Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Agata Pietrzkiewicz: Chyba nigdy nie rozgrywałam tak ważnego meczu

Agata Pietrzkiewicz: Chyba nigdy nie rozgrywałam tak ważnego meczu

fot. Karol Słomka

Siatkarki Karpat Krosno w turnieju, którego stawką było utrzymanie miejsca na zapleczu ekstraklasy, nie pozostawiły złudzeń zarówno zespołowi AZS-u AWF Warszawa, jak i swojemu potencjalnie największemu rywalowi – ekipie Uni Opole. To właśnie ostatni mecz turnieju w Krośnie był starciem o wszystko dla obu drużyn. – Chyba nigdy nie rozgrywałam tak ważnego spotkania. Myślę, że sprawiłyśmy niespodziankę. Wydaje mi się, że opolanki miały lepszy skład na papierze. Na pewno bardzo, ale to bardzo pomogła nam nasza własna publiczność i jej doping niósł nas jak na skrzydłach. Był to bardzo ważny mecz, bardzo ważny turniej i sezon. Cieszę się jednak, że taki właśnie był, bo obyłam się już trochę z nowymi dla mnie realiami i wyzwaniami – mówi przyjmująca „karpatek”, Agata Pietrzkiewicz.

Choć rozgrywki I ligi jeszcze trwają, to poza przyszłymi zwyciężczyniami wielkiego finału to właśnie wy możecie czuć się wygranymi całego sezonu. Przed samym turniejem o utrzymanie odczuwałyście jednak chyba dość duży niepokój, zwłaszcza mając na uwadze trudne przeprawy, jakie zgotowały wam opolanki w fazie zasadniczej…



Agata Pietrzkiewicz:Troszkę tak jest, że czujemy się wygrane, emocje na pewno były ogromne. Wcześniejsze dwa mecze z opolankami kończyły się tie-breakami. U siebie przegrałyśmy spotkanie, które otwierało dla nas cały sezon. Potem wygrałyśmy w Opolu, wyciągając mecz ze stanu 0:2. Tego ostatniego meczu turnieju obawiałyśmy się szczególnie. Był to dla nas bardzo trudny sezon, ze względu na wszystkie kontuzje, które nas dotknęły. Z kolei w drużynie rywalek też doszło do wielu roszad, jeżeli chodzi o zawodniczki, więc do końca nie wiedziałyśmy, czego możemy się spodziewać. Ostatni raz mierzyłyśmy się z nimi w grudniu zeszłego roku, więc do marca wszystko mogło się pozmieniać. Byłyśmy bardzo skoncentrowane, gotowe na walkę i spodziewałyśmy się trudnego spotkania. Udało nam się zrealizować wszystkie nasze założenia i same byłyśmy zaskoczone, że poszło dość gładko.

Za rywalkami waszego ostatniego meczu w tym sezonie przemawiało doświadczenie. Magdalena Wawrzyniak czy Natalia Strózik to zawodniczki, które z powodzeniem występowały na parkietach ekstraklasy. Uważasz, że sprawiłyście niespodziankę, pokonując je 3:0 i broniąc miejsce w I lidze?

– Myślę, że sprawiłyśmy niespodziankę. Wydaje mi się, że opolanki miały lepszy skład na papierze. Na pewno bardzo, ale to bardzo pomogła nam nasza własna publiczność i ich doping niósł nas jak na skrzydłach. Grałyśmy we własnej hali, byłyśmy do niej przyzwyczajone, starałyśmy się wykorzystać ten atut, silnie zagrywając. Na początku każdego z setów wynik był wyrównany. Być może opolanki nie wytrzymały ciśnienia, bo w hali było głośno, a my byłyśmy bardzo pewne w swoich poczynaniach. Grałyśmy z dużą pasją i wkładałyśmy w to całe serce. Nie pozwoliłyśmy rywalkom podnieść się w żadnym z setów.

Okazało się, że opłacało się walczyć do samego końca, by zostać gospodarzem turnieju barażowego…

– Pod koniec rundy zasadniczej starałyśmy się obronić to 10. miejsce. Nawet wiedząc, że będziemy już walczyły tylko o utrzymanie w lidze, to chciałyśmy zrobić wszystko, aby ten turniej został rozegrany u nas, w Krośnie.

Zarówno ty, jak i Daria Szczyrba nie macie zbyt imponujących warunków fizycznych. Ponadto wraz z Anną Bodasińską, waszą libero, wszystkie jesteście rówieśniczkami i macie zaledwie 19 lat. Co sprawiło, że na tle rywalek potrafiłyście zagrać z zimną krwią, niczym weteranki?

– Trudno jest mi powiedzieć. Tak jak już powiedziałam, kluczem było chyba utrzymanie i konsekwentna gra mocną zagrywką. Z tego co pamiętam, przeciwniczki też nie były bezbłędne. My grałyśmy to, co wypracowałyśmy na treningach przez cały sezon. Ze względu na kontuzje miałyśmy mało zmian, nasz skład na turniej finałowy był więc dość przewidywalny, ale też dobrze ze sobą zgrany. Robiłyśmy po prostu swoje, trzymałyśmy kierunek ataku i starałyśmy się nie oddawać punktów za darmo.

W końcówce sezonu dołączyła do was Ewa Bimkiewicz, która przyszła do drużyny na zasadzie transferu medycznego. To pozwoliło wam ułożyć swoją grę na nowo?

– Tak, Ewa dużo wniosła do zespołu. Tych kontuzji było na tyle dużo, że w Szczyrku, gdzie grałyśmy ostatni mecz rundy zasadniczej, na przyjęciu grała nasza druga libero. Już nawet obracając to w żart, można powiedzieć, że wtedy byłyśmy trudnym zespołem do rozpisania, bo co spotkanie z konieczności wychodziłyśmy na boisko w innym składzie. Nawet to, na jakich pozycjach zagramy danego dnia, nie było jasne dla trenerów drużyn przeciwnych. Potrzebowałyśmy nominalnej, „rasowej” atakującej, dlatego Ewa bardzo nam pomogła. Po kontuzji Iwony (Krochmal – przyp. red.), naszej pierwszej atakującej starałyśmy się zapełnić tę lukę i albo ja grałam na prawym skrzydle, albo była to Daria Szczyrba. Potem dołączyła do nas Ewa, która zdecydowanie najlepiej z nas czuła się na prawym ataku.

Grając w rozgrywkach młodzieżowych, często brałaś na siebie ciężar zdobywania punktów. Tutaj jednak przypadła ci zupełnie inna rola. Na jakiej pozycji czujesz się najlepiej?

– Ja jednak wolę grać na przyjęciu. (uśmiech) Wiadomo, że wszystko ma swoje plusy. Dzięki temu, że jestem dość uniwersalną zawodniczką i mogę grać też na ataku, to w tym sezonie miałam więcej szans, by przebywać na boisku. W moim przypadku każda minuta, każdy set spędzony na parkiecie są bezcenne.

Grając w MKS-ie Dąbrowa Górnicza, występowałaś głównie na parkietach Młodej Ligi Kobiet. Jakie są twoje wrażenia po pierwszym „prawdziwie” seniorskim sezonie?

– Wydaje mi się, że był to dla mnie udany sezon. Na początku sezonu nie byłam podstawową zawodniczką i zdaję sobie sprawę, że te niefortunne kontuzje przyczyniły się do tego, że później mogłam się wykazać. Dotrwałam do końca cała i zdrowa, nabrałam dużo doświadczenia i mogłam zobaczyć od środka, jak wygląda seniorska siatkówka.

Mecz z opolankami był jak do tej pory najważniejszym spotkaniem w twojej karierze?

– Rzeczywiście przed meczem z opolankami uświadomiłam sobie, że chyba nigdy nie rozgrywałam tak ważnego spotkania. Co innego kiedy gra się o wyższe cele, wtedy można wygrać i przegrać, ale nie ma to tak wielkich konsekwencji w kontekście kolejnego sezonu. Podsumowując, był to bardzo ważny mecz, bardzo ważny turniej i sezon. Cieszę się jednak, że taki właśnie był, bo obyłam się już trochę z nowymi dla mnie realiami i wyzwaniami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-03-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved