Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Strefa Eksperta: Nowy rok, nowe rozdania

Strefa Eksperta: Nowy rok, nowe rozdania

fot. Joanna Skólimowska

Po przerwie w rozgrywkach zespoły siatkarskiej ekstraklasy wróciły na ligowe parkiety. W 14. kolejce zmagań PlusLigi nie zabrakło emocji i niespodzianek. Pierwsze mecze 2014 roku w kolejnej odsłonie cyklu Strefy Eksperta podsumował i ocenił Paweł Pyziak.

BBTS Bielsko-Biała – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3

Mecz otwierający PlusLigę w 2014 roku był krótki i tylko z jednym faworytem. ZAKSA stanęła na wysokości zadania i w trzech szybkich setach pokazała gospodarzom różnicę w klasie obu zespołów.

Wszystkie trzy sety miały podobny przebieg i od pierwszej do ostatniej piłki rozgrywane były pod dyktando kędzierzynian, którzy z piłki na piłkę uzyskiwali coraz większą przewagę. Pierwsze dwa sety kończyły się wynikiem 19:25, zaś w trzecim secie bielszczanie zostali wypunktowani 25:11.

ZAKSA w całym spotkaniu lepiej zagrywała (6 asów serwisowych w meczu), co pozwoliło odrzucić przeciwników od siatki, ustawiać dobry blok (16 punktowych bloków w całym meczu) i osłabić siłę ataku wyblokiem. Bielszczanie nie mieli argumentów i nawet własna hala na niewiele się przydała. Mecz należał do łatwych, szybkich i przyjemnych – ze strony ZAKSY, a od strony bielszczan do tych, o których lepiej jak najszybciej zapomnieć.

Asseco Resovia Rzeszów – Jastrzębski Węgiel 3:2

W hicie 14. kolejki doszło do podziału punktów, gdzie gospodarze zatrzymali dwa z nich, a jastrzębianie zdołali wywieźć zaledwie jeden. Jastrzębianie osłabieni brakiem Łaski, który leczy kontuzję łydki, zaczęli mecz bardzo nerwowo, a mistrzowie Polski głównie za sprawą dobrego bloku (5 punktowych bloków na początku pierwszego seta) osiągnęli przewagę, którą dowieźli do końca seta. Pierwsza partia była bardzo nierówna, drużyny fazami zdobywały punkty. Na początku przewagę osiągnęli gospodarze (5:0, 12:6) i to spowodowało, że trener Bernardi musiał dokonać zmian. Na boisku pojawili się Marechal i Jarmoc i za sprawą zagrywki Francuza przy stanie 13:19 (6 zagrywek w tym 2 asy serwisowe) doprowadzili do stanu 18:19 i emocjonującej końcówki seta. Ostatnie piłki pierwszej partii to walka punkt za punkt, gdzie skuteczniej zagrali mistrzowie Polski i wygrali seta 25:22.

Druga partia spotkania przebiegała pod nieznaczną kontrolą gości, którzy wzmocnili zagrywkę i skutecznie odrzucili przeciwników od siatki. Rzeszowianie popełniali w ważnych momentach proste błędy, które skutecznie wykorzystywali jastrzębianie. Masny bardzo często uruchamiał swoich środkowych (28 punktów zdobytych atakiem w całym meczu), co przynosiło punkty, a także zagrał ciekawą akcję z Kubiakiem, który po skutecznej obronie ataku w drugiej strefie szybko zebrał się do gry i skończył akcję atakiem z krótkiej. Po drugiej przerwie technicznej przewaga jastrzębian osiągnęła cztery punkty, które pozwoliły na wygranie seta 25:22.

Trzeci set to niemal kopia partii pierwszej, co do przebiegu zdobywania punktów, ale z tą różnicą, że gospodarze poprawili swoje przyjęcie zagrywki i atak, a goście znacznie pogorszyli się w przyjęciu. Masny został zmieniony przez Filippova, który próbował podtrzymać dobrą grę swoich środkowych, ale bez wsparcia skrzydłowych, którzy nie byli w stanie sprostać przeciwnikom. Dobrą partię rozegrał Achrem – przy 6 punktach w secie był wyraźnym liderem swojej drużyny w tym okresie.

Czwarty set rozpoczął się po myśli gospodarzy, którzy osiągnęli sześciopunktową przewagę (14:8) i wszystko wyglądało na to, że 3 punkty zostaną w Rzeszowie. Niestety, dla gospodarzy, jeszcze raz w meczu rzeszowianie zanotowali przestój i pozwolili gościom, głównie dzięki nieskutecznym atakom, wyrównać stan seta przy 20:20 i po ataku Kubiaka wyjść na prowadzenie 21:20. Nerwowa końcówka w wykonaniu gospodarzy i zbyt wiele popsutych zagrywek (7 w drugim secie i aż 22 w całym meczu) doprowadziły do tie-breaka.

Piąty set tylko w pierwszej fazie był wyrównany i do stanu 7:7 obie drużyny prezentowały podobny poziom. Od połowy partii skuteczniej atakowali gospodarze i po punktowym bloku Achrema na Jarmocu zakończyli seta 15:12.

Cerrad Czarni Radom – Transfer Bydgoszcz 0:3

Chyba nikt nie mógł przewidzieć, że ekipa z Radomia we własnej hali nie zdobędzie ani jednego seta z ostatnią drużyną PlusLigi. Jak widać transfery bydgoskiej ekipy były dobrym ruchem włodarzy klubu. Nowy trener plus nowy przyjmujący i Transfer Bydgoszcz zaczyna wygrywać.

Pierwszy i trzeci set miały bardzo podobny przebieg. Dobra zagrywka bydgoszczan pozwalała im na kontrolowanie przebiegu gry, a nieco odrzuceni od siatki gospodarze nie kończyli swoich ataków (37% i 38% skutecznego ataku). Bydgoszczanie dobrze grali w kontrach, gdzie prym wiedli głównie skrzydłowi przyjezdnej ekipy.

W drugim secie radomianie przystąpili bardziej skoncentrowani do gry i objęli prowadzenie 9:4. To spowodowało szybką reakcję trenera gości, który przeprowadził podwójną zmianę i na boisku pojawili się Janeczek i Salas. Ten pierwszy szybko zajął się odrabianiem strat (zdobył cztery z pięciu punktów swojej drużyny) i głównie dzięki jego skutecznej grze (65% skuteczności ataku w całym meczu) Transfer Bydgoszcz przy stanie 15:14 wyszedł na prowadzenie. Końcówka drugiego seta była najbardziej wyrównaną partią meczu graną pod dyktando gości, którzy dopiero przy czwartej piłce setowej zakończyli partię 26:28.

Na uwagę w drużynie gości zasłużył Dirk Westphal, który tym razem nie miał tak dużego wsparcia od lidera swojej drużyny – Kooistry. Po stronie bydgoszczan błysnął Janeczek (MVP spotkania), który w drugim secie zmienił Clarka i był wyróżniającą się postacią na boisku, oraz nowy amerykański przyjmujący Garrett Muagututia. Skrzydłowy z USA rozpoczął mecz w podstawowym składzie i ani razu nie opuścił boiska, zdobywając 11 punktów przy 56-procentowej skuteczności ataku oraz pokazał solidne przyjęcie zagrywki.

AZS Częstochowa – AZS Politechnika Warszawska 1:3

Mecz dwóch akademickich drużyn lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w pierwszym secie bardzo dobrze czytali grę rozgrywającego Politechniki, co pozwoliło nabierać pewności w grze i budować przewagę punktową w secie. Częstochowianie grali na bardzo dobrej skuteczności ataku (72%), a warszawianie popełnili aż 11 błędów własnych. To pozwoliło na pewną wygraną w pierwszej partii – 25:15.

Drugi set też zaczął się po myśli podopiecznych Marka Kardoša, którzy kontynuowali dobrą grę w ataku na kontrze i na pierwszą przerwę techniczną schodzili z sześciopunktowym prowadzeniem. Niestety, dla gospodarzy, przydarzył im się przestój i w dwóch ustawieniach przy zagrywce Guni i Adamajtisa stracili aż 10 punktów, zdobywając tylko dwa i stan pojedynku wyrównał się na 10:12. Do końca seta trwała wyrównana walka, gdzie po zaciętej końcówce stołeczni gracze wyrównali stan meczu, wygrywając seta 31:29.

Po 10-minutowej przerwie było widać, że gospodarze cały czas rozpamiętują przegrany set i nie są w stanie wrócić do swojej dobrej gry z pierwszego seta. Po przegranym secie częstochowianie totalnie się załamali, co szybko wykorzystała zespołowo grająca Politechnika. Dobra, kombinacyjna gra rozgrywającego Zat’ko pozwalała na skuteczne wykańczanie akcji Adamajtisowi, Pawlińskiemu i Guni oraz szybkie obejmowanie prowadzenia. Trzecia partia zakończyła się wynikiem 20:25, a czwarta 18:25 i bardzo cenne punkty pojechały do Warszawy – „inżynierowie” zajmują 7. miejsce.

LOTOS Trefl Gdańsk – Effector Kielce 3:0

Mecz w Gdańsku/Sopocie był ważny dla obu ekip, ponieważ sąsiadują one w tabeli i punkty zdobyte w sobotę przez gdańszczan liczą się podwójnie. Dzięki wygranej za trzy punkty podopieczni trenera Panasa awansowali na 8. pozycję ligowej tabeli.

Pierwszy i trzeci set miały bardzo podobny przebieg – gospodarze w pierwszych piłkach osiągali kilkupunktowe prowadzenie, lecz już przy pierwszej przerwie technicznej goście doprowadzali do remisu. Obie drużyny prezentowały ciekawą grę i wyrównaną walkę punkt za punkt, aż do ostatnich piłek. Łomacz i Lipiński swoje rozegranie kierowali głównie na skrzydła, gdzie lepszą skutecznością wykazywali się gospodarze. I to właśnie dzięki temu elementowi odnosili zwycięstwa w kolejnych setach.

Pierwszy set zakończył się dwoma blokami Jarosza, a potem Gawryszewskiego. Drugi set to dobra gra w ataku Jarosza i Wierzbowskiego i łatwe zwycięstwo 25:18. W trzeciej, równie wyrównanej partii goście popełnili zbyt dużo błędów własnych i między innymi po takim błędzie (zepsuty atak Bieńka) zakończyli mecz, przegrywając 24:26.

AZS Olsztyn – PGE Skra Bełchatów 0:3

Skra Bełchatów osłabiona brakiem podstawowego rozgrywającego pokazała, że w tym sezonie tworzy bardzo zgraną ekipę, niezależnie od tego, kto gra w wyjściowej szóstce. Olsztynianie, którzy prowadzili wyrównaną grę tylko do drugiej przerwy technicznej pierwszego seta, musieli uznać wyższość ekipy prowadzonej przez Falascę.

Wyrównana walka trwała do momentu, gdy Buszek miał wsparcie w swoich kolegach, lecz gdy ci zaczęli się mylić w ważnych piłkach, nie był on w stanie przeciwstawić się sam Skrze Bełchatów. W Skrze bardzo dobrze grał młody rozgrywający Aleksa Brdjović (MVP spotkania), który tylko na początku pierwszego seta grał asekuracyjnie przez swoich skrzydłowych, ale z upływem czasu decydował się na ciekawsze rozgrywanie piłek z dobrze tego dnia dysponowanymi Kłosem i Wroną. W ważnych momentach seta dobrze funkcjonował blok gości, a młodzi zawodnicy z Olsztyna popełniali zbyt dużo błędów własnych w ataku. Taki przebieg gry doprowadził do łatwej wygranej – 25:21.

Pomimo wielu uwag trenera Stelmacha i próśb o odważniejszą grę swoich zawodników gospodarze nie mogli nic poradzić na szybkę i urozmaiconą grę Brdjovicia. Nie funkcjonował blok olsztynian, a na przestrzeni całego meczu skuteczność ataku była zbyt niska na wygranie meczu i wynosiła zaledwie 34%. Przez ostatnie dwa sety było widać różnice w doświadczeniu graczy z Bełchatowa, którzy mocną zagrywką potrafili zmusić rywali do błędów w przyjęciu i skutecznie ustawiali blok (17 bloków w meczu). Różnicę można było też zauważyć przy niewygodnych lub sytuacyjnych piłkach – gracze Skry potrafili je umiejętnie nabić na blok i ponownie wyprowadzić atak, natomiast gospodarze swoją grę opierali na sile ataku, a piłki zbyt często lądowały poza boiskiem lub w bloku bełchatowskiej drużyny. Druga partia meczu zakończyła się wynikiem 18:25, a trzecia 22:25.

*autorem jest Paweł Pyziak (PLPS S.A.)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved