Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Młoda Liga Kobiet > Bartłomiej Dąbrowski: Musimy mieć charakter

Bartłomiej Dąbrowski: Musimy mieć charakter

fot. Michał Szymański

Faza zasadnicza sezonu 2016/2017 Młodej Ligi Kobiet dobiega końca. W gronie 8 drużyn, które awansowały do fazy play-off, znalazły się między innymi zawodniczki Budowlanych Łódź. W rozmowie ze Strefą Siatkówki trener łodzianek, Bartłomiej Dąbrowski, opowiada o przeciwnościach, z którymi musiał radzić sobie jego zespół, oczekiwaniach i zaletach projektu Młodej Ligi Kobiet.

Dla zespołu Budowlanych Łódź zakończyła się już faza grupowa Młodej Ligi, czas więc na pierwsze podsumowania. 5 porażek i 5 zwycięstw to bilans, z jakim awansowaliście do play-off. Jak oceniasz postawę swoich zawodniczek?



Bartłomiej Dąbrowski:Muszę szczerze powiedzieć, że jestem bardzo dumny z dziewczyn, dlatego że praktycznie cały sezon rozegraliśmy juniorkami, poza jednym meczem w Legionowie. Wywalczyliśmy sobie awans do play-off, grając, moim zdaniem, w bardzo trudnej grupie. Legionovia Legionowo to aktualny mistrz Polski juniorek, bydgoszczanki to czwarty zespół turnieju finałowego, do którego zakwalifikowały się także pilanki. Z kolei liderki tabeli, Chemik Police, to drużyna złożona z troszkę starszych zawodniczek. Uważam również, że siatkarki z Malborka są niedocenianym zespołem, co prawda dziewczyny do tej pory nie wygrały ani jednego meczu, ale są to wicemistrzynie Polski juniorek oraz drużyna, która dwukrotnie sięgała po mistrzostwo Młodej Ligi. Myślę, że w tym sezonie zebraliśmy bardzo dużo doświadczenia, co dla tych młodych dziewczyn było bardzo cenne. Dla wielu z nich jest to pierwszy raz, kiedy mają możliwość grania na takim poziomie i o taką stawkę. W każdym meczu poza pojedynkiem w Policach i tym w Legionowie urywaliśmy punkty. Natomiast boli to, że tak właściwie z pięciu porażek, których doznaliśmy, trzech moim zdaniem ponieść nie powinniśmy. Przypomnę chociażby sytuację z Bydgoszczy, gdzie w tie-breaku prowadziliśmy 13:8. W pojedynku z Chemikiem również w czwartym secie było już 17:13 i nie doprowadziliśmy do końca tego seta. Także w meczu z zespołem z Legionowa u siebie gra układała się pod nasze dyktando, prowadziliśmy 2:1 w setach, przegrywamy cały mecz, popełniając w tie-breaku 11 błędów własnych. Nie jest możliwe, aby wygrać partię, grając do 15 z taką ilością błędów. Także dla mnie, jako młodego trenera, był to ogromny bagaż doświadczeń.

Takie sytuacje przytrafiają się jednak nawet seniorkom, nie szukając daleko, mamy tego przykład choćby w półfinałowym meczu Pucharu Polski, gdzie wrocławianki prowadziły w tie-breaku 12:6. A tam występowały przecież zawodniczki znacznie bardziej ograne i doświadczone…

– Ja się z tym zgadzam, tylko że to nie znaczy, że powinniśmy przechodzić obok tego obojętnie, nie pracować nad tym, aby takie mecze w przyszłości wygrywać. Oczywiście można podobne przykłady mnożyć, mówić, że w nawet w PlusLidze takie historie się zdarzają. Myślę, że w każdym wieku taka porażka to jest ogromny ból, czy to w seniorkach, czy w juniorkach. Kiedyś trener Jakub Bednaruk powiedział taką bardzo trafną uwagę, że trzeba bardzo dużo w życiu przegrać, żeby w końcu wygrać. Kto wie, może taki mecz przeciwko Legionovii, Pałacowi czy Chemikowi za chwilę nam zaprocentuje, za dwa tygodnie w play-off.

Można powiedzieć, że ten zespół budował swój charakter i konsolidował się w trakcie sezonu?

Nauczyliśmy się radzić sobie w bardzo niekomfortowych sytuacjach. Nasza rozgrywająca w dość głupi sposób na treningu złamała sobie palec, Laura Patora skręciła kostkę, po tym jak poślizgnęła się w łazience. Klaudia dostała bardzo mocno piłką w rękę na jednym z ostatnich treningów, Ania Osińska leżała 4 dni w szpitalu. Z kolei Malwina Stroińska przechodzi teraz bardzo ciężką chorobę zakaźną. Jak widać nie jest nam łatwo, nie pamiętam, kiedy ostatni raz trenowaliśmy pełnym zespołem. Mimo wszystko staramy się sobie radzić, trener Nawałka mawia, że nie można przejmować się rzeczami, na które nie ma się wpływu i ja się pod tym podpisuję. Staramy się walczyć, bo nie ma nic gorszego dla sportowca niż się poddać. Muszę to powiedzieć, że jestem dumny z Weroniki Mielczarek, bo to ile ona wkłada serca w pracę na treningach, to jest niesamowite. Ma ciężką kontuzję, prawdopodobnie nie obędzie się bez operacji, a mimo wszystko zagryza zęby i walczy.

Choć to trzeci sezon Budowlanych w Młodej Lidze, to chyba pierwszy, gdzie drużyna Młodej Ligi nie jest już wzmacniania zawodniczkami grającymi w ekstraklasie. Wyjątek stanowił chyba tylko mecz w Legionowie…

To był jedyny mecz, w którym pojechały z nami także Natalia Strózik i Ewelina Tobiasz. W zeszłym sezonie część dziewczyn występująca w Orlen Lidze rzeczywiście brała udział w większości tych spotkań, gdzie byliśmy gospodarzami. Pierwszy zespół Budowlanych ma teraz bardzo dużo grania. Co prawda skończył się Puchar Polski, ale jest jeszcze Puchar CEV i sama liga, która w tym roku pędzi bardzo szybko. Zdaję sobie sprawę, że priorytetem dla klubu jest Orlen Liga i to jest oczywiste, życzę dziewczynom z całego serca upragnionego medalu. Nie znaczy to natomiast, że my w rozgrywkach Młodej Ligi mamy się położyć, walczymy. Musimy mieć charakter. Na razie jeden z celów, jakim był awans do play-off, osiągnęliśmy. Mogliśmy co prawda zająć wyższe miejsce w grupie, ale być może nawet po tych 9-10 spotkaniach, rozegranych tylko zespołem juniorskich, wytrzymamy i damy radę awansować dalej.

Czy wobec licznych problemów zdrowotnych można powiedzieć, że w jakimś stopniu zrealizowaliście cel minimum?

Nie do końca lubię sobie zakładać cele minimum, bo nie do końca nawet rozumiem to pojęcie. (uśmiech) Każdy następny trening i mecz są moim celem, osiągam go, kiedy widzę, jak te dziewczyny robią postępy. Jasne, że najlepiej jest zdobywać medale, ale staramy się robić to, co do nas należy. Przed sezonem zakładałem, że będzie nas stać na to, by awansować do najlepszej szóstki zespołów Młodej Ligi i to się udało. Tak samo wiedziałem, że możemy zdobyć mistrzostwo województwa łódzkiego, dzięki ciężkiej pracy osiągnęliśmy ten cel, choć też nie było łatwo. Przed nami ćwierćfinał Młodej Ligi i nie ukrywam, że marzy mi się, by na tym nie poprzestać. Na ten moment jednak chciałbym, aby wszystkie dziewczyny były zdrowe i abyśmy mogli odpowiednio przygotować się całym zespołem do kolejnych meczów. Jeżeli to się uda, to jestem pewien, że możemy z tym zespołem przenosić góry.

W meczu z policzankami decyzje sędziów, mówiąc to bardzo eufemistycznie, czasami były trudne do zaakceptowania. Jak ty jako trener reagujesz na takie sytuacje?

– My nie przegraliśmy jedną, drugą czy trzecią decyzją, błędy pojawiały się z korzyścią zarówno dla jednej, jak i dla drugiej strony. To nie jest nasz największy problem. Mnie jest przykro, że pojawiają się takie sytuacje, ale sędzia jest tylko człowiekiem. Szkoda na pewno dla widowiska, bo denerwujemy się i my, trenerzy, kibice, a przede wszystkim zawodniczki. Myślę, że też sami sędziowie, niektóre sytuacje mogliśmy ominąć, gdyby udało się uspokoić trochę nastroje. Natomiast od oceniania arbitrów są inni ludzie, do mnie należy praca nad zespołem i trenowanie tych dziewczyn.

Choć przeciwko Chemikowi graliście w roli gospodarza, to w polu zagrywki tych błędów była cała masa. Także punkty tracone seriami w pierwszym, choć wygranym secie, mogą niepokoić…

Generalnie zagrywka to rzeczywiście jest bardzo duży problem. Najgorsze jest to, że jest to element trudny do przewidzenia, bo w pierwszym secie meczu z Chemikiem potrafimy zepsuć tylko jedną zagrywkę do stanu 18:7. Później wracamy do błędów, które wynikają być może z naszej dekoncentracji, braku pewności siebie. Łatwo gra się, kiedy prowadzi się wysoko, ale musimy radzić sobie z presją. Przy stanie po 23 dopiero odróżnia się graczy od zawodników, jak to mawiał trener Gościniak – „gracze grają, zawodnicy zawodzą…”. Chciałbym bardzo, żeby wszystkie te dziewczyny po tym sezonie były rzeczywiście graczkami. Po to trenujemy, aby każda z nich za rok, dwa stanowiła o sile polskiej ligi, być może reprezentacji, bo o to w tym wszystkich chodzi. Staramy się pomagać trenerowi Nawrockiemu i polskiej siatkówce tak mocno, jak tylko się da, bo to od tych dziewczyn wszystko się zaczyna.

Jak wygląda współpraca pomiędzy trenerami zespołów Młodej Ligi i reprezentacji młodzieżowych?

Jeżeli chodzi o współpracę pomiędzy trenerami Młodej Ligi, to zawsze spotykałem się wyłącznie z pozytywnym odzewem. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebyśmy się nie podzielili doświadczeniami. Nie mam prawa narzekać, bo ta współpraca wygląda rewelacyjnie. Odnośnie szkoleniowców reprezentacji często rozmawiamy z trenerem Popikiem, który obserwuje poszczególne dziewczyny. Przepływ informacji cały czas jest i myślę, że to jest ważne dla obu stron i dla trenerów Młodej Ligi i reprezentacji młodzieżowych. Zawodniczki są kontrolowane, dla nich również jest to bardzo dobre, bo między innymi dzięki temu my trenerzy wiemy, na co nałożyć większy nacisk.

Jest wiele opinii i pomysłów dotyczących dalszych działań, zmian w rozgrywkach młodzieżowych. Jak twoim zdaniem sprawdził się projekt Młodej Ligi?

– Moje subiektywne zdanie jest takie, że odejście od pomysłu Młodej Ligi byłoby straszliwym błędem. W wielu województwach, choćby w naszym łódzkim, rozgrywki juniorskie nie stoją jednak na najwyższym poziomie. Są być może cztery zespoły, które rywalizują ze sobą, resztę drużyn stanowią dziewczyny młodsze, które po prostu ogrywają się w tej kategorii wiekowej, ale są to często kadetki. Nawet też nie do końca chodzi o sam poziom, ale tych drużyn nie ma aż tak dużo, w tym roku było ich 11. Dwa lata wstecz było tylko 6 drużyn, także te wartości szybko się zmieniają. Mecze Młodej Ligi to spotkania na wyższym poziomie, z oprawą niemal ekstraklasową, statuetkami MVP, w dużych halach, z profesjonalnymi sędziami. To naprawdę oddziałuje na te młode dziewczyny, bo jest to dla nich doświadczenie, coś nowego. Co być może jest dla nich najważniejsze, tymi rozgrywkami interesują się trenerzy zespołów z ekstraklasy czy reprezentacji młodzieżowych i seniorek. Dzięki temu, że jest obowiązek udziału w Młodej Lidze, wiele drużyn Orlen Ligi zyskało swoje juniorskie zaplecze, jak choćby Budowlane czy Chemik. Tak naprawdę te tradycje młodzieżowe są tutaj dopiero budowane. Pomysł jest, według mnie, fantastyczny, dobrze się stało, że trener Świderek zdecydował się go stworzyć, dalej koordynować i naprawdę nie chciałbym, aby to upadło.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Młoda Liga Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved