Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Po dziewięciu kolejkach liderem nadal Resovia Rzeszów

PlusLiga: Po dziewięciu kolejkach liderem nadal Resovia Rzeszów

fot. archiwum

Resovia Rzeszów na dobre zadomowiła się na szczycie ligowej tabeli, odnosząc piąte zwycięstwo z rzędu. Jednak wydarzeniem kolejki był... orkan Ksawery, który spowodował, że siatkarze ZAKSY na mecz do Gdańska jechali rekordowe 27 godzin.

Przed meczem w Kielcach sporo się pisało o historii kielecko-jastrzębskich pojedynków. W końcu to w zeszłym sezonie te dwa zespoły stoczyły bardzo zaciętą walkę w pierwszej fazie play-off, z której wprawdzie zwycięsko wyszedł zespół ze Śląska, ale dwa spotkania rozgrywane w stolicy województwa świętokrzyskiego przegrał. Tym razem obyło się bez powtórki z historii. Siatkarze Effectora owszem, mieli swoje szanse, wygrali drugiego seta i w czwartym też byli blisko doprowadzenia do tie-breaka. Ale w przekroju całego spotkania lepsi okazali się zawodnicy Jastrzębskiego Węgla. Sporą bolączką podopiecznych Dariusza Daszkiewicza była niezbyt wysoka skuteczność w ataku – pomimo lepszego przyjęcia niż rywal nie potrafili tego wykorzystać. Ponadto przyjezdni wyraźnie górowali w elemencie bloku. – Dla nas to spotkanie było bardzo ważne i podeszliśmy do niego z maksymalną koncentracją. Najważniejsze, że przyjechaliśmy po trzy punkty i je zdobyliśmy, a jak zawsze w Kielcach, nie było łatwo – mówił po meczu Michał Łasko, kapitan pomarańczowo-czarnych.

Effector Kielce – Jastrzębski Węgiel 1:3
(19:25, 28:26, 19:25, 21:25)

Po pięciu przegranych meczach ligowych z rzędu siatkarzom AZS-u Politechniki Warszawskiej wreszcie udało się przełamać złą passę i odnieść zwycięstwo. W piątkowy wieczór warszawianie pokonali 3:1 Transfer Bydgoszcz w spotkaniu z kategorii o sześć punktów. Obie drużyny bardzo potrzebowały oczek do ligowej klasyfikacji. Po pierwszym secie wydawało się, że bliżej sukcesu są bydgoszczanie, którzy wygrali tę odsłonę, natomiast gra akademików nie układała się. Wprowadzeni w końcówce pierwszego seta na boisko Paweł Adamajtis i Artur Szalpuk odmienili losy spotkania i poprowadzili drużynę do zwycięstwa. Atakujący Politechniki zdobył aż 27 punktów, z czego 3 blokiem i 1 zagrywką, kończąc 55% piłek. W drużynie znad Brdy zabrakło takiego egzekutora, bo o ile Carson Clark zdobył 19 punktów, wszystkie atakiem, o tyle miał skuteczność zaledwie 40%. Akademicy dzięki tej wygranej powrócili do czołowej ósemki, Transfer Bydgoszcz nadal okupuje ostatnie miejsce w tabeli.



AZS Politechnika Warszawska – Transfer Bydgoszcz 3:1
(21:25, 25:23, 27:25, 25:17)

Mecz pomiędzy Lotosem Treflem Gdańsk i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle przejdzie do historii głównie z powodu niezwykle długiej podróży, jaką siatkarze z Opolszczyzny musieli odbyć, by dotrzeć na Pomorze. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych trwała ona… 27 godzin, co oznacza, że dotarli na miejsce kilka godzin przed meczem. Wydawało się, że gdańszczanie z takiego prezentu od losu powinni zrobić użytek i faktycznie, w pierwszej partii wygrali pewnie do 17. Walka trwała jeszcze w drugiej odsłonie meczu, ale widać było, że kędzierzynianie powoli wracają do swojej gry. Po tym, jak przyjezdni wygrali drugiego seta, następne dwie partie przebiegały pod ich dyktando, chociaż w końcówce czwartego seta gospodarze jeszcze zerwali się do odrabiania strat. Jednak to nie wystarczyło, ZAKSA wygrała 3:1. – Wielkie uznanie i wyrazy szacunku dla moich zawodników za to, że wyszli na boisko i chcieli grać – pochwalił po meczu swoich zawodników Sebastian Świderski. Jego podopieczni tą wygraną poprawili sobie humor po ostatniej porażce w Lidze Mistrzów, gorsze nastroje na pewno panują w szeregach Trefla, gdyż była to trzecia porażka z rzędu.

Lotos Trefl Gdańsk – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3
(25:17, 23:25, 14:25, 20:25)

Dokładnie 64 minut potrzebowali bełchatowianie, by pokonać w trzech setach BBTS Bielsko-Biała. O rozmiarze zwycięstwa mówi nie tylko czas trwania meczu, ale i pozostałe liczby: zaledwie 42 małe oczka zdobyte przez bielszczan, 25% skuteczności w ataku oraz zaledwie 2 punktowe bloki zespołu z Podbeskidzia, podczas gdy Skra skończyła 57% ataków i miała aż 13 punktowych bloków. W całym meczu więcej emocji było jedynie w drugiej partii, w której na początku beniaminek odskoczył na kilka punktów. Podopieczni Miguela Falaski jednak odrobili straty i na tym emocje się skończyły. – Chcieliśmy powalczyć z drużyną z Bełchatowa, ale Skra dała nam lekcję siatkówki – przyznał po meczu Janusz Bułkowski, trener BBTS-u. Po tym spotkaniu obie drużyny zachowały swoje pozycje w tabeli – bełchatowianie są aktualnie wiceliderem, bielszczanie zaś zajmują przedostanie miejsce.

PGE Skra Bełchatów – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:14, 25:17, 25:11)

Bez niespodzianek obyło się również w meczu AZS-u Częstochowa z Resovią Rzeszów. Akademicy przed tym spotkaniem zapowiadali walkę i owszem, walka była, ale tylko w pierwszym secie. Częstochowianie nie wykorzystali trzech setboli i Resovia wygrała premierową odsłonę 37:35. W drugim secie mniej więcej do połowy gospodarze walczyli, ale potem musieli uznać wyższość rzeszowian. – Na pewno szkoda tego pierwszego seta, bo graliśmy bardzo dobrze, zarówno w ataku, przyjęciu, jak i zagrywce. Troszeczkę błędnych decyzji spowodowało, że ostatecznie przegraliśmy tego seta – żałował po meczu Michał Kaczyński, najskuteczniejszy zawodnik w szeregach AZS-u. Podopiecznym Marka Kardosa na pewno nie sprzyjał fakt, że przystąpili do meczu w niepełnym składzie. Do kontuzjowanego Jakuba Veselego dołączył bowiem Michał Bąkiewicz. Rzeszowianie pokonując akademików, odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu i tym samym umocnili się na pozycji lidera.

AZS Częstochowa – Resovia Rzeszów 0:3
(35:37, 19:25, 17:25)

W konfrontacji dwóch drużyn kandydujących do miana czarnego konia tegorocznych rozgrywek lepszy okazał się Cerrad Czarni Radom, który na wyjeździe pokonał AZS Olsztyn 3:1. Właściwie to radomianie mogli wygrać nawet 3:0, bo prowadzili po dwóch setach, ale w trzecim olsztynianie zmobilizowali się do walki i po niezwykle zaciętej końcówce (32:30!) wygrali tę odsłonę. Jednak na więcej goście już im nie pozwolili, pewnie wygrywając czwartą partię. Czarni byli o wiele skuteczniejsi w ataku (57% do 39%), bloku (18 do 10), zagrywce (5 do 1), przyjęcie mieli wprawdzie gorsze, ale jak widać, nie przeszkodziło im to w wygranej. Ponownie z bardzo dobrej strony zaprezentował się Wytze Kooistra, który skończył 62% ataków i zdobył łącznie 22 punkty, jednak statuetka MVP, już trzecia w tym sezonie, przypadła Jakubowi Wachnikowi, który zdobył wprawdzie 16 punktów (54% skuteczności), ale był mocno obciążony w przyjęciu i znakomicie sobie z tym poradził (54% dobrego przyjęcia). – Nam udało się wyszarpać trzeciego seta, ale nie mieliśmy argumentów, by cały mecz zakończył się zwycięstwem AZS-u – przyznał po meczu Maciej Dobrowolski, kapitan akademików. Po tej wygranej Czarni umocnili się na czwartym miejscu w tabeli.

AZS Olsztyn – Czarni Radom 1:3
(23:25, 17:25, 32:30, 17:25)

Zobacz także:
Wyniki 9. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved