Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Rafa Pascual: To było coś niesamowitego

Rafa Pascual: To było coś niesamowitego

fot. archiwum

Rafael Pascual to prawdziwa ikona hiszpańskiej siatkówki. Popularny Rafa występował w blisko 20 klubach z ośmiu krajów, zdobywając różnorakie medale. Mimo tytułu MVP mundialu w 1998 roku, najbardziej ceni sobie mistrzostwo Europy z 2007 roku.

Mówiąc o karierze Rafy Pascuala, nie można pominąć etapu reprezentacji, a przede wszystkim złota wywalczonego podczas mistrzostw Europy w Rosji. A dokładniej rzecz biorąc 16 września 2007 roku…

Rafael Pascual: – Szczerze mówiąc, dla mnie data nie ma znaczenia. Jedyne, o czym myślałem, to byli ludzie. Kiedy zaczynałem swoją przygodę w reprezentacji, która przygotowywała się do igrzysk olimpijskich w Barcelonie (w 1992 r. – przyp. red.), nie mieliśmy nawet butów do grania, nie mieliśmy nic. Boisko, na którym graliśmy międzynarodowe mecze… sam malowałem po nim kredą! Graliśmy na małym placu. A potem bycie mistrzem Europy w Moskwie przed 14 tysiącami osób… Niewyobrażalne! Zdobycie złotego medalu z reprezentacją było dla mnie największym sukcesem.

W tym czempionacie nie grałeś pierwszoplanowej roli w zespole…



– Ta drużyna półtora roku trenowała pod okiem Andrei Anastasiego. Była już u końca przygotowań, a Andrea wyszedł mi naprzeciw. W końcu był trenerem we Włoszech, śledził moją karierę, więc znał mnie doskonale. Widział, że mam możliwości do grania na tych mistrzostwach, ale nie mówił wtedy o zwycięstwie. Sprawa wyglądała tak, że moja żona była w ciąży, a ja nie chciałem przegapić narodzin mojego dziecka. W rozmowie z Andreą zaproponowała: „Zrobimy tak: ja jutro urodzę i dam Rafaelowi dziecko na ręce. W zamian wy zdobędziecie mistrzostwo Europy.” I zdobyliśmy.

– Andrea z kolei był ze mną szczery i powiedział: „Mam uformowaną drużynę. Jeśli jesteś w formie wezmę cię ze sobą, jeśli nie to nie. Przez rok stworzyliśmy ekipę, która funkcjonuje bardzo dobrze. Dołączysz i zobaczymy co się stanie.” Odpowiedziałem, że dobrze czuję się w zespole i chcę jechać. On dodał:  „Jeszcze jedna sprawa musi zostać wyjaśniona: jeśli pojedziesz to tylko jako kapitan. Musisz wykonać z tymi chłopakami pracę w elementach, do których ja nie mogę dotrzeć.”

Więc pojechałeś bardziej jako pomocnik trenera Anastasiego?

– Siedziałem na ławce i miałem z tego niesamowitą przyjemność. Z różnych przyczyn musiałem zagrać w półfinale z Serbią i później w finale. Reprezentacja cieszyła mnie, jakby to był mój pierwszy dzień. Patrzyłem na drużynę i mówiłem: „Tutaj coś się zmieniło”. Zauważyłem większe poczucie odpowiedzialności w zespole, szczególną dojrzałość widać było w poczynaniach José Luisa Moltó i Miguela Ángela Falaski. Falasca w tamtym momencie był najlepszym rozgrywającym na świecie, a obaj grali na imponującym poziomie. Miguel był jednym z najbardziej utalentowanych zawodników, jakich mieliśmy. Mam nadzieję, że wystarczy mu sił na kontynuowanie wspomagania rozwoju siatkówki, bo ma do tego i głowę, i chęci, a teraz jest trenerem w Bełchatowie. Ja jestem bardziej zawodnikiem, indywidualistą. Lubię działać na boisku, z zewnątrz to bardziej skomplikowane. Nigdy nie widziałem siebie w roli trenera.

– Podczas tych mistrzostw wszyscy nabrali ogromnej dojrzałości. Doszliśmy do perfekcji, patrzyłem, nie zauważając żadnej luki. Zastanawiałem się jednak, co się stanie, jeśli się zestresują? Nadszedł moment półfinału, w którym wygraliśmy z Serbią. Następnie finał z Rosją, kiedy Kike de la Fuente rozgrywał niesamowite zawody. I nastał moment kiedy ja, największy weteran, prawie dziadek, usłyszałem od Andrei Anastasiego: „Rafa, na boisko”. Miałem pomóc w odbiorze. Przyjąłem cztery czy pięć piłek perfekcyjnie. Nie miałem pojęcia jak piłka, którą przyjąłem po niesamowitym serwisie Połtawskiego (późniejszy MVP turnieju – przyp. red.) dotarła do siatki. Później razem z Garcíą i Torresem skoczyliśmy do bloku i zdobyliśmy ostatni punkt. Wygraliśmy mistrzostwo Europy i ja byłem w tym momencie na boisku. To było coś niesamowitego.

To był dla ciebie idealny czas, jednak przyszedł trener Julio Velasco, który nie widział cię w drużynie, prawda?

– Anastasiemu wygasł kontrakt i federacja nie chciała go przedłużać, więc musieliśmy szukać nowego trenera na dwa miesiące, który przygotowałby nas do klasyfikacji olimpijskiej. Ten szkoleniowiec zdecydował nie zabierać ze sobą mnie, libero i asystenta… Zmienił wszystko w dwa miesiące i nie zakwalifikowaliśmy się na igrzyska. Byłem bardzo przybity, bo mogłem pojechać do Pekinu i zakończyć karierę na igrzyskach olimpijskich. To jedyny element, którego brakuje w mojej układance. Czasem, gdy widzę ten mój złoty medal, myślę, że odszedłem na siatkarską emerytuję jako mistrz Europy. Mogłem jednak pojechać do Pekinu choćby tylko po to, żeby nosić piłki, bo już i tak byłem na specjalnych warunkach. Miałem 38 lat i zamiast tego wyjechałem do Bułgarii, żeby grać w tamtejszej lidze i Lidze Mistrzów, bo chciałem wystąpić we wszystkich rozgrywkach.

Któryś z rywali szczególne zapadł ci w pamięć?

– Lorenzo Bernardi na przykład. Zawsze byliśmy porównywani, bo staliśmy po przeciwnych stronach siatki w finałach, kiedy on grał w Treviso. Byli też Luca Cantagalli, Andrea Zorzi, Andrea Gardini… wszyscy wielcy włoscy zawodnicy, których zawsze podziwiałem. Przede wszystkim jednak Bernardi, który był najlepszym siatkarzem na świecie. To gracze perfekcyjni pod względem fizycznym, technicznym, z rewelacyjnymi warunkami… granie przeciwko nim było prawdziwą walką. Byli też Brazylijczycy, Kubańczycy…

Z reprezentacją pożegnałeś się w 2007 roku po zdobyciu mistrzostwa Europy, ale grę w klubie zakończyłeś dopiero w 2011 roku, we francuskim Orange Nassau…

– Dołączyłem do klubu w 2009 roku i podpisałem kontrakt na cztery lata, ale spędziłem tam tylko dwa. Na początku były duże problemy ekonomiczne. Władze klubu stworzyły projekt, który w przyszłości miał doprowadzić ich na szczyt. Chcieli też, żebym później został przy drużynie jako dyrektor, z kontraktem, który był wręcz nielogiczny. Jednak później zabrakło pieniędzy i tak naprawdę nie było aspiracji, żeby cokolwiek wygrać. W końcu doszliśmy do porozumienia. Miałem wtedy już 40 lat. Tam trzeba było bardzo dobrze się przygotować tylko po to, żeby rozegrać krótki sezon. Wcześniej graliśmy 12 miesięcy, potem osiem, potem pięć… W tym momencie powiedziałem, że dalej w to nie wchodzę.

Po przejściu na emeryturę nie chciałeś zająć się innym sportem, na przykład golfem? Podobno jesteś także miłośnikiem książek.

– Często czytałem podczas podróży, ponieważ nie było żadnego innego zajęcia. Osobą, która dużo czyta, w domu jest moja żona. Ja nigdy nie byłem wielkim fanem książek. Mogę za to powiedzieć, że jestem miłośnikiem moich dzieci i mojej rodziny, którym poświęcam cały swój wolny czas. Przez przebywanie z dziećmi poznaję dużo nowych rzeczy, ale nie mam żadnych większych hobby. Golf też zbytnio mnie nie interesuje, szczerze mówiąc. Lubię obcować z ludźmi i to, że uprawiam sport, bierze się właśnie z tego.

źródło: inf. własna, libertaddigital.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-07-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved