Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrzej Wrona: Życie to nie tylko siatkówka

Andrzej Wrona: Życie to nie tylko siatkówka

Andrzej Wrona 2016/2017
fot. Katarzyna Antczak

W niecodziennym wywiadzie siatkarz Politechniki opowiada o wizytach w dziecięcym oddziale onkologii, pomaganiu innym, podbijaniu portali społecznościowych i rozbieranej sesji, w której nie chciał wziąć udziału. – Chyba bardziej obawiałem się głosów środowiska, tego, że zobaczy to prezes jakiegoś klubu i nie będzie chciał mnie zatrudnić, bo będę tym, który się kiedyś rozebrał – komentuje gracz. O samym sporcie Andrzej Wrona mówi mało…

Czego jeszcze nie wiemy o człowieku, którego jest wszędzie pełno i ponoć wręcz „wyskakuje z lodówki”? 



Andrzej Wrona: – Skoro ktoś czegoś o mnie nie wie, to znaczy, że nie chciałem tego pokazać. W mediach społecznościowych nie wystawiam się na pełną inwigilację. Mało jest tam mojej rodziny czy najbliższych znajomych. Choć i tak się śmieją, że gdy tylko zamieszczę jakieś zdjęcie z nimi, to lawinowo rośnie im liczba lajków i kolejnych followersów. To nie jest tak, że Wrony wszędzie pełno, bo się wszędzie pcham. Jeśli widzę ciekawy projekt, biorę w nim udział. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany tym, co robię, może przestać obserwować mnie na Twitterze, Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. O tym, jak zagrałem, można przeczytać w mediach sportowych, a portale społecznościowe są po to, by pokazać moje życie poza siatkówką. Nikogo nie udaję. Cenię u ludzi szczerość i prawdziwość. Byłbym hipokrytą, gdybym nie dawał innym tego samego i nakładał sobie jakąś maskę.  

A jednak i tak pewnie często pan słyszy: „Weź się za granie, zamiast robić głupoty”.

– I ja się za siatkówkę biorę! Dwa razy dziennie po trzy godziny plus odnowa biologiczna, regeneracja, wizyta u fizjoterapeuty i wychodzi całkiem niezły etat. Pewnie część osób myśli, że przez te wszystkie moje aktywności siatkówka zeszła na dalszy plan i tylko jak mi się chce, wpadnę na trening, a jak nie, to też jakoś będzie. Albo że przez to Politechnika częściej przegrywa, nie biorą mnie do kadry i pewnie dlatego wyrzucili mnie z Bełchatowa. Jestem ciekaw, czy życie tych wszystkich hejterów składa się w stu procentach z ich pracy? Czy nie mają czasu, by robić coś innego? Siatkówka jest moją wielką pasją, ale od niej też muszę znajdować odskocznię, żeby nie zwariować. Dobrze się czuję w swoim życiu, nie będę go nikomu układał i układanie swojego zostawię też tylko dla siebie.

Były propozycje, które pan odrzucił?

– Rozbierana sesja do kalendarza. Chociaż jego autorka robi fenomenalne zdjęcia, a dochód ze sprzedaży kalendarza jest przeznaczany na zakup sprzętu sportowego dla najbiedniejszych dzieci, to uznałem, że powinienem odmówić. Przynajmniej na razie.

Bo kibice i koledzy będą się śmiać?

– Chyba bardziej obawiałem się głosów środowiska, tego, że zobaczy to prezes jakiegoś klubu i nie będzie chciał mnie zatrudnić, bo będę tym, który się kiedyś rozebrał. Intuicja często dobrze mi podpowiada i tym razem też się na nią zdałem.  

Ostatnio otrzymał pan wyróżnienie dla gwiazdy dobroczynności. Bardziej czuje się pan gwiazdą czy dobroczyńczą?

– Gwiazdy to są na niebie. Dobroczynność jak najbardziej. Wszystkie kontakty, które zdobywam podczas realizowania tych przeróżnych projektów, staram się wykorzystać dla dzieci. Bo uśmiech chorego dziecka, które może porozmawiać z Robertem Lewandowskim albo któremu Łozo z Afromental zaśpiewa „Sto lat” z okazji urodzin, to największa nagroda.

Cały wywiad przeczytasz w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved