Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. E: Holendrzy rozpoczęli od wygranej nad Koreą

LŚ, gr. E: Holendrzy rozpoczęli od wygranej nad Koreą

fot. archiwum

Reprezentacja Holandii udanie rozpoczęła tegoroczne rozgrywki Ligi Światowej, pokonując 3:0 reprezentację Korei Południowej. W drugim spotkaniu tej grupy Portugalczycy w czterech odsłonach pokonali reprezentację Czech.

Początek spotkania należał do Koreańczyków, którzy dzięki dobrej dyspozycji w ataku wypracowali sobie dwa oczka prowadzenia (3:1). Holendrzy nie potrafili zniwelować tych strat, zwłaszcza że ich blok, raz po raz, obijał Kwang-In Jeon. Dopiero kiedy mocnymi zagrywkami popisał się Dick Kooy, a na kontrze pomylił się jeden z Azjatów, na tablicy widniał remis (7:7). Wtedy też „zaskoczył” holenderski blok, w efekcie czego podopieczni Edwina Benne po raz pierwszy w spotkaniu objęli prowadzenie (8:7). Świetną passę rywali przerwał co prawda Jeon, lecz nie na długo, bowiem po efektownym zbiciu Jeroena Rauwerdinka Oranje ponownie byli dwa oczka na prowadzeniu. Gdy zaś bezpośrednio zagrywką zapunktował Robin Overbeeke, miejscowi cieszyli się z czterech punktów zapasu na drugim time-oucie. Koreańczycy natomiast coraz słabiej spisywali się na siatce, a dodatkowo mylili się za linią dziewiątego metra, nie potrafiąc zniwelować dystansu dzielącego ich od Holendrów. Trener Kiwon Park starał się ratować sytuację, prosząc o czas, lecz i to na niewiele się zdało, zwłaszcza że doskonale dysponowany w polu serwisowym był Nimir Abdelaziz (21:17). Europejczycy, będący wyraźnie na fali, nie pozwolili już na nic swoim rywalom i dzięki efektywnym blokom, a także wykorzystując potknięcia gości, pewnie kroczyli po zwycięstwo, które dał im punktowy atak Overbeeke (25:19).

Rozkręcający się z akcji na akcję Oranje w drugiej partii natychmiast narzucili rywalom własny styl gry (4:1). Kiedy jednak w polu zagrywki stanął Sang-Ha Park, utrudniając miejscowym rozegranie, goście doprowadzili do wyrównania (4:4). Kilka chwil później asem popisał się Seung-Suk Kwak i to Azjaci byli na czele (6:5). Holendrzy nie zamierzali jednak odpuszczać i kiedy kontrę wykorzystał Overbeeke, doprowadzili do wyrównania, po czym oba teamy zaczęły ze sobą walczyć punkt za punkt (9:9). To jednak gospodarze nieco lepiej spisywali się na kontrach, a także byli skuteczniejsi na siatce, wobec czego to do nich należała inicjatywa (14:13). Koreańczykom na nic zdała się doskonała gra w defensywie, skoro nie potrafili przebić się przez holenderski, szczelny blok. Kiedy natomiast efektownym zbiciem popisał się Dick Kooy (19:16), Kiwon Park przywołał swych podopiecznych do siebie. Przyniosło to rezultat, bowiem kontrę, punktując z lewego skrzydła, wykorzystał Myung-Geun Song, a gdy błąd przekroczenia linii trzeciego metra popełnił holenderski atakujący (21:21), to Edwin Benne poprosił o czas. Po powrocie na parkiet natomiast przypomniał o sobie Rauwerdink, lecz jego koledzy zaczęli popełniać coraz częstsze proste błędy, w efekcie czego to Koreańczycy byli o krok bliżej wygranej w tym secie (23:22). W samej końcówce jednakże ponownie rozgorzała walka punkt za punkt, a oba teamy naprzemiennie popisywały się bądź to udanymi blokami, bądź efektownymi zbiciami. Ostatecznie to Oranje zachowali więcej zimnej krwi, a kropkę nad i postawił Overbeeke, punktując z przechodzącej piłki.

Koreańczycy mimo to nie zamierzali się poddawać i w trzeciej partii podjęli rękawicę. Dzięki agresywnym zagrywkom, a także wysokiej dyspozycji w defensywie i skutecznym kontratakom na pierwszą przerwę techniczną schodzili z sześcioma oczkami zaliczki. Oranje dopiero przy nieprzyjemnych zagrywkach Thomasa Koelewijna zaczęli odrabiać straty (5:8), lecz przyjezdni nie zamierzali odpuszczać. Bardzo szybko przerwali dobrą serię rywali, a gdy w polu serwisowym stanął Kwang-In Jeon i zaczął wywierać na nich presję, odzyskali skuteczność na kontrze i odbudowali przewagę (10:5). Wówczas to przypomniał o sobie Kooy. Przyjmujący ZAKSY najpierw zapunktował blokiem, po czym doskonale spisywał się również w ataku czy zagrywce (9:12) i o czas poprosił koreański szkoleniowiec. Mimo to jego podopieczni radzili sobie coraz słabiej, popełniając błąd za błędem i bardzo szybko roztrwonili niemal całe prowadzenie (14:13). Co więcej, coraz lepiej prezentował się Dick Kooy, po którego skutecznym ataku Oranje doprowadzili do remisu (16:16). Po drugiej stronie siatki jeszcze Jeon starał się wziąć ciężar gry na swoje barki, lecz w pojedynkę nie był w stanie zbyt wiele zdziałać. Tym bardziej że w szeregach jego teamu całkiem „posypała się” gra w defensywie, a rywale, popisując się mocnymi ciosami, wypracowali sobie dwupunktowe prowadzenie (20:18). Co prawda Azjatów było stać na jeszcze jeden zryw, lecz Oranje, prowadzeni przez Kooya, nie zamierzali im pozwolić na więcej. W końcówce ponownie dobrze funkcjonował ich blok, a seta zakończył jeden z Koreańczyków, psując zagrywkę.



Holandia – Korea 3:0
(25:19, 28:26, 25:23)

Składy zespołów:
Holandia: Abdel-Aziz (3), Van Bemmelen (7), Rauwerdink (9), Kooy (24), Koelewijn (7), Overbeeke (15), Jorna (libero) oraz Diefenbach (1)

Korea: Lee Min-Gyu (1), Kwak (3), Choi (10), Jeon (12), Ha (1), Lee Kang-Joo (libero) oraz Song (3), Han, Bu i Kim (3)


Początek starcia pomiędzy Portugalczykami a Czechami był dość wyrównany (3:3), kiedy jednakże w ataku mylić się zaczęli gospodarze, przyjezdni wypracowali sobie dwa oczka zapasu. Co więcej, świetnie na kontrze radził sobie Petr Michálek, nie pozwalając rywalom na odrobienie strat. Dopiero kiedy sprawy w swoje ręce wziął Valdir Sequeira, miejscowi doprowadzili do wyrównania (6:6). Kilka chwil później zaś kontrę wykorzystał João Jose i to Portugalczycy, po raz pierwszy w tym spotkaniu, cieszyli się z prowadzenia (11:10). Kiedy natomiast zagrywką zapunktował Miguel Rodrigues, Zdeněk Šmejkal zmuszony był poprosić o czas. Ta przerwa w grze podziałała motywująco na jego podopiecznych, bowiem tuż po powrocie na parkiet odbudowali swoją przewagę (13:12) – a na drugim time-oucie, na który sprowadził oba teamy Kamil Baránek, wynosiła ona już dwa oczka. Portugalczycy jednakże nie zamierzali odpuszczać i, prowadzeni przez Sequeirę, ponownie zniwelowali straty (17:17), lecz mimo to inicjatywa wciąż leżała po stronie gości. Zwłaszcza że doskonale dysponowany za linią dziewiątego metra był Filip Habr (20:18). Wówczas to Hugo Silva wykorzystał przerwę na żądanie, co przyniosło oczekiwany rezultat – jego gracze, przy zagrywkach Rodriguesa, objęli prowadzenie (21:20). Co więcej, świetnie na kontrze radził sobie Alexandre Ferreira i to miejscowi byli o krok bliżej wygranej w tej inauguracyjnej partii (23:21). Egzekucję w czasie starał się jeszcze odwlec Michal Kriško, popisując się efektywnymi zbiciami, lecz ostatnie słowo należało do Jose.

Czesi, nie tracąc czasu, natychmiast narzucili rywalom swój rytm gry (3:0) i Hugo Silva już na samym początku seta musiał przywołać do siebie swych podopiecznych. Nie przyniosło to jednak rezultatu, bowiem nie potrafili się oni przebić przez blok rywali. Sygnał do walki starał się im dać João Oiliveira, lecz bezskutecznie (4:8). Kiedy jednak mylić się zaczęli również i goście, a nieprzyjemnymi zagrywkami, utrudniającymi rozegranie akcji, popisał się Marcel Gil, gospodarze nieco zniwelowali straty (6:8). Dodatkowo Czesi zaczęli mieć trudności z przebiciem się przez blok rywali, a na lewym skrzydle coraz lepiej prezentował się Alexandre Ferreira. Podopieczni Zdenka Šmejkala nie pozwolili jednak przeciwnikom na doprowadzenie do remisu, a kiedy za linią dziewiątego metra zameldował się Petr Michálek ponownie zaczęli dyktować warunki (14:10). Ich rywale zresztą wcale nie utrudniali im zadania, popełniając błąd za błędem (11:16). Tę serię przerwał dopiero Gil, punktując ze środka. Chwilę później, dzięki jego zagrywkom i blokom Jose, przewaga gości stopniała do minimum (17:16). Wtedy to też za wcześniejsze błędy zrehabilitował się Kamil Baránek i znów inicjatywa należała do Czechów (20:17). Siatkarze z Półwyspu Iberyjskiego zaś ponownie mieli trudności z przebiciem się przez blok przeciwników, a ich gwoździem do trumny były błędy własne i słaba skuteczność w ataku. Goście natomiast pewnie kroczyli po wygraną, którą dała im pomyłka w ataku Sequeiry.

Reprezentanci Czech po swojej myśli rozpoczęli również i trzecią odsłonę (2:0), lecz ich rywale przy zagrywkach Miguela Rodriguesa niemal natychmiast zniwelowali dystans, po czym objęli prowadzenie (4:3). Młodego rozgrywającego za linią dziewiątego metra dzielnie wspierał również Alexandre Ferreira, lecz po drugiej stronie siatki na te zagrania odpowiadał niezawodny Petr Michálek. Mimo to gospodarze nie zamierzali odpuszczać i skrupulatnie budowali swoją przewagę (8:4). W szeregi przyjezdnych natomiast wkradła się nieporadność i całkowicie zatracili oni skuteczność w ataku, raz po raz nadziewając się na blok rywali. Trener Zdeněk Šmejkal co prawda starał się ratować sytuację, wprowadzając na parkiet zmienników, lecz i to nie przyniosło efektu (4:11). Tę dobrą passę Portugalczyków przerwał dopiero Michal Finger, lecz na odpowiedź Ferreiry nie trzeba było długo czekać (13:5). Ponadto miejscowi doskonale spisywali się w bloku, a ich przeciwników stać było tylko na pojedyncze udane zagrania. I choć jeszcze Jan Kuliha starał się dać swojemu teamowi sygnał do walki (11:19), to rozpędzeni Portugalczycy nie zamierzali niepotrzebnie przedłużać tej partii, zwłaszcza iż ręki na zagrywce nie wstrzymywał Ferreira (21:13), a i sami Czesi nie ustrzegli się pomyłek. Pierwszą piłkę setową dał gospodarzom Oliveira, zaś kropkę nad i postawił Kriško, posyłając serwis w siatkę.

Czwarta odsłona, tradycyjnie już, rozpoczęła się pozytywnie dla czeskich graczy (3:1). Gospodarze zaś, popisując się efektownymi obronami i skutecznymi kontrami, bardzo szybko odrobili straty (3:3), po czym rozgorzała wyrównana walka (6:6). Portugalczycy dopiero przy zagrywkach Marcela Gila zaczęli budować swoją przewagę (8:6). Doskonale w bloku radził sobie również João Jose i o czas zdecydował się poprosić Zdeněk Šmejkal. Po powrocie na boisko przypomniał o sobie co prawda Kamil Baránek, lecz błędy własne jego kolegów uniemożliwiły jego teamowi nawiązania walki z rywalami (7:11). Czesi mieli ogromne trudności z przyjęciem zagrywki miejscowych, a także z wyprowadzeniem ataku (9:14), wobec czego ich trener ponownie przywołał ich do siebie. Na nic się to jednak zdało – błędy własne czeskich graczy były przysłowiową wodą na młyn dla Portugalczyków (16:11). Jeszcze co prawda Holubec swoimi atakami i zagrywkami starał się odwrócić losy seta, lecz po drugiej stronie siatki przypomniał o sobie Sequeira, nie pozwalając mu na wiele. Sztuka ta udała się dopiero Michalowi Kriško, który popisując się silnymi zagrywkami, sprawił, iż przewaga miejscowych zaczęła topnieć (18:16). Gdy zaś na blok Krála nadział się Ferreira, Czesi doprowadzili do remisu (18:18). Hugo Silva próbował ratować się zmianami i wprowadził na parkiet Tiago Violasa w miejsce Rodriguesa. To przyniosło efekt, a co więcej – jego podopieczni zaczęli punktować blokiem i inicjatywa ponownie należała do nich (21:19). Czescy gracze zaś po raz kolejny zaczęli posyłać swoje ataki w aut, a także nie potrafili przyjąć zagrywki Alexandre Ferreiry, który też asem zakończył całe starcie.

Portugalia – Czechy 3:1
(25:23, 19:25, 25:18, 25:20)

Składy zespołów:
Portugalia: Gil (7), Ferreira A. (19), Oliveira (9), Jose (14), Sequeira (16), Casas (libero) oraz Ferreira M., Violas i Silva
Czechy: Vesely (5), Kral (6), Habr (9), Baranek (14), Krisko (12), Michalek (6), Krystof (libero) oraz Hanik, Holubec (1), Finger (1) i Kuliha (4)

Zobacz również:
Wyniki i tabela gr. E Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved