Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Kamil Sołoducha: Czuliśmy się mocni i wierzyliśmy w zwycięstwo

Kamil Sołoducha: Czuliśmy się mocni i wierzyliśmy w zwycięstwo

fot. Joanna Skólimowska

- Finlandia na mistrzostwach świata nie była od bodajże 36 lat, więc jest to dla nich na pewno historyczne osiągnięcie - o wadze triumfu podczas turnieju w Popradzie i drodze do awansu reprezentacji Finlandii w rozmowie ze Strefą Siatkówki mówił Kamil Sołoducha.

Zakończyliście turniej kwalifikacyjny na pierwszym miejscu w grupie. Oceniając poczynania i potencjał rywali, to, patrząc na końcową klasyfikację waszej grupy, można mówić o zaskoczeniu? Spodziewaliście się właśnie takiego przebiegu poszczególnych rywalizacji?

Kamil Sołoducha:Przed turniejem spodziewaliśmy się, że rywalizacja o pierwsze miejsce odbędzie się pomiędzy nami a Słowakami, jednak reprezentacja Ukrainy okazała się mocniejsza, niż wszyscy podejrzewali. Zajęliśmy pierwsze miejsce w grupie, co bardzo nas cieszy, bo to było naszym celem na ten turniej. Drugie miejsce przypadło Ukraińcom, trzecie Słowakom i to jest spore zaskoczenie, natomiast ostatnie miejsce Grekom i tutaj chyba nie ma niespodzianki, bo obstawialiśmy, że jest to najsłabsza drużyna, która jednak stawiała nam duży opór.

Mający być outsiderem Ukraińcy stawili czynny opór zarówno wam, jak i Słowakom. Twoim zdaniem jest to reprezentacja, która może za jakiś czas krzyżować plany wyżej notowanym rywalom? Co może być ich atutem?



– Uważam, że to było dla wszystkich duże zaskoczenie. Myślę, że ich największą bronią jest zgranie. Poza podstawowym atakującym i rozgrywającym wszyscy pozostali grają w Lokomotiwie Charków, co jest olbrzymim atutem, gdy gra się z marszu, praktycznie bez przygotowania. Jeśli chodzi o przyszłość tego zespołu – jest tam wielu młodych zawodników, którzy już grają w Superlidze i myślę, że za kilka lat to oni będą tworzyć historię ukraińskiej siatkówki.

Kto miał być, a kto faktycznie był waszym najtrudniejszym przeciwnikiem podczas turnieju w Popradzie? Które ze spotkań, twoim zdaniem, wymagało największego nakładu sił?

– Ciężko powiedzieć, kto miał być i kto był najtrudniejszym przeciwnikiem. Przede wszystkim wiedzieliśmy, że musimy wygrać dwa pierwsze spotkania, żeby ze Słowacją było jeszcze o co grać. Ukraińcy sprawili niespodziankę, wygrywając ze Słowacją, co przyczyniło się do zwiększenia naszych szans i nie musieliśmy wygrać ze Słowakami, lecz tylko zdobyć jeden punkt. To było dla nas bardzo ważne, bo mieliśmy pewien poziom błędu, na który mogliśmy sobie pozwolić bez większych konsekwencji.

Cel, jakim był awans do mistrzostw świata, udało wam się osiągnąć. Jak podsumowałbyś ten turniej?

– Zdobyliśmy awans do mistrzostw świata, więc muszę uznać turniej za udany. Cieszy również to, że udało nam się wygrać wszystkie rozgrywane mecze, jednak co najważniejsze – wszyscy zawodnicy byli w dobrej dyspozycji i gotowi do zmian. Oznacza to, że w klubach, w których grają, są dobrze prowadzeni od strony fizycznej.

W przedturniejowych typowaniach mówiło się, że zwycięzcę wyłoni właśnie ostatni mecz grupy M. Tak też było, jednak wam wystarczyło wygranie dwóch partii w meczu. Spodziewaliście się większego oporu ze strony gospodarzy?

Też tak zakładaliśmy, że zwycięstwo w trzecim meczu da nam awans i tak właśnie było. Zresztą inna opcja była bardzo mało prawdopodobna. Spodziewaliśmy się bardzo zaciętego meczu ze Słowacją, jednak prawdziwa walka trwała tylko w pierwszym secie. Zapewne gdyby nie nasz wcześniejszy awans, to mecz skończyłby się 3:1 dla Finlandii.

Mimo że rolę faworyta tej grupy dzieliliście z reprezentacją Słowacji, chyba jednak większa presja spoczywała na gospodarzach. Ze swojej strony także odczuwaliście ciśnienie? W Popradzie wspierała was dość liczna i głośna grupa kibiców…

– Oczywiście, że na gospodarzach było dużo więcej presji, bo grali u siebie. Wszyscy dookoła wymagali od nich awansu i to chyba przerosło drużynę. Z naszej strony było dużo kibiców i czuliśmy raczej ich wsparcie aniżeli presję. Czuliśmy się mocni i bardzo wierzyliśmy w zwycięstwo. To wszystko zaprocentowało.

W odniesieniu do poszczególnych spotkań turnieju nie najlepiej w waszym wykonaniu wyglądały pierwsze sety meczów. Z czego może wynikać ten nerwowy start?

– Tak, to prawda. Każdego pierwszego seta przegraliśmy w tym turnieju. Myślę, że potrzebowaliśmy na początku ochłonąć i trochę za dużo czasu nam to zajmowało. Możliwe, że byliśmy wręcz przemotywowani i to nas troszeczkę przytłaczało. Na pewno musimy to przeanalizować i wyeliminować, gdyż na turniejach strata każdego seta może być w finalnym rozliczeniu kosztowna.

Wracając do rozstrzygającego spotkania, przy prowadzeniu 2:1 zeszło z was ciśnienie, mieliście zapewniony awans, jednak zamiast postawić kropkę nad „i”, pozwoliliście ponownie dojść do głosu rywalom. Ten dość pewnie wygrany przez Słowaków czwarty set to efekt dekoncentracji?

– Tak, tylko i wyłącznie. Jednak fakt awansu rozgrzesza chłopaków. Mieli prawo stracić głowy, ponieważ Finlandia na mistrzostwach świata nie była od bodajże 36 lat, więc jest to dla nich na pewno historyczne osiągnięcie. Tak jak już wspomniałem, gdyby nie to, zapewne wygralibyśmy 3:1. Dziwię się jedynie Słowakom, bo po czwartym secie to oni mogli postawić kropkę nad „i”, tak jak my seta wcześniej.

Przy częstotliwości rozgrywania spotkań podczas tego typu turniejow mówi się o tym, jak ważny w może być szeroki skład. Główną siłą reprezentacji Finlandii była chyba jednak pierwsza szóstka?

Mówi się, że zwycięskiego składu się nie zmienia i to nam przyświecało przez cały turniej. Oczywiście na boisku byli najlepsi zawodnicy z dostępnych, jednak gdybyśmy mieli problemy, to użylibyśmy zawodników rezerwowych, którzy w ostatnim secie turnieju pokazali, że również potrafią wygrywać i dzięki nim wygraliśmy z reprezentacją Słowacji.

W decydujących momentach zaowocowało także doświadczenie zespołu zdobywane na międzynarodowych parkietach? Doświadczenie, którego w takim wymiarze pozostałym rywalom jednak zabrakło.

– Myślę, że zaprocentowało przede wszystkim zgranie. Finlandia gra niezmienną szóstką już od kilku lat i to widać. Zawodnicy rozumieją się bez słów, nie ma konfliktów i nieporozumień, bo wszystko już sobie dawno wyjaśnili i wiedzą, co mają robić i za co każdy indywidualnie jest odpowiedzialny. Tego nie było w innych drużynach. Doświadczenie to rzecz drugorzędna w tym wypadku, jednak również bardzo istotna. Trzeba również zauważyć, że w składzie Słowaków było także wielu doświadczonych zawodników, jednak nieczęsto grają w tym samym składzie.

Na początku swojej przygody z reprezentacją Finlandii miałeś okazję współpracować z Danielem Castellanim, od jakiegoś czasu jesteś w sztabie Tuomasa Sammelvuo. Jak porównałbyś metody i style pracy tych dwóch trenerów?

– Przede wszystkim nie lubię porównywać ludzi, a trenerów w szczególności. Każdy trener ma swój indywidualny styl prowadzenia drużyny, każdy przykłada uwagę do innych elementów. W tym przypadku pamiętajmy jeszcze, że Daniel ma kilkanaście lat doświadczenia, natomiast dla Tuomasa jest to dopiero pierwszy sezon. Uważam jednak, że jest na dobrej drodze, aby za kilka lat był trenerem klasy światowej.

* rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved