Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Maciej Pawliński: Pierwszego seta przespaliśmy

Maciej Pawliński: Pierwszego seta przespaliśmy

fot. Joanna Skólimowska

AZS Częstochowa mecz z Politechniką rozpoczął dobrze, ale potem gra tego zespołu nie wyglądała już różowo. AZS Politechnika, który z kolei poprawił swoją grę, zdobył komplet punktów. - Nasz zespół nie wszedł dobrze w mecz - przyznał Maciej Pawliński.

Maciej Pawliński, kapitan „inżynierów”, na pomeczowej konferencji prasowej cieszył się z wygranej i podkreślił, że są to niezwykle ważne punkty. Odniósł się także do pierwszego seta, którego AZS Politechnika Warszawska przegrał bardzo gładko. – Można śmiało powiedzieć, że pierwszego seta przespaliśmy. Może rywale zagrali po prostu bardzo dobrze, ale wydaje mi się, że to nasz zespół nie wszedł dobrze w mecz. Rezultat był bardzo wysoki na korzyść częstochowian – powiedział. Potem gra jego zespołu wyglądała już zdecydowanie lepiej. – W drugim secie dopiero od stanu 8:2 zdobyliśmy kilka punktów z rzędu i wtedy uwierzyliśmy, że możemy dobrze zagrać. Od tego momentu graliśmy nieźle i ten set był decydujący. Wygrana na przewagi pozwoliła nam uwierzyć, że wywieziemy stąd trzy punkty – powiedział Maciej Pawliński.

Z rezultatu nie był rzecz jasna zadowolony Dawid Murek. – W naszej grze po raz kolejny wyszły błędy, które nie powinny mieć miejsca. W drugim secie mieliśmy swoje sytuacje, które powinniśmy wykorzystać. Wtedy byłoby 2:0 i podejrzewam, że gra wyglądałaby całkiem inaczej. Niestety, ten set był najważniejszy w tym spotkaniu – przyznał kapitan AZS-u Częstochowa. – Szkoda, bo naprawdę wierzyliśmy, że możemy powalczyć z Politechniką. Momentami nawet to nieźle wyglądało, ale wracamy do naszych starych błędów, które chyba cały czas siedzą gdzieś w naszych głowach. Szkoda, bo u siebie liczymy na zdobywanie punktów. Po raz kolejny nam się to nie udało. W sobotę gramy w Kielcach i będziemy tam szukać swoich szans – dodał Dawid Murek.

Jakub Bednaruk zwrócił uwagę, że była to druga wyjazdowa wygrana jego zespołu z rzędu. – Przed świętami wygraliśmy w Gdańsku, a teraz w Częstochowie. Może na sam koniec rundy będzie się to liczyło. Bardzo się obawiałem tego meczu z dwóch powodów. Przede wszystkim z tego, jak będziemy wyglądać po świętach. Praktycznie przez dwa i pół tygodnia nie mieliśmy żadnego sparingu. Przez ten okres nie mieliśmy obu rozgrywających do dyspozycji. Musieliśmy kombinować, ale w zasadzie trenowaliśmy bez rozgrywających. To jest bardzo duży problem. Obawiałem się początku i to się potwierdziło, ale trzeba oddać rywalom, że grali bardzo dobrze. Częstochowianie w pierwszym secie nas zmiażdżyli i nie ma co dyskutować – powiedział szkoleniowiec „inżynierów”. Zwrócił on też uwagę, że sporo w grze jego zespołu zmieniło wejście Pawła Adamajtisa, a także Dawida Guni, który miał ponad 80-procentową skuteczność w ataku. – Wejście Adamajtisa pomogło nam w ofensywie. Dodatkowo muszę wyróżnić jednego zawodnika, którego powinienem wprowadzić już do wyjściowego składu i nie robić żadnych rys na tym organizmie, ale zawodnicy sami się ode mnie dowiedzą, kogo mam na myśli. Potem wróciliśmy do takiego stylu gry, jaki prezentowaliśmy w grudniu. Graliśmy fajną i radosną siatkówką z agresywną zagrywką. Jeśli serwujesz, to wygrywasz. Między nami a zespołem z Częstochowy właśnie w tym elemencie była różnica. Poza tym na ataku przy wysokiej piłce, bo mieliśmy Adamajtisa, a nawet Kolew lepiej spisywał się na podwójnym czy potrójnym bloku niż na pojedynczym. Lepiej wyglądaliśmy w tym elemencie, bo częstochowianie mieli wtedy problemy. Tutaj rozstrzygnął się ten mecz – analizował Jakub Bednaruk.



Dobrze przeczytaliśmy grę rozgrywającego Politechniki i fajnie to wyglądało mniej więcej do stanu 8:2 w drugim secie. Później w jednym ustawieniu spanikowaliśmy i straciliśmy jedenaście punktów z rzędu. Wróciliśmy do gry, ale na przewagi nie potrafiliśmy wygrać, choć mieliśmy już w górze piłkę setową. Potem zespół się rozpadł i trzeba to powiedzieć szczerze. Cała koncepcja legła w gruzach, a mentalnie jesteśmy po prostu słabi. Przez pierwsze dwa sety graliśmy bardzo dobrze. Na wysokiej piłce praktycznie nie popełniliśmy błędu. Potem w jednym momencie popełniliśmy sześć błędów w ataku. Tak się nie da grać i to jest właśnie nasza bolączka – powiedział z kolei Marek Kardos. Szkoleniowiec AZS-u Częstochowa pochwalił Michała Kaczyńskiego, ale przyznał, że gra nie może opierać się tylko na jednym zawodniku. – Musimy takowych mieć minimum dwóch lub trzech na boisku. Niestety, takiego lidera nam brakuje. W ekipie z Warszawy było trzech wyróżniających się graczy, a Adamajtis wziął ciężar gry na siebie. Ja mogę pochwalić Michała Kaczyńskiego, który kolejny mecz zagrał na bardzo wysokim poziomie. Był jednak osamotniony. To niestety na wygranie meczu w PlusLidze nie wystarczy. Znów musimy pracować nad mentalnością niektórych zawodników. Jest mi niezmiernie przykro, bo cała praca po dwóch setach idzie na marne – powiedział.

źródło: azsczestochowa.pl, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved