Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Waliński: Mam nadzieję, że taki jeden mecz to nie wybryk

Marcin Waliński: Mam nadzieję, że taki jeden mecz to nie wybryk

fot. Cezary Makarewicz

- Nie mamy takiej drużyny. I nie będzie takiej ekipy, która była w tamtym sezonie i która zajęła czwarte miejsce. Mamy inny zespół, innych ludzi i małymi kroczkami idziemy do przodu - mówił po wygranym 3:0 meczu z Effectorem Marcin Waliński.

Gratuluję pierwszego w tym sezonie zwycięstwa 3:0 oraz statuetki MVP. Otrzymany ponownie kredyt zaufania, bez względu na osobę trenera, który go udziela, na pewno cię cieszy.

Marcin Waliński: Przede wszystkim mam nadzieję, że tak zostanie – to po pierwsze. A po drugie, że zamkniemy usta tym, którzy powtarzają cały czas, że nie potrafimy grać, że nie mamy takiego zespołu, jak w poprzednim sezonie. Tak, nie mamy takiej drużyny. I nie będzie takiej ekipy, która była w tamtym sezonie i która zajęła czwarte miejsce. Mamy inny zespół, mamy innych ludzi i małymi kroczkami idziemy do przodu. Bardzo się cieszę, że ci, którzy obdarzyli nas kredytem zaufania, cały czas są z nami. Można powiedzieć, że oddaliśmy im w tym spotkaniu coś w zamian za to, że stale przychodzą do nas na mecze i oglądają nas. W sobotę wychodziło nam mnóstwo rzeczy, jeśli nie wszystko.

– Jeżeli chodzi o mnie, że dostałem statuetkę MVP, to tylko można się cieszyć. To dodatkowy impuls do dalszej pracy, ale to nie jest moja zasługa, tylko całego zespołu. Wykonaliśmy naprawdę świetną robotę na boisku i zrobił to każdy z nas, osobno i jako zespół. Każdy z osobna współtworzy drużynę, a w tym meczu dwunastu ludzi – sześciu, którzy grali i sześciu, którzy stali w kwadracie – zrobiło ogrom dobrej pracy. Choćby ci, którzy wchodzili w końcówkach, na przykład Bartek Janeczek. Pierwszy atak mu nie wyszedł, ale nie było z tego powodu żadnego problemu. Wszedł później, zaatakował, zdobył punkt, posłał dwa asy – i czego chcieć więcej od wchodzącego z ławki rezerwowych?



– Składam gratulacje na ręce całego zespołu. Naprawdę wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Mam nadzieję, że zaczniemy być postrzegani trochę inaczej, bo jak się czasami przez przypadek czyta, to nie jest to miłe – a do mnie to gdzieś mimo wszystko trafia ze względu na to, że jestem „medialny” na naszej (oficjalnej klubowej – przyp. red.) stronie internetowej. Ale mam nadzieję, że wszystkim, którzy dali nam kredyt zaufania, na pewno go spłacimy.

O zespołowości, która powinna być charakterystyką gry waszego zespołu, mówiliście właściwie od początku sezonu. Potrzeba było tylu nieudanych meczów, żeby ukazała się ona tak wyraźnie?

Czasami bywa tak, że podobnie jak w zeszłym sezonie, trafiliśmy na czwarte miejsce. Ale zaczęliśmy sezon od nowa i to jest kompletnie coś innego. Stawiamy małe kroczki ku temu, żeby grać tak dobrze, jak w meczu z Effectorem – lecz to także był tylko niewielki krok naprzód. Czeka nas ogrom dużej pracy, żeby utrzymać chociażby taką jak w tym spotkaniu dyspozycję przez kilka, kilkanaście meczów, które będziemy rozgrywali. Mam nadzieję, że kolejnych kroczków będzie więcej i że stworzymy fajną całość, która ruszy do przodu. Mam nadzieję, że to już wystartowało. Że taki jeden mecz to nie jest wybryk, tylko że to będzie standard, że będziemy grać tak, jak potrafimy grać i że to będzie wyglądało tak, jak w sobotę.

Pytasz o zespołowość – wiadomo, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Jeżeli się przegrywa, to nie jest fajnie, ale to nie znaczy, że się na siebie obrażamy. Jesteśmy teamem. Jesteśmy jak rodzina, która spotyka się dwa razy dziennie. Podejrzewam, że widzimy się przez więcej czasu, niż chłopaki spędzają ze swoimi rodzinami, z dziećmi. Także powtarzam, tworzymy rodzinę i nie możemy się na siebie obrażać, tylko musimy cały czas pracować.

W stawianiu kolejnych kroków będziecie mieli niedługo przymusową przerwę, związaną ze świętami. Myślisz, że ona wpłynie jakoś na waszą dyspozycję?

Trenujemy siatkówkę „od dziecka”. Wiadomo jak trudno wrócić do trenowania czy odbijania piłki, ale tak naprawdę, jeżeli chodzi o grę, to jasne, że takie coś może nas wybić z rytmu. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Mamy u nas w drużynie duży potencjał, patrząc nawet na same osobowości w całym zespole. I ten potencjał musimy wykorzystać. To jest nasza szansa. Musimy zacząć łapać punkty, tak jak w tym meczu. Mam nadzieję, że tak będzie i ta przerwa świąteczna nie odbije się na nas.

Wspomniałeś, że wychodziło wam wszystko. Uwagę zwracały niuanse w waszej grze, które uległy poprawie. Więcej niż wcześniej graliście między innymi przez szóstą strefę w kontrach…

Możliwe. Z tego, co słyszałem, Paweł (Woicki – przyp. red.) cały czas miał informacje od trenera, żeby w ten sposób grać – i to robił. Wykorzystywał nas na „pipe’ie” i bardzo dobrze to w tym meczu grało. A jak coś gra, to wiadomo, że trzeba z tego korzystać. To była informacja od trenera, a Paweł jest na tyle doświadczonym zawodnikiem, że wie, co robić na boisku i w sobotę to w stu procentach wykorzystywał, chwała mu za to.

Radziliście sobie również z rozpracowywaniem gry przeciwników, wasz blok funkcjonował bardzo dobrze. Co było do tego kluczem?

Po drugiej stronie grał Piotrek (Lipiński – przyp. red.), trochę go mimo wszystko znamy. I mieliśmy odprawę wideo. Zagraliśmy dobrze taktycznie. Podejrzewam, że nawet więcej niż pięćdziesiąt procent sukcesu to jest odprawa taktyczna i granie według niej.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved