Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Wiesław Czaja wspomina czasy Huberta Jerzego Wagnera

Wiesław Czaja wspomina czasy Huberta Jerzego Wagnera

fot. CEV

- Teraz wokół selekcjonera mamy cały sztab analityków i wszystko jest rozpisane w komputerach. A Wagner wszystkie swoje spostrzeżenia zapisywał w kajecie. Był do bólu sprawiedliwy - wspomina czasy złotego medalu MŚ w Meksyku Wiesław Czaja.

O wygranej biało-czerwonych w Meksyku zadecydowały wszechstronność i przygotowanie fizyczno-psychiczne. To było dwunastu wspaniałych zawodników i dyrygent… Dla zaledwie 22-letniego młodzieńca już samo znalezienie się w tak renomowanej, zmierzającej do Meksyku na mistrzostwa świata ekipie było sporym wyróżnieniem. Mało kto się spodziewał, że odegra on tak znaczącą rolę i po trzech tygodniach sportowych zmagań znajdzie się w galerii siatkarskich sław. Wiesław Czaja, bo o nim mowa, przebojem wdarł się do reprezentacji, kierowanej przez Huberta Jerzego Wagnera, która 28 października w 1974 roku sięgnęła po mistrzostwo świata. Niebawem będziemy obchodzić 40. rocznicę meksykańskiego złota.

Harowaliśmy jako woły – to najczęściej wypowiadane zdanie przez mistrzów świata. Polacy imponowali przygotowaniem fizycznym i ono było kluczem do zwycięstw podczas meksykańskich zawodów. Jeżeli w finałowej rundzie trzy mecze z rzędu wygrywa się po 3:2 z ZSRR, Czechosłowacją (po dwóch przegranych setach!) oraz NRD, to dowodzi, że nasi siatkarze byli twardzi jak skała. – Wagner dla kogoś z boku mógł być postrzegany jako Kat, ale ten przydomek otrzymał na potrzeby medialne – mówi po chwili zastanowienia Czaja. – Był precyzyjny w każdym calu, niezwykle pracowity, bo przecież sam skrzętnie analizował silne i słabe strony rywali. Teraz wokół selekcjonera mamy cały sztab analityków i wszystko jest rozpisane w komputerach. A Wagner wszystkie swoje spostrzeżenia zapisywał w kajecie. Był do bólu sprawiedliwy. Był strategiem oraz psychologiem. Te cechy sprawiły, że mogliśmy odnieść sukces. Edek Skorek czy Olek Skiba byli jego dobrymi kumplami, bo przecież grali razem w reprezentacji. Gdy jednak coś zawalili, natychmiast dostawali reprymendę, a trener w słowach nie przebierał. A jak trzeba było, to nie stronił od pochwał i poklepywania po plecach. Gdy wchodziliśmy na parkiet, to wiedzieliśmy, czego się spodziewać po przeciwnikach, bo mieliśmy ich dobrze rozpracowanych. W trudnych chwilach, a podczas tego turnieju takich było wiele, starał się rozładować napięcie i dowcipkował – dodaje Czaja.

Więcej w piątkowym „Sporcie”



 

źródło: Sport

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki, mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved