Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Magdalena Śliwa: Wykazałyśmy się zimną krwią

Magdalena Śliwa: Wykazałyśmy się zimną krwią

fot. archiwum

Siatkarki Budowlanych Łódź okazały się lepsze od rzeszowianek i w trzech setach pokonały ekipę beniaminka Orlen Ligi. - Wykazałyśmy się w najważniejszych momentach blokiem i zimną krwi - mówiła po meczu Magdalena Śliwa.

Siatkarki Budowlanych Łódź odniosły pierwsze w tym sezonie zwycięstwo za trzy punkty. Choć trudno w to uwierzyć, to musiały na ten sukces czekać aż do 13., szczęśliwej dla siebie, kolejki Orlen Ligi. Radości nie kryła po tym spotkaniu kapitan łodzianek, Magdalena Śliwa. Nareszcie wygrałyśmy za trzy punkty i to u siebie. Nie prezentowałyśmy jednak tak dobrego stylu, jak w ostatnich, niestety przegranych meczach. Tego jednak nikt nie będzie pamiętał, a wynik poszedł w świat – zauważyła doświadczona rozgrywająca Budowlanych Łódź, przyznając, że pomimo korzystnego rezultatu nie był to najlepszy mecz w wykonaniu podopiecznych Błażeja Krzyształowicza. – Być może to było spowodowane przerwą świąteczną i potem trudnymi treningami, które mają zaprocentować w przyszłości. Nikt nie spodziewał się więc, że błyśniemy skocznością czy szybkością. Tak naprawdę to same się męczyłyśmy ze sobą – dodała Śliwa. Najtrudniejsze chwile łodzianki przeżywały w trzecim secie, kiedy to rywalki były o włos od przedłużenia tego spotkania. – Wykazałyśmy się w najważniejszych momentach blokiem i zimną krwią. Twardo postanowiłyśmy sobie, że musimy z zespołem z Rzeszowa wygrać za trzy punkty – chwaliła swoje koleżanki za walkę do końca Śliwa.

Atlas Arena dotychczas nie przynosiła szczęścia gospodyniom. Dlatego tym bardziej zadowolony ze swojego pierwszego zwycięstwa w roli selekcjonera Budowlanych Łódź był Błażej Krzyształowicz.Długo czekaliśmy na taką wygraną. Ktoś wyliczył, że w Atlas Arenie nie wygraliśmy od lutego. Trochę czasu więc zleciało. Cieszę się, że po serii sześciu porażek i braku wygranej u siebie w końcu zwyciężyliśmy – mówił uradowany trener łodzianek. Trudno jednak powiedzieć, że to zwycięstwo przyszło łodziankom łatwo. Niemal w każdym elemencie gospodynie miały lepsze i gorsze fragmenty gry, a momentami wręcz ustępowały rywalkom. Statystyki pokazały, że to rzeszowianki były nieznacznie lepsze w przyjęciu zagrywki i ataku. – Mecz pokazał, że statystyki nie grają. W poprzednich meczach byliśmy w statystykach lepsi i przegraliśmy. Dziś musieliśmy się męczyć, by wygrać 3:0. Nie był to łatwy i przyjemny mecz, ale ciężka walka. Oby tak dalej. Tie-breaków w tym sezonie się już nagraliśmy – ocenił. Rzeczywiście, aż osiem z trzynastu pojedynków łodzianek kończyło się dopiero po piątym secie. To dlatego zawodniczki z Łodzi zajmują w tabeli dopiero 7. miejsce ze sporą stratą do wyprzedzających je dąbrowianek. – Teraz chcemy wygrywać jak najpewniej i prezentować się jak najlepiej. Chęć zwycięstwa bardzo urosła do tego meczu z Developresem. Zwycięstwo za trzy punkty było naszym celem, który zrealizowaliśmy – zakończył trener Krzyształowicz.

Niewykorzystanej szansy na odwrócenie losów meczu w trzecim secie żałowała kapitan rzeszowianek, Karolina Filipowicz. Przypomnijmy, że w pierwszym starciu tych zespołów również to łodzianki prowadziły 2:0, ale wtedy zawodniczki z Podkarpacia zdołały doprowadzić do wyrównania i o losach spotkania zdecydował tie-break. – Szkoda trzeciego seta, bo mając piłkę setową przy stanie 24:22, przegrałyśmy. Gdybyśmy zakończyły akcję skutecznie i wygrały tę partię, to mecz mógłby się potoczyć całkiem inaczej – oceniła rozgrywająca Developresu Skyres Rzeszów.



Z kolei Marcin Wojtowicz nie ukrywał, że jego drużyna przyjechała do Łodzi, by wywieźć stąd jakieś punkty. Przebieg meczu pokazał, że jego podopieczne było na to stać. – Budowlani okazali się lepszą i bardziej doświadczoną drużyną. Dotrzymywaliśmy rywalkom kroku, ale znów przegraliśmy i nie wywozimy z Łodzi punktów. To boli podwójnie, bo radziliśmy sobie nieźle, jednak zanotowaliśmy kolejną porażkę – mówił ze smutkiem szkoleniowiec gości. Zwrócił również uwagę na to, że rzeszowianki znacznie gorzej spisują się w meczach wyjazdowych. – Mieliśmy apetyt, by nawet wygrać, choć do tej pory w halach rywali wywalczyliśmy zaledwie jednego seta. Naszym celem było urwać choć jedną partię i wtedy pomyśleć o czymś więcej. Pokazaliśmy się z dobrej strony, ale brak punktów smuci. Mamy już dość ładnych porażek – dodał trener Developresu Skyres Rzeszów.

źródło: developres.rzeszow.pl, inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved