Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Agnieszka Wołoszyn: Nadal się uczę

Agnieszka Wołoszyn: Nadal się uczę

fot. Łukasz Krzywański

Siatkarki ŁKS-u w trzech setach pokonały walczące o uniknięcie gry w barażach ostrowczanki i po raz 12 w tym sezonie schodziły z parkietu zwycięskie. Beniaminek Orlen Ligi spisuje się nad wyraz dobrze, a podopieczne Michala Maska obiecują walkę o każdy punkt aż do końca fazy zasadniczej. Pomóc w tym ma Agnieszka Wołoszyn, która w ostatnich kilku meczach gra na środku siatki, stanowiąc silny punkt swojej drużyny. – Czy nadal się uczę? Na pewno tak, chociaż teoretycznie oczywiście wiem, jakie są ustawienia, uczę dzieci „chodzenia” na środek. Co innego jednak jest teoria, a co innego praktyka. Cały czas gra w siatkówkę sprawia mi przyjemność i myślę, że dlatego mam ochotę się uczyć i to robić – mówi nominalna atakująca łodzianek.

Wydawać by się mogło, że mając zapewnione szóste miejsce przed play-off, możecie mieć nieco mniejszą motywację niż zawodniczki z Ostrowca Świętokrzyskiego, które mają „nóż na gardle”. Przebieg tego spotkania pokazuje jednak zupełnie co innego…



Agnieszka Wołoszyn:Spodziewałyśmy się tego, że dziewczyny z Ostrowca Św. będą grały na „maksa”. Wiemy, o co grają i jak wygląda tabela. Dlatego podeszłyśmy do tego meczu bardzo skoncentrowane. To nie jest tak, że nie mamy o co grać, mamy swój cel jasno postawiony, chcemy wygrywać jak najwięcej spotkań i z meczu na mecz grać coraz lepiej, pomimo że jest to końcówka sezonu. Mam nadzieję, że będziemy to zadanie realizowały. Pozostało nam jeszcze kilka pojedynków w tym sezonie, trzeba pamiętać, że oprócz tego, że jest to nasza praca, to my cieszymy się z tej gry, cały czas czerpiemy z tego radość.

Powiedziałaś żartobliwie, że cały czas się uczysz. Ostatnio widzimy cię w roli środkowej, a nie atakującej, do czego przyzwyczaili się już pewnie kibice ŁKS-u. Jest więc w tym ziarnko prawdy?

Na środku grałam tak dawno, że już nawet dokładnie nie pamiętam, kiedy to było, ale chyba za czasów juniorki czy kadetki, czyli bardzo dawno. Czy nadal się uczę? Na pewno tak, chociaż teoretycznie oczywiście wiem, jakie są ustawienia, uczę dzieci „chodzenia” na środek. Co innego jednak jest teoria, a co innego praktyka. Cały czas gra w siatkówkę sprawia mi przyjemność i myślę, że dlatego mam ochotę się uczyć i to robić.

Tym bardziej, że jako środkowa zyskałaś chyba jeszcze większe uznanie w oczach trenera Maska…

Nie mi to oceniać, o to trzeba zapytać trenera. Myślę, że każda zawodniczka, obojętnie w jakim jest wieku, po to trenuje, aby grać i pokazywać się z jak najlepszej strony. Naturalnym jest, że żadna z nas nie chce poprzestać na samych treningach. Dlatego cieszę się, że dostałam szansę i staram się ją wykorzystać tak dobrze, jak tylko potrafię.

Jesteście już po 24. kolejkach Orlen Ligi, a czekają was jeszcze dwa mecze rundy zasadniczej. Czy tej gry nie jest nieco zbyt dużo?

Trzeba pamiętać, że liga wystartowała już w październiku. Wydaje mi się, że nie należy przesadzać z takimi opiniami, jakby na to nie patrzeć jest to nasza praca. Akurat w przypadku naszego zespołu mecze systemem środa-sobota były rzadkością. Może moje roczniki mogłyby płakać z powodu tylu meczów do rozegrania, ale z tego co wiem, nie narzekamy za bardzo. (uśmiech) Z drugiej strony myślę, że te dziewczyny, które mają 20 kilka lat, powinny być zadowolone z tego, że mogą rozgrywać tyle meczów i każda z nich ma swoją szansę na to, żeby się pokazać i podnosić swoje umiejętności. Znacznie gorszą sytuacją byłoby, gdyby tych zespołów było na przykład 6 i nie miałby z kim rywalizować.

Przed wami mecz z „atomówkami” przed własną publicznością. W pierwszym meczu sopocianki wciągnęły was nieco w swoją chaotyczną, pełną młodzieńczej fantazji grę. Co zrobić, by w Łodzi uniknąć podobnych emocji?

Mecz w Sopocie był dość słabym pojedynkiem w naszym wykonaniu i zdajemy sobie z tego sprawę. Wiemy, że jeżeli pozwolimy sopociankom prowadzić ich grę, to ciężko będzie nam się przeciwstawić. Jeżeli zagramy, tak jak to zrobiliśmy w meczu z KSZO, swoją siatkówkę i narzucimy własne warunki, to powinno być zdecydowanie łatwiej o zwycięstwo. Myślę, że mamy im też coś do udowodnienia, bo dziewczyny z Sopotu wykorzystały naszą słabszą dyspozycję dnia. Minęły jednak już trzy miesiące i teraz to my zagramy we własnej hali.

ŁKS przeszedł od początku sezonu małą metamorfozę. Na początku sezonu piętą achillesową było niepewne przyjęcie, teraz z kolei jest to jeden z atutów zespołu, widać to zresztą po wyborze MVP, którą została Krystyna Strasz…

To jest nasz pierwszy sezon w Orlen Lidze, jest to nowy zespół. Zawsze potrzeba czasu, aby wszystko się „dotarło”, to nie jest tak, że drużyna będzie dobrze grała za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzeba się poznać, zgrać, to nie jest takie proste. Czy wcześniej kulało przyjęcie, czy atak, to nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Gramy wszystkie razem, nie należy szukać dziury w całym, zrzucać winy na jakiś element. Teraz stanowimy zespół i dlatego jest nam łatwiej.

Przed dwoma ostatnimi kolejkami miejsce w tabeli ŁKS-u jest już ugruntowane. To sprawi, że do dwóch kolejnych meczów podejdziecie z chłodną głową?

– Na pewno cieszymy się bardzo, że nie gramy o utrzymanie, to jest rzecz oczywista. (uśmiech) Tak jak powiedziałam wcześniej, będziemy chciały grać do końca i wygrać tyle spotkań, ile się da. To, że mamy nieco więcej spokoju, nie oznacza, że będziemy czekać na koniec sezonu. Tak jak wcześniej powiedziałam, chcemy wygrywać wszystko, co się da.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved