Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Co w Brazylii się kończy, a co zaczyna?

Co w Brazylii się kończy, a co zaczyna?

fot. archiwum

Im bliżej igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, tym więcej budzą one emocji. Nie tylko w polskiej drużynie doszło do głośnych decyzji kadrowych, ale także i w szeregach gospodarzy – zarówno reprezentantów męskiego, jak i żeńskiego odłamu dyscypliny. Brak Murilo Endersa i Camili Brait w szeregach Canarinhos wytworzył dwa fronty, na które podzielili się kibice żółto-zielonych, opowiadając się za lub przeciwko decyzjom Bernardo Rezende i José Roberto Guimarãesa. Podział ten jest bardziej wyraźny przez fakt, że wybory szkoleniowców poskutkowały w obu przypadkach zawieszeniem kadrowych butów na przysłowiowym kołku przez wspomniane gwiazdy parkietów.

O tym, ile Murilo Endres znaczy dla brazylijskiej siatkówki, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dwa srebrne medale igrzysk olimpijskich, tyle samo najcenniejszych krążków zdobytych na siatkarskich mundialach, a do tego środkowy stopień podium na mistrzostwach świata w Polsce w 2014 roku, sześć triumfów w Lidze Światowej, zdobycie Pucharu Świata – to tylko część sukcesów w karierze 35-letniego przyjmującego. Nic więc dziwnego, że przez brazylijską publiczność traktowany jest jako jedna z legend i podwalin sukcesu siatkówki spod znaku Kraju Kawy. W kadrze Murilo był zresztą od „zawsze” – przez 12 lat zawodowych bojów w żółto-zielonych barwach niejednokrotnie pokazał waleczność i siłę, która podrywała jego team do boju.



Mimo tego od mniej więcej trzech lat siatkarz ten najbardziej zmagał się nie z boiskowymi rywalami, ale z samym sobą, a konkretnie niedomaganiem zdrowotnym. Już podczas mistrzostw świata w Polsce popularny przyjmujący narzekał na kontuzję nogi, która uniemożliwiała mu prezencję na dotychczasowym poziomie. Zawodnik Sesi nie poddał się jednak i kontynuował marzenia o najważniejszej imprezie życia, czyli igrzyskach olimpijskich w rodzimej Brazylii. Na przeszkodzie stanął mu jednak kolejny uraz, przez który zmagania Final Six Ligi Światowej oglądał z trybun krakowskiej Tauron Areny. W tej sytuacji Bernardo Rezende postanowił nie ryzykować i mimo zapewnień siatkarza o rychłym powrocie do zdrowia nie powołał go do kadry na najważniejszą imprezę czterolecia. Reakcja Murilo była natychmiastowa – tego samego dnia poinformował o rozbracie z siatkówką w reprezentacyjnym wydaniu, swoją decyzję argumentując świadomością tego, jak trudno ewentualnie byłoby mu liczyć jeszcze kiedykolwiek na występ na igrzyskach. Tym samym z ogniw „złotego czasu” teamu Rezende pozostał jedynie Sérgio Dutra Santos, który najprawdopodobniej i tak opuści szeregi drużyny narodowej po sierpniowym turnieju.

Nadzieję na walkę o olimpijskie złoto straciła także nieco młodsza twarz brazylijskich parkietów, Camila Brait, dla której brak powołania przez José Roberto Guimarãesa nie jest pierwszą tego typu sytuacją. Cztery lata temu także została skreślona z zespołu na ostatniej przedolimpijskiej prostej, choć tym razem przegrała rywalizację sportową z trzy lata starszą Leią. Czterokrotna zwyciężczyni World Grand Prix, mistrzyni Ameryki Południowej oraz zdobywczyni Pucharu Wielkich Mistrzyń z 2013 roku na brak możliwości gry podczas sierpniowego turnieju zareagowała tak samo, jak jej starszy kolega, tłumacząc swoją decyzję brakiem cierpliwości i żalem spowodowanym kolejną tego typu sytuacją. Teoretycznie mogłaby starać się, żeby pojawić się na igrzyskach w 2020 roku, jednak nie chce ponownie ryzykować uczuciem zawodu.

Decyzje obu sztandarowych twarzy brazylijskiej siatkówki zaszokowały środowisko siatkarskie. Swojego męża pożegnała Jaqueline, dwukrotna mistrzyni olimpijska z Pekinu i Londynu, która nie mogła się pogodzić z tym, że razem nie będą grali podczas najważniejszego święta siatkówki w ich kraju. Podobnie uczynił współmałżonek Brait, argumentując, że jego żona swoją pracą i niebywałym poświęceniem także w temacie rodziny zasłużyła na powołanie do kadry.

Gdzie leży prawda i czy decyzje szkoleniowców były słuszne? Jak zwykle okaże się po sierpniowych zmaganiach, bowiem nic tak nie rozlicza trenerów, jak wynik ich podopiecznych. Z drugiej strony argumentacja mówiąca o tym, że można przegrać z chorobą i sportowo z koleżanką z drużyny wydaje się logiczna. Który trener chciałby ryzykować, biorąc na najważniejszą imprezę czterolecia zawodnika, który może okazać się nie w pełni sprawny, blokując tym samym miejsce dla jego zdrowego ekwiwalentu? Czy w imię wyższego „dobra drużyny” i dbania o atmosferę można skreślić z listy kogoś, kto jest w lepszej dyspozycji niż siatkarka określana mianem „ikony” reprezentacji?

Nie ulega wątpliwości, że niezależnie od scenariusza brazylijska siatkówka poniosła w ostatnim czasie dużą stratę. Czego jest to strata? Magii, którą oba nazwiska wnosiły na boisko niezależnie od swojej dyspozycji, autorytetu, który przez lata tworzyły, potrafiąc skoncentrować cały zespół i w najważniejszych momentach prowadzić go do zwycięstwa, ale przede wszystkim nici, która wiązała wspomnienia z najlepszych epok obu teamów. Czym będzie Brazylia bez Murilo, a wkrótce prawdopodobnie i bez Sérgio, gdy już i tak nie ma Giby, Ricardo i Rodrigao? Na pewno zespołem, który na nowo będzie musiał zbudować swoją sportową tożsamość, chcąc sprostać bogatej przeszłości Canarinhos. Czy potencjał do tego jest? Na pewno, ale przed Lucarellim, Wallacem, Williamem, Bruno, Evandro, Mauricio, Lucasem, Ederem, Lipe, Maurício oraz Douglasem bardzo trudne zadanie. Dla dobra siatkówki należy ufać, że tak, jak w 2001 roku trener Rezende znalazł klucz do stworzenia brazylijskiej wielkości, tak odkryje go podobnie, a José Roberto Guimarães dobrym wynikiem potwierdzi, że i tym razem nie pomylił się co do oceny dyspozycji swoich podopiecznych. Oby w sezonie, kiedy szczególnie liczą się sportowe emocje, nie sprawdziło się dobrze znane powiedzenie – nic nie może przecież wiecznie trwać.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved