Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Marcin Kozioł: To bardzo boli

Marcin Kozioł: To bardzo boli

fot. Michał Giel

- Wydaje mi się, że gram w klubie, którego hasło przewodnie to "jakoś to będzie". Niestety, w moim odczuciu, gram również w klubie, w którym na pierwszym miejscu nie stawia się zawodnika, lecz kibica - przyznał atakujący TKS-u Tychy, Marcin Kozioł.

Spotkanie z Camperem Wyszków przegraliście w trzech setach. O sile i mocnych stronach tego rywala mogliście się przekonać już w meczu w Wyszkowie. Mimo wszystko, patrząc na wynik, wyszkowianie jednak was zaskoczyli.

Marcin Kozioł: – Rywale niczym nas nie zaskoczyli. Grali taką siatkówkę, jaką oczekiwaliśmy, że zagrają. Jednak ich najsłabszy zawodnik na boisku i tak był dwa razy lepszy od naszego najlepszego gracza. W Wyszkowie nasza gra wyglądała o wiele lepiej. W środowym meczu podjęliśmy w miarę równą walkę tylko w drugim secie, a i tak na niewiele się to zdało, bo przegraliśmy tę partię do 22. Dużo problemów sprawił nam Wójcik, którego chyba ani razu nie dotknęliśmy blokiem. W polu zagrywki tak samo dobrze jak w Wyszkowie radził sobie Kaczorowski, który mówiąc krótko, „rozstrzelał” nas.

Najlepszy w waszym wykonaniu był właśnie set numer dwa, w którym zdobyliście 22 punkty i momentami wasza gra wyglądała całkiem nieźle. To było jakieś światełko w tunelu?



– Rywale przez cały mecz grali swoją siatkówkę, a my nie potrafiliśmy się dostosować do ich poziomu. W drugim secie byliśmy po prostu tego najbliżej. Trener podjął decyzję o wykonaniu podwójnej zmiany – za mnie i Kubę Nowosielskiego wprowadził Kamila Lewińskiego i Roberta Kiwiora. W tym momencie gra zaczęła się zazębiać i coś drgnęło. Kamil zaliczył bardzo udany fragment meczu, ponieważ zdobył kilka punktów atakiem i dołożył do tego mocną zagrywkę. Szkoda, że to nie przełożyło się na wynik i dyspozycję zespołu w kolejnym secie.

Czy tak słaba dyspozycja nie poprowadziła was do wysnucia jakichś wniosków co zrobić, by zespół funkcjonował lepiej?

– Wydaje mi się, że my wniosków z naszej gry już w ogóle nie wyciągamy i podchodzimy do tego w trochę inny sposób. Wychodzimy na każdy mecz z myślą, że trzeba go jakoś przetrwać, a po zawodach nikt już nie zastanawia się nad tym, co było dobre, a co było złe. Nasze podejście mentalne do spotkań czy treningów sięgnęło już chyba dna. Nie mówię tego w kierunku konkretnych chłopaków, tylko o drużynie jako całokształcie, w tym także o sobie. Te porażki siedzą w naszych głowach i chyba już nikt z nas nie wierzy we własne umiejętności.

Po bardzo udanym sezonie w II lidze wasze morale było wysokie i z optymizmem patrzyliście w przyszłość. Teraz jako outsider rozgrywek nie jest już tak kolorowo i to ostatnie miejsce chyba śni się wam po nocach…

– Miejsce, które zajmujemy, doskonale odzwierciedla aktualny poziom dyspozycji zarówno zespołu, jak i klubu. Mimo tego, że gramy w I lidze, organizacyjnie do niej nie dorośliśmy. Wydaje mi się, że aktualnie gramy w klubie, którego hasłem przewodnim jest stwierdzenie „jakoś to będzie”. Niestety, w moim odczuciu, gram również w klubie, w którym na pierwszym miejscu nie stawia się zawodnika, lecz kibica. Dla przeciętnego Kowalskiego wszystko z zewnątrz wygląda dobrze, jednak w rzeczywistości tak nie jest. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, bo nie o to tutaj chodzi. Musimy po prostu wszyscy się przebudzić, bo w dalszym ciągu egzystujemy w taki sposób, jak to miało miejsce w III lidze, a od dwóch sezonów przecież już w niej nie występujemy. Siatkówka na poziomie zaplecza ekstraklasy powinna wyglądać nieco inaczej.

W takim razie co należałoby zmienić?

– Zarząd musi w końcu zrozumieć, że nic tak nie przyciąga kibica jak dobra gra jego ukochanego zespołu. Żeby jednak tak było, najpierw trzeba zadbać o siatkarzy. Natomiast my, zawodnicy, musimy zrozumieć, że wśród nas nie ma wielkich talentów i talentem niczego nie wygramy. Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami, a rzemieślnik niestety na wszystko bardzo ciężko musi pracować. Absolutnie nie mówię tego, by komuś dopiec. Mówię to po pierwsze dlatego, że bardzo zależy mi na tym, by TKS Nascon Tychy był kimś więcej niż dostarczycielem punktów, a po drugie dlatego, że bardzo boli mnie widok pogrążającej się z każdym meczem drużyny TKS-u. Jestem człowiekiem bardzo ambitnym i zawsze najwięcej wymagam od siebie, lecz jeśli widzę, że coś zmierza w złym kierunku, to nie zamierzam siedzieć cicho. Nie gram w Tychach dla pieniędzy, bo te, jak na ten poziom rozgrywkowy, są mizerne. Gram, bo kocham to miasto, kocham siatkówkę i zrobię wszystko, by ten sport w Tychach na takim poziomie zagościł na dłużej. Dlatego chciałbym, abyśmy wszyscy, począwszy od zarządu, przez trenerów, a skończywszy na nas zawodnikach, wzięli się ostro do roboty. Nie mówili, że trzeba się wziąć do roboty, tylko się do niej zabrali. Głęboko wierzę w to, że jeszcze nie wszystko stracone i ten sezon da się uratować.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved