje mi się, że nawet gdyby któryś zespół w tym turnieju próbował kalkulować, to raczej nie chcieliby na nas trafić. Wydaje mi się, że z każdym kolejnym rokiem reprezentacja Belgii wzbudza coraz większy respekt na arenie międzynarodowej.

Dodatkowy dzień odpoczynku, jaki przysługuje zwycięzcom poszczególnych grup, z perspektywy trudów turnieju, napiętej liczby spotkań i tie-breaków, które za wami, nie będzie bez znaczenia? To również pewnego rodzaju przewaga?

– Z tym bywa różnie. Dwa lata temu podczas mistrzostw Europy, gdzie zakwalifikowaliśmy się bezpośrednio do ćwierćfinału, później przegraliśmy z reprezentacją Serbii. Czasem to może być przewaga, szczególnie w sytuacji, kiedy za nami dwa tak trudne kondycyjnie mecze, to może być też pomocne rozwiązanie w przypadku drobnych urazów w zespole.

Na co stać biało-czerwonych w mistrzostwach Europy?

zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-08-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved