Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Po dziesięciu kolejkach Resovia Rzeszów nadal liderem

PlusLiga: Po dziesięciu kolejkach Resovia Rzeszów nadal liderem

fot. archiwum

W 10. kolejce PlusLigi nie obyło się bez niespodzianek. Transfer pod wodzą nowego trenera zwyciężył 3:0 z Effectorem, zaś BBTS pokonał w tie-breaku rewelację tegorocznych rozgrywek, Cerrad Czarnych Radom. W pozostałych spotkaniach wygrywali faworyci.

W meczu Jastrzębskiego Węgla z Lotosem Treflem Gdańsk niespodzianki nie było. Gdańszczanie, podobnie jak tydzień temu z ZAKSĄ, rozpoczęli spotkanie dobrze i chociaż już w końcówce pierwszego seta mieli mały przestój, to zdołali wygrać tę partię. Jednak w drugiej odsłonie meczu do głosu doszli gospodarze, a gra Trefla zupełnie się posypała. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że w tej partii przyjezdni atakowali ze skutecznością wynoszącą zaledwie 28%! W następnych setach siatkarze z Pomorza próbowali jeszcze nawiązać walkę, ale to było za mało na dobrze dysponowanych jastrzębian. W szeregach gości trudno kogoś wyróżnić, może jedynie Przemysława Stępnia, który wchodził za Grzegorza Łomacza i dał przyzwoitą zmianę. A jastrzębianie grali skutecznie w ataku, oczywiście swoje na rozegraniu robił Michał Masny. Dla podopiecznych Radosława Panasa to była piąta z kolei porażka, natomiast jastrzębianie dzięki kompletowi punktów wskoczyli na czwarte miejsce w tabeli.

Jastrzębski Węgiel – Lotos Trefl Gdańsk 3:1
(23:25, 25:13, 25:20, 25:19)

Nie ma mocnych na Skrę Bełchatów. Bełchatowianie pokonali 3:0 kolejnego, czwartego już z rzędu rywala, chociaż akurat sobotni przeciwnik należał do kategorii tych niewygodnych dla Skry. Z AZS-em Politechniką Warszawską, bo to o tę drużynę chodzi, siatkarze z województwa łódzkiego wiele razy grali tie-breaki, jednak tym razem obyło się bez pięciu setów. Warszawianie mieli szansę na wygranie przynajmniej jednego seta, bowiem w drugiej odsłonie prowadzili kilkoma punktami, a w końcówce mieli dwie piłki setowe. Jednak jeżeli w meczu ze Skrą nie wykorzystuje się takich okazji, to potem można ich po prostu nie mieć. Miguel Falasca może być zadowolony nie tylko z kolejnej wygranej swojego zespołu, ale także z faktu, że Facundo Conte bardzo szybko wraca do formy – zdobył 15 punktów, atakując ze skutecznością wynoszącą 61% i zasłużenie został wyróżniony statuetką MVP. Ta wygrana pozwoliła bełchatowianom utrzymać pozycję wicelidera.



PGE Skra Bełchatów – AZS Politechnika Warszawska 3:0
(25:15, 30:28, 25:21)

Wreszcie powody do zadowolenia mogą mieć kibice z Bydgoszczy. Po fatalnym początku sezonu władze klubu zdecydowały, że same transfery nie wystarczą i czas na zmianę trenera. Na pewno kroplą, która przelała czarę goryczy, była porażka tydzień temu w Warszawie. W miejsce Marian Kardasa nowym szkoleniowcem Transferu został Vital Heynen i od razu w sobotę można było zobaczyć rezultaty. Bydgoszczanie wręcz rozbili Effectora Kielce, jedynie w pierwszym secie goście przekroczyli granicę 20 punktów. Po raz kolejny dobre spotkanie rozegrał Marcin Waliński, który zdobył 16 punktów i skończył aż 70% piłek. Tyle samo oczek zdobył Carson Clark, który kończył już „tylko” co drugą piłkę. W drużynie z Kielc właściwe nie można mieć zastrzeżeń tylko do Sławomira Jungiewicza, który zdobył 18 punktów, atakując z 55-procentową skutecznością. – Jeśli chcecie komuś gratulować, to pogratulujcie moim zawodnikom – skomentował w swoim stylu spotkanie Vital Heynen. Już niedługo przekonamy się, czy w tym meczu zadziałał jednorazowo efekt zmiany trenera, czy też gra Transferu będzie się poprawiać – bydgoszczanie zagrają w niedzielę na wyjeździe z AZS-em Olsztyn.

Transfer Bydgoszcz – Effector Kielce 3:0
(25:21, 25:18, 25:19)

W pojedynku dwóch beniaminków lepszy okazał się BBTS, który pokonał Cerrad Czarnych Radom, rewanżując się tym samym za porażkę w tegorocznym finale I ligi. Po dwóch pierwszych setach wszystko wskazywało na to, że radomianie w ogóle nie wywiozą żadnych punktów z Podbeskidzia, bowiem przegrywali już 0:2. Potem jednak wygrali trzecią i czwartą partię i w piątej wydawało się, że to oni zwyciężą, bowiem prowadzili w tie-breaku 6:0 i 7:2. Jednak dali dogonić się rywalom i ostatecznie to bielszczanie wygrali 15:13. W sobotni wieczór w szeregach radomian wyraźnie kulała skuteczność ataku, cała drużyna atakowała w sumie na poziomie 39%, a najlepiej punktującym zawodnikiem był… środkowy, Josef Piovarci (17 oczek). – Myślę, że taki mecz podbuduje morale zespołu i będziemy patrzeć w przyszłość z optymizmem – powiedział po spotkaniu opiekun bielszczan, Janusz Bułkowski. Wynik tego meczu oraz spotkania rozgrywanego w Bydgoszczy spowodowały, że dół tabeli mocno się zagęścił i drużyny z miejsc 7-12 dzielą zaledwie 3 punkty.

BBTS Bielsko-Biała – Cerrad Czarni Radom 3:2
(25:16, 25:20, 15:25, 20:25, 15:13)

Mecz w Kędzierzynie zaczął się bardzo obiecująco dla akademików z Częstochowy, którzy wygrali pierwszego seta, a w drugim prowadzili 8:4. Jednak kędzierzynianie odrobili straty i o wyniku seta decydowała zacięta końcówka. Także w dwóch kolejnych partiach akademicy walczyli, ale to nie wystarczyło na wywiezienie chociażby punktu z Opolszczyzny. A szanse na to były, więc tym bardziej częstochowianie mają czego żałować. Pomimo nieco gorszej skuteczności w ataku gospodarzy i większej liczby popełnionych przez nich błędów nadrobili oni to blokiem i zwłaszcza zagrywką – posłali 12 asów, psując przy tym 14 zagrywek, częstochowianie punktowali sześć razy w tym elemencie. Liderem ZAKSY był Dick Kooy, który z dorobkiem 20 punktów był najlepiej punktującym zawodnikiem, w szeregach drużyny z Częstochowy tradycyjnie poziom trzymał Michał Kaczyński, który zdobył 15 punktów przy 50-procentowej skuteczności. Dodajmy jeszcze w ramach kronikarskiego obowiązku, że obie drużyny wystąpiły w niepełnych składach – w AZS-ie nadal z gry wyłączonych jest trzech zawodników, z kolei w szeregach ZAKSY brakowało Pawła Zagumnego.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – AZS Częstochowa 3:1
(21:25, 25:23, 25:23, 25:21)

Rzeszowianie w spotkaniu kończącym 10. kolejkę PlusLigi z pewnością chcieli zrehabilitować się za wpadkę w meczu z Budvą w ramach Ligi Mistrzów. Plan udało im się zrealizować, jednak ich rywale wcale im zadania nie ułatwiali. Olsztynianie, którzy zagrali bez Grzegorza Szymańskiego i Rafała Buszka, dzielnie stawiali opór rzeszowianom i w czwartej partii byli blisko doprowadzenia do tie-breaka. Jednak podopieczni Andrzeja Kowala zachowali więcej zimnej krwi i przede wszystkim popełnili mniej błędów. Akademicy sprezentowali rywalom 30 punktów za darmo, dostając w zamian tylko 16 i nie zrekompensowała tego lepsza zagrywka przyjezdnych (11 asów do 4) i więcej punktów zdobytych atakiem. – Walczyliśmy na tyle, na ile byliśmy w stanie – podsumował spotkanie Maciej Dobrowolski, rozgrywający AZS-u. W sumie jego drużyna mimo porażki utrzymała szóstą pozycję i od siódmej w tabeli Politechniki dzieli ją aż sześć punktów. Rzeszowianie zaś bez zmian przewodzą w tabeli.

Asseco Resovia Rzeszów – Indykpol AZS Olsztyn 3:1
(25:16, 16:25, 25:20, 28:26)

Zobacz również:
Wyniki 10. kolejki oraz  tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved