Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Bogdan Serwiński: Z wysokiego konia spada się bardzo łatwo

Bogdan Serwiński: Z wysokiego konia spada się bardzo łatwo

– Czeka nas niesamowicie ciężka praca, żeby odbudować sportową renomę klubu. Przed nami jest wielkie wyzwanie. Z wysokiego konia spada się bardzo łatwo, przy okazji można się dotkliwie poobijać. Natomiast wskoczyć ponownie na tego konia nie jest łatwo. Trzeba dużego wysiłku oraz konsekwentnej i organicznej pracy, która jest przed nami – powiedział Bogdan Serwiński o wyniku, który Polski Cukier Muszynianka Muszyna osiągnął w zakończonym już sezonie.

Dziesiąte miejsce Muszynianki na koniec sezonu to dobry wynik, biorąc pod uwagę te kłopoty, które drużyna miała z kontuzjami? A może odczuwalny jest duży niedosyt, bo oczekiwania były znacznie większe?



Bogdan Serwiński: Na pewno nie jesteśmy zadowoleni z wyniku osiągniętego w tym sezonie. Odczuwamy po nim dużą traumę. Był on dla nas bardzo trudny z racji kontuzji, które dotknęły poszczególne zawodniczki. Wszystko zaczęło się od urazu Ani Grejman na kadrze. Później w żaden sposób nie potrafiliśmy odbudować zespołu. Udało nam się to tylko pod względem kadrowym, ale psychologicznie już nie. Okazało się, że w siatkówce psychologia sportu jest niesamowicie skomplikowana. Na tym polu ponieśliśmy olbrzymią porażkę, ponieważ nie potrafiliśmy odbudować morale zespołu. Na koniec sezonu przytrafiła się jeszcze kontuzja Agnieszce Rabce, co w konsekwencji rozłożyło już drużynę na łopatki. Zakończenie sezonu nie było zbyt entuzjastyczne, a wręcz przeciwnie – mamy świadomość, że czeka nas niesamowicie ciężka praca, żeby odbudować sportową renomę klubu. Przed nami jest wielkie wyzwanie. Z wysokiego konia spada się bardzo łatwo, przy okazji można się dotkliwie poobijać. Natomiast wskoczyć ponownie na tego konia nie jest łatwo. Trzeba dużego wysiłku oraz konsekwentnej i organicznej pracy, która jest przed nami.

Czyli dziewczyny nie udźwignęły mentalnie kłopotów zdrowotnych, które rozstroiły drużynę?

– Te wstrząsy, które nam się przytrafiały, były chyba akurat ponad możliwości tego składu personalnego. Ten zespół nie potrafił funkcjonować z wiarą we własne umiejętności. W siatkówce bardzo ważny jest pozytywny entuzjazm, pewność siebie, możliwość wygrywania. Czasami zespoły składające się z zawodników z najwyższej półki też potrafią wpaść w traumę, przez co na krótszą lub dłuższą metę mają zawirowania sportowe. Wystarczy popatrzeć na pierwszy mecz półfinałowy Skry z Resovią, w którym rzeszowianie bardzo wysoko przegrywali sety. Wydawałoby się, że jest to niemożliwe, a jednak w tej dyscyplinie sportu takie rzeczy się zdarzają.

Ale dziewiąte miejsce było w zasięgu Muszynianki. Zarówno w Sopocie, jak i u siebie miała wszystkie karty w ręku, by wygrać. Wystarczy wspomnieć chociażby trzeciego seta w meczu rewanżowym, którego dziewczyny przegrały, tracąc sporą przewagę w końcówce…

– Jak popatrzymy na ilość rozegranych tie-breaków w naszym wykonaniu, to widać, że zespół walczył, ale był bardzo podatny na wszelkie „podmuchy”. Nie tylko w ostatnim meczu przegraliśmy praktycznie wygranego seta. Można by wrócić pamięcią do meczu z Budowlanymi Łódź, w którym potrafiliśmy przegrywać partie, prowadząc w nich 24:18. W innych pojedynkach takich setów też było sporo. Po prostu nie potrafiliśmy odbudować zaufania do własnych umiejętności i dobrej gry.

Jakaś nauka płynie na przyszłość z tej sytuacji?

– Sytuacje związane z psychiką sportowca są najmniej podatne na obróbkę. Oczywiście, można rzucać teorię, że potrzebny jest psycholog, który zajmuje się sportem zespołowym. W teorii takie wnioski łatwo wyciągać, ale praktyka wygląda trochę inaczej. Suma trudnych sytuacji, w których znaleźliśmy się w tym sezonie, była tak wielka, że ten zespół składający się z małej liczby doświadczonych zawodniczek nie potrafił odbudować swojego morale. Nie da się uniknąć takich sytuacji w przyszłości. Jedynie można zakładać, że splot tak niekorzystnych okoliczności w takich ilościach już się nie zdarzy.

Jak się panu oglądało poczynania Muszynianki z boku? Ciągnęło pana na ławkę trenerską?

Moja rezygnacja z pracy trenerskiej spowodowana była chęcią wyzwolenia w zespole dodatkowego, pozytywnego bodźca. Rzeczywistość okazała się jednak całkiem inna. Na dłuższą metę to posunięcie nie okazało się skuteczne. Natomiast ja miałem okazję na chłodno popatrzeć na wszystko z pewnej perspektywy. Po wielu latach permanentnego siedzenia na ławce spojrzenie z boku jest bardzo przydatne. Zalecałbym każdemu trenerowi po dłuższym okresie pracy chwilową refleksję. Można wyciągnąć sporo wniosków. Ja je wyciągnąłem, chociaż muszę przyznać, że bardzo trudno było patrzeć na zespół z boku, nie mając wpływu na to, co dzieje się na parkiecie. Zapewne mój rozbrat z siatkówką był krótki. Zamierzam z powrotem wrócić na ławkę trenerską.

Po tak nieudanym sezonie trzeba będzie od nowa budować zespół, dokonując rewolucji w składzie?

– Zdecydowanie tak. Ten zespół musi zostać zbudowany od nowa. Niestety dobór kadrowy nie był trafiony. Być może inaczej wszystko wyglądałoby, gdyby nie było kłopotów zdrowotnych. Pewnie wówczas inne wnioski można by wyciągnąć. Natomiast biorąc pod uwagę realia zakończonego sezonu, widać, że trzeba dokonać głębokich zmian w składzie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-04-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved