Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > Magdalena Sadowska: Siatkówka uzależnia bardziej niż narkotyk

Magdalena Sadowska: Siatkówka uzależnia bardziej niż narkotyk

fot. archiwum

Kilka tygodni temu drugoligowy MKS Świdnica zasiliła doświadczona Magdalena Sadowska. Atakująca długo nie pograła w nowej drużynie, bo w meczu z Sokołem Katowice doznała groźnej kontuzji. - Skręciłam staw skokowy w najgorszy z możliwych sposobów - mówi.

Końcówka czwartego seta wyjazdowego meczu z Sokołem Katowice będzie się pani chyba śniła po nocach jeszcze przez długi czas. Po kontakcie pod siatką doznała pani kontuzji, która uniemożliwiła dalszy występ w tym spotkaniu. Jak poważny jest ten uraz?

Magdalena Sadowska:Na gorąco tuż po meczu dowiedziałam się jedynie, że kości mam całe. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że skręciłam staw skokowy w najgorszy z możliwych sposobów, bo doszło również do zerwania więzadeł. Teraz przez 3 tygodnie moja kostka będzie musiała być trwale unieruchomiona, a następnie czeka mnie okres rehabilitacji. Całość zajmie pewnie kilka miesięcy. Pozytywnym elementem może być ciekawa wypowiedź lekarza, który obejrzał moją nogę i powiedział, że gdybym była młodą i perspektywiczną siatkarką, która ma powołanie do kadry, to wysłałby mnie z miejsca na rekonstrukcję tych więzadeł. A że najmłodsza nie jestem, to będę się powoli leczyć (śmiech).

Teraz najważniejsze to jak najszybciej wyleczyć tę kontuzję, ale czy zastanawiała się już pani co dalej? Czy chce pani jeszcze kontynuować karierę?



– Ja jestem świdniczanką i mam klub „pod ręką”, więc niczego nie wykluczam. Po kilkunastu latach występów w różnych zespołach wróciłam do Świdnicy, do rodziny, do przyjaciół, bo uważam, że to jest właśnie mój dom. Gra w MKS-ie wypłynęła przypadkowo, ponieważ dosyć sentymentalnie odpowiedziałam na prośbę prezesa klubu, który chciał, żebym dołączyła do drużyny. Ja już wcześniej zakończyłam swoją przygodę z siatkówką w tej czynnej formie i rozpoczęłam sportową emeryturę, ale ugięłam się pod namową i prośbami prezesa. Poszłam na jeden trening, na drugi i znów świetnie mi się grało. Siatkówka to jest coś bardziej uzależniającego niż narkotyk! Oczywiście zgodziłam się wspomóc zespół na tyle, na ile jeszcze będę w stanie. Teraz będę już tylko trzymała kciuki za dziewczyny. Na razie muszę się skoncentrować na tym, by się wyleczyć. Co później – czas pokaże.

W takim razie wróćmy jeszcze do spotkania z Sokołem. W pierwszym secie MKS Świdnica wysoko prowadził, jednak w końcówce lepsze okazały się gospodynie. Wydaje mi się, że wygrana w tym secie i w całym meczu była jak najbardziej realna.

– Oczywiście, że była szansa na wywiezienie kompletu punktów z Katowic. Osobiście najbardziej mi szkoda tego pierwszego seta, w którym cały czas prowadziłyśmy. Mogłyśmy zamknąć ten mecz w trzech setach, miałybyśmy kolejne 3 oczka w tabeli, a ja wróciłabym do domu cała, zdrowa i szczęśliwa. Niestety tak to czasami bywa. Przegrałyśmy seta na własne życzenie, a końcówka zdecydowanie nie należała do nas. To się później zemściło, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Liga się jeszcze nie skończyła, w składzie jest dużo zdrowych zawodniczek, które są w stanie dograć sezon. Według mnie wszystko się może zdarzyć i możemy jeszcze odrobić straty do rywali.

Po porażce w premierowej partii wygrałyście kolejne dwa sety. W czwartej odsłonie doznała pani kontuzji, co na pewno wpłynęło na postawę zespołu. Czy to miało decydujące znaczenie dla losów tych akcji seta?

– To na pewno też było trochę wybijające z rytmu. Myślę, że w zespole była też złość ze względu na decyzje pani sędziny. Ja jestem bardzo rozczarowana postawą pani, która była asystentką sędziego głównego. Ten mecz i ten set powinien się zakończyć zupełnie inaczej, bo zawodniczka z Katowic w końcówce czwartego seta zaatakowała piłkę w siatkę i przeszła linię środkową boiska. Na domiar złego skoczyła mi na nogę i doznałam kontuzji, a pani sędzina zadecydowała, że to akcja bez punktu. Dla mnie to jest troszeczkę niepoważne. Nie robi się takich rzeczy, kiedy jeden z zespołów popełnia podwójny błąd. Dziewczyny były zdenerwowane, ale też zerkały na mnie i interesowały się tym, co dzieje się ze mną i stąd porażka.

Nie lepiej wyglądał tie-break. Po zmianie stron przy wyniku 8:3 dla katowiczanek okazało się, że na początku seta sędziowie popełnili błąd i z tego powodu mieliśmy kilkunastominutową przerwę. To kolejny kamyczek do ogródka drugiego sędziego, a dla siatkarek kolejny powód do kompletnej dekoncentracji.

– W tie-breaku zwijałam się z bólu przy ławce rezerwowych, więc nie wiem dokładnie, co działo się w tym secie. Na ile mogłam, na tyle koncentrowałam się na boiskowych wydarzeniach. Oczywiście sędziowie to też ludzie i nie są nieomylni, ale to, co się stało w piątym secie, było niedopuszczalne. Sędziowie sami nie wiedzieli, co się stało, a to oni popełnili błąd. Trener MKS-u wpisał inną zawodniczkę na kartce, a inna rozpoczęła seta na boisku, ale od tego są sędziowie, by to skontrolować. Teraz możemy tylko myśleć, jak wyglądałaby tabela, gdyby wszystko ułożyło się inaczej i pewne sytuacje nie miałyby miejsca.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved