Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Koniec roku ze Skrą na czele i ostatnim Transferem

PlusLiga: Koniec roku ze Skrą na czele i ostatnim Transferem

fot. archiwum

11. kolejka PlusLigi została rozegrana na raty i do największej niespodzianki doszło w meczu rozegranym jeszcze w listopadzie, w którym Czarni pokonali 3:0 Jastrzębski Węgiel. Dobre humory na święta zapewniły sobie AZS Politechnika Warszawska i Effector Kielce.

Mecz pomiędzy Czarnymi Radom i Jastrzębskim Węglem został rozegrany awansem już 26 listopada. Wprawdzie już przed tym spotkaniem wiadomo było, że radomianie potrafią zagrozić faworytom, mieli już bowiem na koncie zwycięstwo 3:1 ze Skrą Bełchatów, jednak nikt nie spodziewał się, że wygrają z zespołem ze Śląska w trzech setach. W dodatku musieli radzić sobie bez jednego ze swoich dwóch najlepiej punktujących zawodników, Jakuba Wachnika, który na porannym treningu naciągnął sobie mięsień i w meczu nie zagrał. Ale za to po raz kolejny bardzo dobre spotkanie rozegrał Wytze Kooistra, który zdobył 24 punkty, mając 60% skuteczności w ataku. A jastrzębianie wyraźnie nie mieli swojego dnia, skoro najlepiej punktującym zawodnikiem był środkowy, Alen Pajenk, który w dodatku uzbierał zaledwie 9 oczek. Radomianie umieli wykorzystać słabość rywala i w nagrodę dopisali trzy oczka do dorobku punktowego. – Czarni zagrali z sercem, a my najgorszy mecz w PlusLidze – podsumował spotkanie Lorenzo Bernardi, szkoleniowiec ekipy ze Śląska.

Cerrad Czarni Radom – Jastrzębski Węgiel 3:0
(25:21, 26:24, 25:22)

Również mecz Resovi Rzeszów i ZAKSY Kędzierzyn-Koźle został rozegrany wcześniej. Spotkanie aktualnego mistrza Polski z wicemistrzem i jednocześnie lidera tabeli z wiceliderem zapowiadało się na emocjonujące siatkarskie widowisko. Emocji nie brakowało, goście zarówno w pierwszej, jak i drugiej odsłonie meczu prowadzili kilkoma punktami, jednak nie potrafili utrzymać przewagi. W końcówkach lepsi okazywali się rzeszowianie, którzy poza tym popełnili mniej błędów. Dodajmy też, że jeden Grzegorz Bociek nie wygra sam meczu – w szeregach Resovii atak był zdecydowanie bardziej rozłożony na wszystkich zawodników, a bardzo dobrą zmianę dał Nikołaj Penczew, wybrany zresztą MVP. – Przez dwa sety była walka. W trzecim przestaliśmy grać, a rywale wykorzystali nasze słabości. Przed nami dużo pracy – podsumował krótko przebieg rywalizacji Sebastian Świderski, trener ZAKSY.



Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0
(25:23, 25:23, 25:19)

Częstochowianie nie postarali się o niespodziankę w starciu ze Skrą Bełchatów i gładko przegrali w trzech setach. Akademicy nadal musieli sobie radzić bez Michała Bąkiewicza i Jakuba Veselego. Spotkanie swoim poziomem nie porywało, o czym najdobitniej świadczy liczba popełnionych błędów – 24 popełnili bełchatowianie, a jeden błąd mniej częstochowianie. Największa różnica uwidoczniła się na zagrywce i w bloku – zagrywką goście zdobyli 6 punktów, gospodarze 1. Podopieczni Marka Kardosa ponadto co rusz nadziewali się na bełchatowską ścianę – w sumie zostali zatrzymani 12 razy, w tym aż 6 przez Karola Kłosa.Obawialiśmy się meczu w Częstochowie, nie chcieliśmy, żeby wkradła się w nasze szeregi dekoncentracja, dlatego mocno przygotowywaliśmy się do tego spotkania – przyznał Mariusz Wlazły, atakujący Skry. Jak widać przygotować udało im się wyśmienicie i w nagrodę rok 2013 Skra zakończy w fotelu lidera. Trzeba jednak pamiętać, że bełchatowianie mają rozegrany jeden mecz więcej.

AZS Częstochowa – PGE Skra Bełchatów 0:3
(19:25, 21:25, 18:25)

Sobotni mecz w Gdańsku dla obu drużyn miał ogromne znaczenie, ponieważ miały one tyle samo punktów w tabeli, a stawką było miejsce w czołowej ósemce na półmetku ligowych rozgrywek. Ponadto dochodziły do tego podteksty personalne – połowa zawodników obecnego składu Trefla grała kiedyś w Warszawie, a obaj trenerzy współpracowali kiedyś ze sobą, prowadząc razem AZS Politechnikę Warszawską. Uczeń okazał się w tej konfrontacji lepszy od mistrza – warszawianie na przekroju całego meczu byli zespołem zdecydowanie lepszym i wygrali 3:1, chociaż już w pewnym momencie mogło się wydawać, że bez tie-breaka się nie obejdzie. Na siatce królowali akademicy – w ataku i zwłaszcza w bloku – 16 razy blokowali rywali, podczas gdy ich ataki zostały zatrzymane tylko 6 razy. Dla gdańszczan była to już szósta porażka z rzędu i nie ma co ukrywać, że jeżeli Radosław Panas szybko czegoś nie wymyśli, jego zawodnicy będą mieli problem z zakwalifikowaniem się do ósemki. Nie brakuje im bowiem umiejętności, ale problem wyraźnie leży w głowach.

Lotos Trefl Gdańsk – AZS Politechnika Warszawska 1:3
(15:25, 24:26, 26:24, 22:25)

Po wygranej w zeszłym tygodniu nad Effectorem Kielce w Bydgoszczy zapewne liczono na kolejne zwycięstwo. Jednak tym razem zespół musiał sobie radzić bez swojego nowego trenera, Vitala Heynena, który udał się na zgrupowanie reprezentacji Niemiec. Zabrakło Heynena, zabrakło i punktów. Bydgoszczanie w pierwszym i trzecim secie do drugiej przerwy technicznej walczyli jak równy z równym, mając niekiedy kilka punktów przewagi, jednak w końcówkach lepsi okazywali się olsztynianie. Dobre spotkanie rozegrali atakujący obu drużyn, zarówno Carson Clark, jak i Bartosz Krzysiek mieli ponad 50% skuteczności w ataku. Z wyjątkiem własnych błędów olsztynianie okazali się być lepsi we wszystkich pozostałych elementach. Znów w zagrywce poszalał Matti Oivanen, który zapunktował w ten sposób aż pięć razy. – Bardzo obawialiśmy się tego meczu – przyznał po spotkaniu Krzysztof Stelmach.Czuliśmy, że w tym spotkaniu mogliśmy ugrać coś więcej – żałował z kolei Marcin Wika. Po tym spotkaniu obie drużyny utrzymały swoje miejsce w tabeli, Transfer nadal zamyka tabelę z dorobkiem siedmiu punktów.

Indykpol AZS Olsztyn – Transfer Bydgoszcz 3:0
(25:23, 25:22, 25:22)

W spotkaniu kończącym 11. kolejkę Effector Kielce pokonał na własnym boisku BBTS Bielsko-Biała. Kielczanie rozpoczęli mecz dobrze, lecz w końcówce pierwszego seta rywale odrobili straty i wygrali. Wydawało się, że podobny scenariusz będzie miał miejsce w drugiej odsłonie, ale tak się nie stało. W szeregach bielszczan zabrakło lidera, który by pociągnął wynik, bo trudno się spodziewać, że obaj środkowi będą grać na maksymalnej skuteczności cały czas. A w szeregach Effectora rozegrali się obaj Argentyńczycy i to oni zapewnili swojej drużynie zwycięstwo. Cristian Poglajen od początku spotkania grał bardzo skutecznie, zdobył 20 punktów, najwięcej w całym meczu, atakując ze skutecznością wynoszącą 58%. Bruno Romanutti wszedł zaś w drugim secie za słabo spisującego się Sławomira Jungiewicza i dołożył 16 oczek. W ten sposób kielczanie w dobrych humorach zakończą rok, bo ta wygrana dała im 8. miejsce, bielszczanie zaś spadli na 11. lokatę.

Effector Kielce – BBTS Bielsko-Biała 3:1
(22:25, 25:17, 26:24, 25:15)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved