Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Marek Kardoš: Musimy praktycznie od początku budować zespół

Marek Kardoš: Musimy praktycznie od początku budować zespół

fot. Joanna Skólimowska

Turniej kwalifikacyjny do MŚ w Popradzie nie był szczęśliwy dla gospodarzy. - Wiemy, gdzie był błąd, obserwacja gry i statystyki bezlitośnie wszystko pokazują - mówił Marek Kardoš, odnosząc się do ewentualnych zmian.

Po zakończeniu turnieju kwalifikacyjnego przychodzi czas podsumowań. Wasze cele były zupełnie inne, ostatecznie jednak kończycie na przedostatnim miejscu w grupie. Trudno chyba mówić o pozytywach w kontekście występu reprezentacji Słowacji?

Marek Kardoš:Oczywiście, trzeba przyznać, że ten turniej nam nie wyszedł. Ma to swoje przyczyny, niestety mieliśmy za mało czasu, żeby zapoznać się z formą tych zawodników, zrealizować nasze założenia. Na początku to wszystko wyglądało bardzo dobrze, ale w meczach kontrolnych graliśmy z Czechami, którzy jednak byli słabszym przeciwnikiem niż np. Finowie. W tym turnieju naprawdę dobrze zagraliśmy w pierwszym spotkaniu z Grekami, to był wyśmienity mecz. Aby utrzymać taki standard gry, konieczny jest duży wysiłek i większe umiejętności, których jeszcze nam brakuje.

Uwzględniając zwycięstwa w sparingach i dobry start w turnieju, ta właściwa dyspozycja czy też forma przyszły za wcześnie?



– Wcześniej w ogóle nie była wykonana praca w tym kierunku. Zawodnicy przyjechali z klubów i praktycznie po czterech dniach wspólnych treningów grali już pierwsze mecze, tak abyśmy wiedzieli, kto jest w najlepszej formie i kto może grać. Według mnie oczekiwania wobec niektórych zawodników, którzy mieli ciągnąć tę grę, jak na taki turniej, były jednak za duże. Z drugiej strony pozytywne jest to, że wiemy, jakie były przyczyny takiego, a nie innego obrotu sytuacji. Teraz musimy praktycznie od początku zacząć budować zespół.

Mieliście szansę na historyczny dla reprezentacji Słowacji awans na mistrzostwa świata. Presja była zbyt duża, być może ten zespół nie był jeszcze na to gotowy…

– Prawdopodobnie pomyliłem się, kiedy mówiłem, że ta generacja dorosła do tego. Być może powiedziałem to trochę za wcześnie, gdyby wszyscy grali na 120% swoich możliwości, to wtedy ta szansa by była. Niestety my, jako Słowacja, nie mieliśmy szansy zgrania się i nabycia doświadczenia podczas takich rozgrywek jak Liga Światowa czy właśnie mistrzostwa świata, tak jak to było w przypadku reprezentacji Finlandii. Mówiąc o rywalach, widać po tym zespole to zgranie, wiele wspólnie rozegranych meczów, podstawową szóstką, przy zmianach jednego, może dwóch zawodników. Przy małej liczbie zawodników do dyspozycji, grających na tym poziomie reprezentacyjnym, dokładnie tak trzeba grać.

W waszym przypadku doświadczenie indywidualne, poszczególnych zawodników, którzy przecież od wielu lat rywalizują w wielu czołowych ligach Europy, nie było więc wystarczające?

– Doświadczenie indywidualne wystarczy wtedy, kiedy jest zgranie i ogranie całej drużyny. Wtedy indywidualnie jednostki mogą dodać swoje cegiełki. Niestety, ale umiejętności indywidualne to nie wszystko, siatkówka jest sportem zespołowym i tutaj trzeba grać jako drużyna.

Zgodnie z założeniami ostatni mecz turnieju był decydujący, porażką z Ukrainą skomplikowaliście jednak swoją sytuację. Tylko wygrana z Finami w wymiarze 3:0 lub 3:1 zapewniłaby wam awans. To potęgowało presję?

– Myślę że to nie było ciśnieniem. Bo jeżeli się gra, to należy grać na 100-120% swoich możliwości. Tak jak wcześniej wspomniałem, w przypadku niektórych zawodników nie tyle, że oni zawiedli, ale oczekiwania wobec nich były dużo większe. My wiemy, gdzie jest błąd, obserwacja gry i statystyki bezlitośnie wszystko pokazują. Tutaj trzeba zacząć budować zespół od podstaw, a na miejsce w kadrze trzeba sobie zapracować.

Przy ocenach indywidualnych, pomijając zawodników, którzy nie sprostali oczekiwaniom, kto więc zagrał na swoim poziomie?

– W pierwszym meczu bardzo dobrze zagrał Martin Nemec, w tym decydującym spotkaniu tak naprawdę był sam, bo ani Lukáš Diviš, ani František Ogurčák nie byli dla niego wsparciem. Mieli problemy w ataku, a sam Martin nie był w stanie pociągnąć tej gry i całego spotkania. Tym bardziej, że trzeba przyznać, że w tych wcześniejszych meczach praktycznie sam stanowił o sile ataku i za to wielkie brawa dla niego. W przypadku pozostałych zawodników trochę to falowało, raz było dobrze, raz źle. Nie zapominajmy jednak, że Braňo Skladaný nie był w reprezentacji dwa lata, więc nie jest jeszcze zgrany z tym zespołem, a tutaj potrzeba roku, dwóch, a może nawet trzech lat, żeby to wszystko wyglądało inaczej.

W tym miejscu pojawią się pewnie pytania o Michala Masnego, którego w reprezentacji zabrakło. Czy jego obecność mogłaby coś zmienić?

– Na pewno, jednak ze względu na problemy zdrowotne Michal decydował się nie przyjeżdżać. Tutaj wszystko jest jasne, bo każdy dobry zawodnik, grający na co dzień w tak mocnej lidze jak PlusLiga, pomógłby drużynie.

Wspomniałeś o konieczności zmian w zespole. Jaki powinien być ich kierunek – przede wszystkim odmłodzenie drużyny? Są młodzi zawodnicy, którzy mogliby już dołączyć do reprezentacji?

– Na razie jest dwóch, może trzech zawodników, ale trzeba też zacząć szukać. Bo mamy Mateja Pataka, który niestety jest kontuzjowany, jest Peter Michalovič, który aktualnie też ma problemy z barkiem. Mam nadzieję, że ci zawodnicy jak najszybciej wrócą do zdrowia, bo im większa rywalizacja wewnątrz zespołu, tym większe możliwości. Z bardziej doświadczonych jest Masny, który także jest kontuzjowany, a jeszcze rok czy dwa mógłby tej kadrze pomóc. Na rozegraniu mamy Braňo Skladanego, który jeżeli tylko będzie zdrowy, to może grać na dobrym poziomie, jest Juraj Zat’ko, który jest idealny do gry, uzupełniając się z którymś z tych rozgrywających. Milan Bencz też nie jest jeszcze starym zawodnikiem, także tutaj wystarczy dwóch, czterech nowych zawodników dokładających swoją cegiełkę i będzie dobrze.

W maju czekają was jeszcze kwalifikacje do mistrzostw Europy. W związku z tym teraz jest dobry czas na tego typu zmiany?

– Na mistrzostwa Europy musimy się już zakwalifikować, tutaj nie ma innej możliwości. Trzeba zrobić wszystko, żeby zapewnić sobie awans po tych dwóch majowych turniejach, także to jest podstawa. Później mamy Ligę Światową, gdzie można szukać tego ogrania i pracować nad przyszłością tego zespołu.

Przyjmując propozycję współpracy z kadrą, mówiłeś, że to będzie zupełnie inne doświadczenie i nowy styl pracy, różniący się jednak od tego w AZS-ie Częstochowa. Z perspektywy czasu jak oceniłbyś czas spędzony na zgrupowaniu reprezentacji?

– To jest zupełnie inna praca, jest czas na realizację elementów taktycznych. My w Częstochowie mamy jednak młodych zawodników, których powoli uczymy, tutaj nie ma na to czasu, trzeba szybko znaleźć jakiś system, który mniej więcej pasuje do tego zespołu, i tego się trzymać.

Po Emanuele Zaninim federacja zdecydowała się na zatrudnienie kolejnego Włocha, to właśnie włoska myśl szkoleniowa jest tą, która wyjątkowo odpowiada Słowakom? Jak oceniłbyś dotychczasową współpracę z Flavio Gulinellim?

– Jak najbardziej pozytywnie. To bardzo dobry trener, idealny dla naszej reprezentacji. Myślę, że ściągniecie takiego trenera, jak Flavio Gulinelli, do reprezentacji Słowacji było bardzo dobrym posunięciem. Nie chodzi tutaj o samo szkolenie, ale relację trener – zawodnik i samotny coaching. To jest trener, który nie odpuszcza, oczywiście potrzebuje jeszcze trochę czasu na obserwacje, ale według mnie to jest najlepsza dla nas droga. I za to należy pochwalić prezesa federacji, że zdecydował się na taki krok.

*W Popradzie rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved