Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Skra w kryzysie, ZAKSA i Resovia gromią

PlusLiga: Skra w kryzysie, ZAKSA i Resovia gromią

fot. archiwum

Siedemnasta kolejka PlusLigi była kolejką trzysetowych pojedynków. Resovia rozgromiła Jastrzębski Węgiel w hicie kolejki, a ZAKSA nie dała żadnych szans będącej w kryzysie Skrze. Andrea Gardini zaś nie sprawił cudu i Cuprum pewnie wygrało z AZS-em Olsztyn.

Siedemnastą kolejkę otworzyło spotkanie w Warszawie, gdzie miejscowy AZS podejmował BBTS Bielsko-Biała. W tym meczu po raz kolejny było widać, co znaczy, kiedy drużyna jest w komplecie. Akademicy mieli problem do tej pory z kontuzjami swoich zawodników i praktycznie z wyjątkiem trzech pierwszych kolejek nie mogli skorzystać z usług wszystkich przyjmujących. A teraz zagrali i Artur Szalpuk, i Aleksander Śliwka, wspomagał ich też Michał Filip i przyniosło to w rezultacie wygraną nad bielszczanami. Z wyjątkiem pierwszego seta, którego inżynierowie wygrali bez większych problemów, w dwóch pozostałych podopieczni Jakuba Bednaruka musieli sobie wygraną wywalczyć. Dobre spotkanie oprócz wymienionych wyżej skrzydłowych rozegrał Piotr Lipiński, który sprawiedliwie obdzielał ich piłkami i w rezultacie Filip zdobył 17 punktów, Szalpuk 14, a Śliwka 13. Trzeba też dodać, że w odniesieniu wygranej pomogła warszawianom też odpowiednia motywacja – w końcu to z BBTS-em przegrali na początku sezonu po pięciosetowej walce i bardzo się chcieli za tamtą porażkę zrewanżować. – Cieszymy się na pewno z udanego rewanżu. Udało nam się wygrać 3:0 mecz, który mimo wszystko nie był łatwy, jak by się mogło wydawać – nie krył zadowolenia Bartłomiej Lemański, środkowy AZS-u.

AZS Politechnika Warszawska – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:16, 25:23, 25:22)

Trzech krótkich setów potrzebowali bydgoszczanie, by wygrać w niedzielny wieczór z Banimexem Będzin. O ile jeszcze w pierwszym meczu obydwu drużyn, z początku sezonu, można było mówić, że coś się w nim działo, bo siatkarze z Zagłębia wygrali seta, to teraz było to ewidentnie jednostronne widowisko. W żadnym momencie prowadzenie podopiecznych Vitala Heynena nie było zagrożone, ponownie duet Jakub JaroszKonstatnin Cupković punktował, że aż miło – panowie zdobyli odpowiednio 12 i 16 oczek, 8 dołożył wybrany MVP meczu Dawid Gunia. Po drugiej stronie siatki najlepiej punktował Michał Żuk, który uzbierał 13 oczek i nie licząc Tomasza Tomczyka, który wszedł na zmianę i dostał jedną piłkę, którą skończył, był najskuteczniejszym zawodnikiem w ataku z 46-procentową efektywnością… To obrazuje najlepiej jak wyglądała gra Banimexu. Nic więc dziwnego, że zespół z województwa kujawsko-pomorskiego dopisał piątą z rzędu wygraną do ligowego dorobku. Dla będzinian była to już piętnasta porażka w tym sezonie, co poskutkowało zmianami w klubie. Damian Dacewicz został zawieszony w pełnieniu funkcji pierwszego trenera i podobno jego miejsce ma zająć Roberto Santili.



Transfer Bydgoszcz – MKS Banimex Będzin 3:0
(25:18, 25:17, 25:18)

Poprzednie spotkanie Jastrzębskiego Węgla z Resovią Rzeszów w tym sezonie wzbudziło ogromne emocje i na pewno wszystkim, którzy ten mecz wdzieli, w pamięci pozostanie tie-break, w którym siatkarze z Rzeszowa dzięki zagrywkom Nikołaja Penczewa odrobili sześciopunktową stratę i wygrali. Tym razem podopieczni Andrzeja Kowala nie musieli zdobywać się aż na taki wysiłek, bo z jastrzębianami wygrali bardzo łatwo. Jeszcze w pierwszym secie było dużo walki i wynik mógł paść na korzyść każdej ze stron, ale potem już walki zabrakło. W trzeciej partii goście rozbili wręcz rywala, powalając mu zdobyć zaledwie 10 małych punktów! Tym samym siatkarze z Podkarpacia odczarowali halę, w której jeszcze nigdy nie udało im się wygrać. Wprawdzie w rzeszowskiej ekipie zabrakło Dawida Konarskiego i Dawida Dryi, ale nawet bez nich aktualni wicemistrzowie Polski potrafili sobie dać radę. W zespole ze Śląska zabrakło z powodu urazu Zbigniewa Bartmana i jego brak był bardzo widoczny. Zastępujący go Guillaume Quesque grał na tyle słabo, że Roberto Piazza wpuszczał w jego miejsce zaledwie 19-letniego Konrada Formelę, ale nie pomagało to wiele. – Wydaje mi się, że w dużym stopniu zaważył ten pierwszy set, bo mieliśmy szansę, żeby wygrać, niestety nie skończyliśmy kilku piłek. Fajnie to wszystko wyglądało, szkoda, bo może po wygranym secie to wszystko potoczyłoby się inaczej, ruszyłoby w dobrym kierunku – analizował spotkanie Damian Wojtaszek, libero Jastrzębskiego Węgla. Jastrzębianie po tej porażce pozostali na piątej pozycji, zaś Resovia odskoczyła Skrze na trzy punkty i króluje w tabeli.

Jastrzębski Węgiel – Asseco Resovia Rzeszów 0:3
(24:26, 20:25, 10:25)

Radomianom, podobnie jak i warszawianom, było dane zaznać w niedzielny wieczór słodkiego smaku udanego rewanżu. Przypomnijmy, że w czwartej kolejce Czarni niespodziewanie ulegli na wyjeździe AZS-owi 0:3 i teraz bardzo chcieli pokazać, że tamten wynik był tylko wypadkiem przy pracy. Łatwo jednak nie było, bo w dwóch pierwszych setach Czarni musieli odrabiać straty i dopiero mniej więcej w połowie seta zdołali odjechać rywalowi. Kluczem do wygranej w tym spotkaniu był blok – radomianie aż 13 razy udanie zatrzymali rywala, sami tylko 7 razy nadziewając się na częstochowską ścianę. Królem polowania był tutaj Daniel Pliński, który zapisał na swoim koncie aż 5 punktowych bloków. On i Mikko Oivanen byli pierwszoplanowymi postaciami tego spotkania – fiński atakujący zagrał od początku w składzie i bardzo dobrze wywiązał się ze swoich zadań, bo zdobył 17 punktów – najwięcej w całym meczu – i skończył 52% ataków. Po 11 punktów dołożyli też Wojciech Żaliński i Dirk Westphal. W częstochowskim zespole jedynie Bartosz Janeczek zanotował dwucyfrową zdobycz, dodając do dorobku drużyny 13 punktów. – O każdy punkt trzeba się było naprawdę starać. Nie było to łatwe zwycięstwo, tym bardziej że jesteśmy po porażce, gdzie nasza pewność siebie była na pewno niższa. Musieliśmy grać każdą piłkę na 100% – podsumował spotkanie Adam Kowalski, libero Czarnych. Jego zespół nadal zajmuje dziewiąta lokatę i cały czas drepcze po piętach Politechnice Warszawskiej.

Cerrad Czarni Radom – AZS Częstochowa 3:0
(25:18, 25:22, 25:18)

Beniaminek z Lubina nie dał w poniedziałkowy wieczór żadnych szans akademikom z Olsztyna. Nie zadział w zespole z Warmii efekt nowej miotły. Przypomnijmy bowiem, że ze względu na słabe wyniki zespołu pożegnano się z dotychczasowym trenerem, Krzysztofem Stelmachem i jego miejsce zajął Andrea Gardini. Miał jednak mało czasu, by pomóc drużynie, a w dodatku na jego drodze stanął świetnie dysponowany zespół. Szczególnie dysproporcję było widać w ataku (31% do 57% skuteczności) i w bloku – lubinianie zapisali na koncie 13 punktowych bloków, olsztynianie tylko 5. Ale jak ma się w zespole takiego zawodnika jak Dmytro Paszycki… sam tylko ukraiński środkowy 4 razy udanie blokował, kolejne 4 czapy dopisał Ivan Borovnjak. Ukrainiec i Serb sporo punktowali – odpowiednio 13 i 16 razy, 16 oczek zdobył też Szymon Romać, który udanie zastępuje kontuzjowanego Marcela Gromadowskiego. W ekipie gospodarzy tylko Frantisek Ogurcak przekroczył barierę 10 punktów – w sumie zdobył ich 13. – Nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziony naszym występem. Zawodnicy na treningach sumiennie pracują, ale podczas spotkania widziałem u nich duże napięcie i stres. W efekcie nie byli w stanie pokazać tego, co potrafią. W takich okolicznościach trudniej rozwinąć skrzydła. Popełnialiśmy proste błędy i traciliśmy łatwe piłki. W naszej grze nie było jakości – powiedział po meczu dla portalu sport.pl Andrea Gardini. Teraz jego głowa w tym, by przywrócić drużynie wspomnianą jakość gry, bo olsztynianie są aktualnie dopiero na dziesiątym miejscu.

Indykpol AZS Olsztyn – Cuprum Lubin 0:3
(19:25, 17:25, 18:25)

Trwa kryzys Skry. Chociaż w poprzedniej kolejce przegrała z Jastrzębskim Węglem 2:3, to chyba tylko najwięksi kibice ZAKSY liczyli na to, że ich zespół tak bezlitośnie rozprawi się z bełchatowianami. Jeszcze początek pierwszego seta, do drugiej przerwy technicznej, był w miarę wyrównany, ale z każdą kolejną akcją kędzierzynianie coraz bardziej się rozkręcali i coraz trudniej było ich zatrzymać. Tyczy się to zwłaszcza Dicka Kooya, który zagrał fenomenalne spotkanie. Po nieco słabszym początku zaczął punktować atakiem – w sumie 12 oczek przy 48% skuteczności, ale przede wszystkim zagrywką. Sześć asów w trzysetowym spotkaniu, tylko 3 błędy własne w tym elemencie – to naprawdę rzadko spotykany wynik. Zresztą podopieczni Sebastiana Świderskiego zdobyli zagrywką bezpośrednio aż 10 punktów, podczas gdy Skra ledwo jeden i zepsuła ich 12. Ale inna rubryka zasługuje jeszcze na chwilę uwagi – blok. Co też się musiało dziać w Hali Azoty, skoro podopieczni Miguela Falaski nie zdobyli żadnego punktu blokiem. ZAKSA zaś dołożyła tym elementem sześć oczek. Oprócz fenomenalnego Kooya, na pochwałę zasługuje Dominik Witczak, który dołożył 13 oczek i skończył 59% ataków. Tym samym kędzierzynianie udanie się zrewanżowali PGE za porażkę 0:3 z początku sezonu i jedynie mogą żałować, że kontuzji w tym meczu doznał Michał Ruciak. ZAKSA wprawdzie pozostaje na siódmym miejscu w tabeli, ale do szóstego Cuprum traci tylko jeden punkt. A skra zajmuje drugie miejsce i do lidera traci już trzy oczka. – Zwycięstwo ze Skrą to wiadomość dla wszystkich niedowiarków – możemy wygrywać z najlepszymi i jeszcze nie raz to udowodnimy – powiedział po meczu Lucas Loh, przyjmujący zespołu z Opolszczyzny. I to zdanie warto zapamiętać.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – PGE Skra Bełchatów 3:0
(25:18, 25:18, 25:17)

Mecz Effector Kielce – LOTOS Trefl Gdańsk został przeniesiony na 7 stycznia 2015 r.

Zobacz również:
Wyniki 17. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-12-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved