Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Przerwa w rozgrywkach nie wszystkim posłużyła

PlusLiga: Przerwa w rozgrywkach nie wszystkim posłużyła

fot. archiwum

W czternastej kolejce doszło do paru zaskakujących rezultatów, które spowodowały przetasowania w dole tabeli. Swoje mecze wygrały m.in. Transfer Bydgoszcz i Trefl Gdańsk. Bez zmian na szczycie klasyfikacji pozostaje Skra Bełchatów.

Na początek kolejki ZAKSA pewnie pokonała BBTS 3:0. Było to bardzo jednostronne spotkanie, goście spokojnie kontrolowali jego przebieg i w trzeciej partii pozwolili rywalom zdobyć zaledwie 11 oczek. Kędzierzynianie górowali we wszystkich elementach, ale zdecydowanie dysproporcję było widać przede wszystkim w bloku (podopieczni Sebastiana Świderskiego blokowali 16 razy, przeciwnicy tylko 4 razy) i na zagrywce – siatkarze ZAKSY zdobyli w tym elemencie 6 punktów, psując 6 zagrywek, u gospodarzy te proporcje wyniosły 1:12. – Nie mieliśmy dzisiaj żadnych argumentów. Z takim klasowym zespołem, jak ekipa z Kędzierzyna-Koźla, mogliśmy powalczyć tylko w momencie odrzucenia ich od siatki, a nie zrobiliśmy tego. Wręcz przeciwnie – to rywale zrobili to z nami – podsumował spotkanie Janusz Bułkowski, trener bielskiego zespołu. Ta porażka oraz rozstrzygnięcia innych meczów spowodowały, że to BBTS zajmuje teraz ostatnie miejsce w tabeli.

BBTS Bielsko-Biała – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3
(19:25, 19:25, 11:25)

Dosyć niespodziewanie Transfer Bydgoszcz pokonał na wyjeździe Cerrad Czarnych Radom i to w trzech setach. Losy dwóch pierwszych partii rozstrzygały się w końcówkach, dopiero w trzeciej bydgoszczanie od początku odskoczyli na kilka punktów. Kluczowe dla przebiegu spotkania okazały się zmiany, których dokonał w składzie Vital Heynen – za słabiej się spisujących Carsona Clarka i Pawła Woickiego w drugim secie wpuścił na boisko Bartosza Janeczka i Maikela Salasa, którzy poprowadzili swój zespół do wygranej. Janeczek zresztą był najlepiej punktującym w tym meczu zawodnikiem (16 oczek przy skuteczności wynoszącej aż 65%) i zasłużenie został wybrany MVP. Dodajmy do tego udany debiut amerykańskiego przyjmującego Transferu Garretta Muagututii, który dołożył 12 punktów i w efekcie drużyna znad Brdy po raz pierwszy od ponad dwóch i pół miesiąca opuściła ostatnie miejsce w tabeli i awansowała na 10. pozycję. – Takie mecze powinny utwierdzać nas w przekonaniu, że cały czas się jeszcze uczymy i to jest kolejny kubeł zimnej wody na głowę – stwierdził krytycznie po spotkaniu Robert Prygiel, trener Czarnych.



Cerrad Czarni Radom – Transfer Bydgoszcz 0:3
(21:25, 26:28, 20:25)

Hit kolejki, jakim było spotkanie pomiędzy Resovią Rzeszów i Jastrzębskim Węglem, nie stał na zbyt wysokim poziomie. Goście wystąpili w dosyć oryginalnym składzie wymuszonym przez kontuzje, a rzeszowianie tego do końca nie wykorzystali i zamiast trzech, zdobyli dwa punkty. W szeregach zespołu z Górnego Śląska zabrakło z powodu kontuzji Michała Łasko, z kolei Simon Van de Voorde nie zagrał z powodu przeziębienia. Dosyć szybko na parkiecie pojawili się też Thomas Jamroc za Mateusza Malinowskiego i Nicolas Marechal, który w drugim secie popisał się serią na zagrywce. Rzeszowianie w czwartej partii mieli już sześć punktów przewagi, ale zamiast dowieźć ją do końca spotkania, zaczęli popełniać błędy i dali rywalowi doprowadzić do tie-breaka. – Nie ma znaczenia, czy wygrywamy 3:2, czy 3:0, choć to są tylko dwa punkty, a nie trzy. Spodziewaliśmy się chimerycznej gry z obydwu stron – powiedział po meczu Andrzej Kowal, trener Resovii.

Asseco Resovia Rzeszów – Jastrzębski Węgiel 3:2
(25:22, 22:25, 25:20, 24:26, 15:12)

W derbach AZS-ów lepsi okazali się akademicy z Warszawy, którzy wywieźli trzy bardzo cenne punkty z terenu rywala. Cenniejsze tym bardziej, że przecież warszawiacy w przerwie rozegrali raptem jeden sparing i musieli sobie radzić bez rozgrywających. Początek meczu jednak wcale nie zapowiadał korzystnego dla nich obrotu wydarzeń, gdyż częstochowianie zlali ich w pierwszym secie do 15, a w drugim prowadzili już 8:2. Jednak od tego momentu miejscowym przydarzył się przestój, na zagrywce pojawił się Dawid Gunia i goście zdobyli sześć kolejnych punktów. Dużą rolę odegrało pojawienie się na boisku Pawła Adamajtisa, który zdobył dla „inżynierów” aż 19 oczek. Kolejnym czynnikiem, który zaważył na wyniku meczu, była zagrywka gości, co zresztą podkreślał po meczu trener Politechniki. – Graliśmy fajną i radosną siatkówką z agresywną zagrywką. Jeśli serwujesz, to wygrywasz. Między nami a zespołem z Częstochowy właśnie w tym elemencie była różnica – podsumował spotkanie Jakub Bednaruk.

AZS Częstochowa – AZS Politechnika Warszawska 1:3
(25:15, 29:31, 20:25, 18:25)

Gdańszczanie wreszcie mają powody do zadowolenia, bowiem po serii sześciu porażek udało im się wygrać ważne spotkanie i to na własnym terenie. Podopieczni Radosława Panasa pokonali w trzech setach Effectora Kielce, ale trzeba podkreślić, że z wyjątkiem drugiej partii, wygrana nie przyszła im łatwo. Pierwszy i trzeci set oba zespoły grały na przewagi, ale to Trefl okazał się lepszy w prawie wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, a różnica widoczna była zwłaszcza w ataku i na zagrywce. Siatkarze z Pomorza zdobyli odpowiednio w tych elementach 49 i 5 punktów, mając lepszą skuteczność w ataku (49%), przyjezdni – 39 i… zero. Jedynie w liczbie popełnionych błędów kielczanie okazali się lepsi, popełniając ich o sześć mniej od rywala. Po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Jakub Jarosz (20 punktów), wspierany w ataku przez Krzysztofa Wierzbowskiego (14 oczek) i Wojciecha Żalińskiego (12 oczek). Po tym zwycięstwie gdańszczanie wrócili do czołowej ósemki kosztem swojego rywala, który spadł na dziewiątą pozycję.

Lotos Trefl Gdańsk – Effector Kielce 3:0
(29:27, 25:18, 26:24)

Jeżeli ktoś się spodziewał, że Skra Bełchatów pozbawiona swojego podstawowego rozgrywającego, Nicolasa Uriarte, stanie się dla olsztynian łakomym kąskiem, to srodze się w środowy wieczór zawiódł. Aleksa Brdović, który do tej pory nie miał zbyt wielu okazji do gry w związku z dobrą dyspozycją swojego kolegi, nie dość, że poradził sobie wyśmienicie, to jeszcze dorzucił do dorobku swojej ekipy 7 punktów, z czego aż 4 zdobyte blokiem. Zresztą bełchatowianie wczoraj postawili rywalom ścianę nie do przejścia, zatrzymując skutecznie aż 17 ataków, podczas gdy olsztynianie zrewanżowali się zaledwie 4 blokami. Na środku siatki ponownie królował Karol Kłos, który do 5 skutecznych bloków dołożył 6 punktów atakiem i obok Mariusza Włazłego był najlepiej punktującym zawodnikiem swojej drużyny. Dzięki tej wygranej Skra utrzymała fotel lidera.

Indykpol AZS Olsztyn – PGE Skra Bełchatów 0:3
(21:25, 18:25, 22:25)

Zobacz również:
Wyniki 14. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved