Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Bartosz Krzysiek: To nie jest koniec sezonu

Bartosz Krzysiek: To nie jest koniec sezonu

fot. PZPS, Tomasz Kudala

Po dwóch pierwszych meczach finałowych AZS Częstochowa był w bardzo trudnej sytuacji. Podopieczni Krzysztofa Stelmacha zdołali jednak powrócić do gry, którą prezentowali przez większość sezonu i odwrócili losy rywalizacji. W środę to na szyjach częstochowian zawisły złote medale. – Niektórzy pewnie w nas zwątpili, powiedzieli, że nic z tego nie będzie, natomiast na pewno trenerzy w nas nie zwątpili i odbudowali naszą pewność siebie. Doskonale wiedzieli, że mamy umiejętności, by tę ligę wygrać, a kwestia była w tym, by to wykrzesać i pokazać na boisku – powiedział po dekoracji Bartosz Krzysiek.

W finale I ligi spotkał się lider i wicelider po fazie zasadniczej. AZS Częstochowa od listopada nie przegrał meczu, podczas pierwszej części sezonu dwukrotnie wygrał z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Niespodziewanie jednak to beniaminek z Częstochowy wywiózł dwa zwycięstwa i miał dwie szanse na zakończenie rywalizacji we własnej hali. Akademicy jednak podnieśli się i wygrywając trzy kolejne pojedynki, zostali mistrzem zaplecza PlusLigi. – To jest fajne, że nie czytamy w jakimś artykule o tym, że taka sytuacja miała miejsce, jakaś drużyna przegrała u siebie w finale dwa spotkania i zwyciężyła cały finał, tylko to działo się na naszych oczach, braliśmy w tym udział. To niesamowite przeżycie. Myślę, że dzięki temu to mistrzostwo smakowało jeszcze lepiej. Niektórzy pewnie w nas zwątpili, powiedzieli, że nic z tego nie będzie, natomiast na pewno trenerzy w nas nie zwątpili i odbudowali naszą pewność siebie. Doskonale wiedzieli, że mamy umiejętności, by tę ligę wygrać, a kwestia była w tym, by to wykrzesać i pokazać na boisku – skomentował Bartosz Krzysiek.



W tym sezonie rozgrywki I ligi stały na bardzo wysokim poziomie, wielokrotnie kibice byli świadkami niespodziewanych rezultatów. Walka o złoto również miała różne oblicza, nie brakowało gry na wysokim poziomie. – Myślę, że ciekawe drużyny spotkały się w finale. W obu zespołach byli doświadczeni zawodnicy jak na warunki pierwszoligowe. Byli siatkarze grający w PlusLidze, nie raz walczący o awans. Myślę, że to był najlepiej obsadzony finał jak tylko mógł w tym sezonie. Tutaj bardzo dużo odbyło się w głowach. To przekonanie, pewność siebie były widoczne w ostatnich dwóch-trzech meczach. Nie mieliśmy w głowie ani przez moment, że możemy przegrać – przyznał atakujący częstochowskiego AZS-u.

Jeśli AZS przejdzie pozytywnie weryfikację i spełni wszystkie warunki, będzie mógł zagrać w barażach o PlusLigę. Ponieważ w tym sezonie dwa zespoły spadają automatycznie, na drodze akademików do ekstraklasy stanie 13. lub 14. drużyna. Jak w takich okolicznościach smakuje złoto? – Teraz zaczyna smakować na spokojnie, zaczynam w to wierzyć, bo przez pierwsze dziesięć minut nie wierzyłem. Myślę, że nie ma takiego stuprocentowego smaku, bo to nie jest koniec sezonu dla nas. Nie można usiąść, wyciągnąć wędek, rowerów ze strychu i się relaksować. Trzeba będzie pracować i stawić czoła drużynie z PlusLigi. Nie oszukujmy się, to nie będzie takie granie jak w zeszłym sezonie, gdzie tutaj grał AZS Częstochowa z Wartą Zawiercie. Jeżeli trafimy na 13. czy 14. drużynę PlusLigi, to cytując: „To nie są leszcze, Stefan”. Ciężka praca przed nami, trudne zadanie. Te mecze mogą zweryfikować naszą pozycję w ogólnopolskich rozgrywkach. Jeżeli jesteśmy mistrzem pierwszej ligi i udałoby się wygrać w barażach, to pokazałoby, że naprawdę jesteśmy mocnym zespołem, godnym PlusLigi – zakończył Krzysiek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved