Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Coppa Italia: Pierwsze mecze ćwierćfinałowe z emocjami, ale bez sensacji

Coppa Italia: Pierwsze mecze ćwierćfinałowe z emocjami, ale bez sensacji

fot. legavolley.it

Krótko po zakończeniu rywalizacji w 12. kolejce Serie A czołowe włoskie zespoły wróciły na siatkarski parkiety, aby walczyć w Pucharze Włoch. Mecze ćwierćfinałowe nie przyniosły większych niespodzianek, pewnie swoje mecze wygrywali siatkarze Lube i Trento, po pięciosetowych horrorach istotne zwycięstwa na swoim koncie zanotowały Sir Safety Perugia i DHL Modena.

Po trudnej przeprawie, grając na wyjeździe, pierwszy krok w stronę półfinałów postawili siatkarze DHL Modena. Podopieczni Angelo Lorenzettiego rozpoczęli spotkanie z wysokiego C, jednak reakcja gospodarzy była niemal natychmiastowa. Miejscowi mogli liczyć na czujność w bloku Rousseaux i skutecznego w ataku Botto. Grając cierpliwie, podopieczni Oreste Vacondio wypracowali kilkupunktową zaliczkę (6:4, 12:10). W polu serwisowym uaktywnił się jeszcze Verhees, a w kontrach nie zawodził Renan. Tym samym dystans dzielący siatkarzy obu ekip wzrósł jeszcze (15:12). Na tym etapie rywalizacji Modena nie powiedziała ostatniego słowa, sygnał do ataku dał swoim kolegom Ngapeth i to właśnie Francuz przy grze na styku był najpewniejszym punktem swojego zespołu, kończąc ten fragment rywalizacji (24:26).



Idąc za ciosem, podopieczni Angelo Lorenzettiego w kolejnej partii szybko przystąpili do budowania dystansu. Próba ucieczki nie udała się gościom, bowiem ambitnie walczący siatkarze Monzy doprowadzili do remisu (9:9). Był to jednak ostatni zryw gospodarzy w tej partii, po raz kolejny rywalom o swojej obecności przypomniał Ngapeth, as Modeny zapunktował serwisem i w ekspresowym tempie przyjezdni wypracowali znaczną zaliczkę, prowadząc 18:11. Rousseaux z Renanem próbowali jeszcze ratować sytuację (18:22), jednak pogoń przyszła za późno i ponownie lepsi byli goście (20:25).

W kolejnym secie do znakomicie dysponowanego Ngapetha dołączył Vettori, pierwsze akcje należały do ekipy z Modeny. Siatkarze Angelo Lorenzettiego dominowali na siatce (4:6), jednak ambitnie walczący gospodarze nie zamierzali rezygnować. Cierpliwość Monzy opłaciła się i miejscowi zdołali przełamać rywali (12:10), a nawet zbudować kilkupunktową zaliczkę. W końcówce partii ekipa trenera Vacondio prowadziła 21:16. Decydująca faza seta to powtórka z partii premierowej, jednak tym razem w nerwowej końcówce, przy grze na przewagi swój zespół do triumfu poprowadził Renan (29:27). Podbudowani wygraną miejscowi tę dobrą dyspozycję utrzymali, w czwartym secie pięciopunktowa przewaga okazała się wystarczająca (17:12), spokojnie grając, Renan i jego koledzy wygrali 25:22, wyrównując stan zmagań.

Triumfatora miał więc wyłonić tie-break. Podobnie jak większa część spotkania, również decydująca partia to głównie gra na styku i wymiana sił w ataku. Przy zmianie stron boiska w minimalnie lepsze sytuacji byli goście (6:8). Dwupunktowy dystans okazał się jednak niewystarczający, zagrania Verheesa i Renana pomogły miejscowym wrócić do gry, nawet prowadząc (11:10). Finalnie jednak sportowe szczęście i siła ataku była po stronie Modeny, która wygrała 15:13 i w całym meczu 3:2.

Gi Group Monza – DHL Modena 2:3
(24:26, 20:25, 29:27, 25:22, 13:15)


 

Mniej emocji przyniosło starcie w Latinie, gdzie miejscowa Ninfa podejmowała biancorossich. Spotkanie nie miało większej historii, podopieczni Gianlorenzo Blenginiego kontrolowali sytuację praktycznie na przestrzeni całego spotkania. Podobnie jak miało to miejsce w rywalizacji ligowej, także tym razem do roli lidera swojego zespołu wyrósł Osmany Juantorena. Już w pierwszych akcjach meczu włoski skrzydłowy wyprowadził swój zespół na prowadzenie (1:4). Miejscowi starali się jeszcze niwelować dystans, a pogoń przyniosła oczekiwane rezultaty i przy stanie 12:11 Gianlorenzo Blengini musiał reagować. Przerwa uspokoiła nieco grę, a kiedy do głosu doszedł ponownie Juantorena, Lube przejęło kontrolę nad sytuacją, prowadząc 19:16. Miejscowi w kluczowym fragmencie seta nie ustrzegli się błędów własnych, finalnie przegrywając 20:25.

Biancorossi również w drugim secie rozpoczęli nieco lepiej i przy stanie 2:5 to trener Placì musiał wykorzystać przerwę na żądanie. Obok dobrze dysponowanego Klemena Cebulja poniżej swojego poziomu nie schodził Juantorena. I tak jeszcze przed drugą regulaminową przerwą w grze goście mogli pochwalić się znaczną zaliczką, prowadząc 12:5. Podczas przerwy technicznej wciąż to siatkarze Lube kontrolowali sytuację, a złudzenia rywalom odebrał Cebulj (16:25).

Trzecia partia była nieco bardziej wyrównana, przynajmniej początkowo. Szybciej zaczęli mylić się gospodarze, a kolejne potknięcia rywali bezbłędnie wykorzystywali zawodnicy Gianlorenzo Blenginiego (9:12). Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i Latina zdołała odzyskać kontakt punktowy (16:16). W kluczowej części seta i spotkania celną zagrywka popisał się Stanković, do swojego kolegi dołączył Juantorena i wygrywając 25:20, biancorossi zakończyli swój pierwszy mecz ćwierćfinałowy.

Ninfa Latina – Cucine Lube Banca Marche Civitanova 0:3
(20:25, 16:25, 20:25)


 

Równie szybko ze swoim rywalem rozprawili się siatkarze Trento. Prowadzeni do sukcesu przez wybranego MVP spotkania Tine Urnauta. Początki spotkania nie zapowiadały jeszcze zdecydowanej dominacji gialloblu. Siatkarze z Molfetty grając pewnie, zdołali nawet wypracować kilkupunktowe prowadzenie, spora w tym zasługa dobre postawy Hernandeza. Miejscowi nie zdołali jednak zbyt długo stawiać oporu rywalom, na kolejne zagrania Hernandeza równie widowiskowymi atakami odpowiadał Djurić. To właśnie grecki atakujący Trento zapewnił swojej drużynie przewagę w końcówce seta (17:16). Tego prowadzenia goście nie pozwolili sobie odebrać. W końcówce seta asami serwisowymi popisali się jeszcze Mazzone z Giannellim (22:25).

W drugiej partii gialloblu szybciej przystąpili do budowania dystansu. Znakomicie układała się współpraca duetu Lanza – Giannelli. I tak kompletnie grający goście w ekspresowym tempie zdołali zostawić rywali w tyle, prowadząc 12:7. Exprivia Molfetta nie zamierzała jednak nic ułatwiać rywalom, Candellaro zdołał powstrzymać blokiem Lanzę i Djuricia, a kolejne zagrania Hernandeza i Hierrezuelo pozwoliły miejscowym objąć minimalne prowadzenie (17:15). Reagując na sytuację, Radostin Stojczew zdecydował się zmienić reżysera gry, stawiając na Bratojewa. Nieco spokojniejsza gra wystarczyła do odzyskania kontaktu punktowego, nie bez znaczenia były zagrywki Urnauta, dające przyjezdnym zwycięstwo w identycznym wymiarze, jak miało to miejsce w pierwszym secie.

Trzecia odsłona była już tylko formalnością. Gialloblu zdominowali rywali we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Systematycznie rosnąca przewaga Trento nie zostawiała Molfetcie złudzeń (5:12). Obok dominacji w ataku siatkarze mistrza Włoch zdołali skutecznie odrzucić rywali od siatki, punktując serwisem. Ta partia to popis gry podopiecznych Radostina Stojczewa, zwieńczony wygraną 25:13 i 3:0 w całym meczu.

Exprivia Molfetta – Diatec Trentino 0:3
(22:25, 22:25, 13:25)


 

Rywalizację ćwierćfinałową zakończyło starcie w Weronie. Po raz kolejny w sezonie podopieczni Andrei Gianiego sprawili sporo problemów rywalom, finalnie jednak z triumfu mogli cieszyć się goście z Perugii. Odsłona premierowa rozgrywana była pod dyktando zespołu Slobodana Kovaca, goście dość szybko zdołali zbudować kilkupunktową zaliczkę, nie pozwalając rywalom na wyrwanie sobie prowadzenia. W decydującej części seta zryw miejscowych dał jednak nadzieję kibicom gospodarzy (23:25), jednak radość nie trwała długa, a błąd Lecata zakończył seta (23:25). Nieco lepiej dla gospodarzy rozpoczął się drugi set spotkania, w ataku swoje noty poprawił Bellei, kończąc 8 z 10 otrzymanych piłek. Konsekwentna gra na siatce i kolejne kontry miejscowych wystarczyły do sukcesu, wygrywając 25:22, siatkarze z Werony doprowadzili do wyrównania.

Falująca gra miejscowych i słabnąca siła zagrań w ataku znalazła jednak swoje odzwierciedlenie na tablicy wyników. W trzecim secie podopieczni Andrei Gianiego mogli pochwalić się tylko 36-procentową efektywnością zagrań. Po drugiej stronie siatki zdecydowanie wyższy poziom skuteczności prezentował as Perugii – Aleksandar Atanasijević. Po dość pewnie wygranej partii trzeciej przyjezdni nie ustrzegli się potknięć, podając rywalom pomocną dłoń. Tej szansy gospodarze nie zmarnowali, tym bardziej, że wrócili do imponującej gry w ataku (77%). Na tak grających rywali Perugia nie była w stanie znaleźć sposobu, wygrywając do 19. W decydującej partii Atanasijević i jego koledzy nie pozwolili rywalom na tak wiele, już przy zmianie stron boiska prowadząc 8:2. Zryw miejscowych wystarczył już tylko do zmniejszenia rozmiaru porażki.

Calzedonia Verona – Sir Safety Conad Perugia 2:3
(23:25, 25:22, 16:25, 25:19, 12:15)

*więcej na volleyball.it

źródło: inf. własna, volleyball.it

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved