Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mariusz Wlazły: Mam jeszcze przed sobą postawione cele

Mariusz Wlazły: Mam jeszcze przed sobą postawione cele

fot. Cezary Makarewicz

Przez ostatnie dziesięć lat w PGE Skrze Bełchatów zmieniali się trenerzy, jedni zawodnicy przychodzili, a inni odchodzili... Wyjątkiem jest atakujący Mariusz Wlazły. Obecny kapitan drużyny gra już w bełchatowskim zespole od dekady.

Dziesięć lat w Bełchatowie… Szmat czasu.

Mariusz Wlazły:Na pewno długi okres w moim życiu. Praktycznie cała moja kariera sportowca, która wiąże się z profesjonalną siatkówką, zaczęła się tutaj w Bełchatowie i trwa do dzisiejszego dnia.

Mówiąc „Mariusz Wlazły”, myślimy „PGE Skra” i odwrotnie. Stałeś się ikoną tego klubu.



Cieszę się, że jestem łączony z nazwą klubu, w którym spędziłem tyle czasu. Na pewno jest to dla mnie ogromne wyróżnienie i cieszę się, że te dwa skojarzenia gdzieś łączą się ze sobą. Myślę, że w przeciągu tych kilku lat, jak tu jestem, mieliśmy naprawdę wspaniałe drużyny. Mamy ją również w tym sezonie, dlatego mam nadzieję, że jak każdego roku, tak i w tym będziemy dostarczać kibicom emocji.

Przyszedłeś do Bełchatowa w momencie, kiedy klub dopiero startował do poważnej siatkówki – pod każdym względem. Dziś organizacyjnie i sportowo to siatkarska potęga.

Na pewno można tutaj użyć słowa „przepaść”. Dziesięć lat temu było tutaj zupełnie inaczej, było zupełnie inne zarządzanie. Niby ci sami ludzie, ale przez ten okres się wyszkolili. Prezes klubu poszerzył swoje horyzonty i zobaczył, że z pewnej marki, która na początku raczkowała, można stworzyć naprawdę fajny klub i miejsce. Mam też na myśli umacnianie na rynku nazwy naszej drużyny. W tym momencie jesteśmy na pewno inaczej postrzegani niż dziesięć lat temu.

Mariusz Wlazły zawitał do Bełchatowa i… rozpoczęło się pasmo wspaniałych sukcesów. Przypadek?

Jak przyszedłem, to zajęliśmy w lidze czwarte miejsce (śmiech). To pasmo zaczęło się dopiero później. Trzeba jednak podkreślić, że kiedy przychodziłem do tej drużyny, były tu gwiazdy, które mogłem wcześniej oglądać tylko w telewizji bądź na meczach. Dla mnie to było coś niespotykanego. Na pewno funkcjonowanie z lepszymi od siebie pozwalało mi też pogłębiać swoje umiejętności i rozwijać swoją karierę sportową. Dlatego na początku wejście w tę drużynę było dosyć ciężkie, ale później wszystko zaczęło się fajnie układać. Z każdym rokiem przychodzili nowi zawodnicy, gdzieś tam mogłem czerpać od nich to doświadczenie. Wszystkie te drużyny, w których grałem, łącznie z obecną, były silne. Zawsze to cała drużyna zasługuje na uznanie. Same jednostki nic w sporcie zespołowym nie zrobią.

Tych sukcesów było naprawdę sporo. Potrafiłbyś teraz wymienić z marszu wszystkie osiągnięcia?

Powiem szczerze, że miałbym z tym problem. Zresztą nawet swego czasu była taka anegdota w klubie, że nie mogliśmy się doliczyć mistrzostw Polski, bo gdzieś tam nam jedno zginęło. Po mniej więcej tygodniu doszliśmy do wniosku, że jednak nie zginęło (śmiech).

Jest jakiś mecz, który zapadł ci w pamięci najbardziej?

Na pewno w mojej pamięci są mecze niezbyt przyjemne dla nas, dla mnie. To albo spotkania bardzo ważne, które przegrywaliśmy, albo z mojej perspektywy nie był to dobry występ. Takie mecze pamiętam, bo uważam, że porażki czynią nas lepszymi ludźmi, a porażki sportowe lepszymi sportowcami. Na pewno te fajne sukcesy są w pamięci, ale bardziej pamięta się te negatywne rzeczy.

Twoim znakiem firmowym jest zagrywka. Kładziesz największy nacisk na precyzję, technikę czy siłę?

Chcę trafić w boisko (śmiech). Każdy, kto dysponuje mocną zagrywką, na pewno nie zastanawia się, czy trafić w tego, czy tamtego przyjmującego, tylko po prostu chce umieścić piłkę w boisku przeciwnika. Myślę, że w obecnej siatkówce, szybkiej i siłowej, takich bezpośrednich błędów jest coraz mniej. Nie ma już tylu asów serwisowych, dlatego sądzę, że w tym momencie każdy, tak samo i ja, kładzie większy nacisk na pewną precyzję.

Przez te 10 lat w Skrze miałeś propozycje z innych klubów, również zagranicznych.

Były, były. Miałem taki okres w życiu, w którym myślałem, że opuszczę to miejsce. Stało się tak, że zostałem do dnia dzisiejszego. Kierowałem się tym, że tutaj będę grał i rozwijał swoje umiejętności. Gdybym w tym lepszym zespole siedział na ławce, moja kariera mogłaby stanąć w miejscu. Zdecydowałem się zostać w Bełchatowie i raczej tego nie żałuję.

Kiedy byłeś najbliżej opuszczenia PGE Skry? Nie masz myśli, że jednak coś cię ominęło?

Nie wiemy, co by było, gdybym gdzieś poszedł i dlatego nie ma co się nad tym zastanawiać. Ale powiem szczerze, że najbliżej odejścia byłem w tamtym roku. To było po sezonie, gdzie byłem przyjmującym. Myślę, że to nie była trafna decyzja, bo wiele przez ten sezon straciłem jako zawodnik. Głównie pod względem mentalnym. Teraz mogę już pracować na swojej nominalnej pozycji. Miałem sporo propozycji i naprawdę było nad czym się zastanawiać, poznałem jednak koncepcję zespołu na ten sezon. Nowym trenerem został Miguel i to też miało wpływ na to, że zostałem.

Skoro już wywołaliśmy temat trenerów… Pracowałeś z wieloma szkoleniowcami. Któremu zawdzięczasz najwięcej?

To, że tutaj jestem, zawdzięczam trenerowi Mazurowi. On mnie ściągnął do Bełchatowa i widział mnie w swojej drużynie. Mogę mu za to podziękować. Z każdym trenerem fajnie się pracowało, bo można było wiele rzeczy wnieść do swojej gry. Przelewali na nas swoje doświadczenie, np. Daniel Castellani nauczył nas innego podejścia do siatkówki, takiego innego niż „polskie”. Każdy z trenerów będzie w mojej pamięci. Tak samo jak były rzeczy dobre, były też negatywne. Jesteśmy jednak ludźmi i każdy z nas popełnia po drodze jakieś błędy. Najważniejsze były wyniki, a my przez te lata je osiągaliśmy.

Zostaniesz w PGE Skrze do końca kariery?

Oj, ciężko mi teraz o tym mówić. Dziesięć lat temu nie powiedziałbym, że trafię tu na tak długo. Na pewno w myślach jest taka chęć pozostania tutaj. W końcu jestem tutaj szmat czasu, założyłem tutaj rodzinę, mam wielu znajomych. Bełchatów zawsze będzie bliski memu sercu. Jeżeli będzie taka możliwość, to czemu nie. To jest sprawa otwarta, ale na 100% w tym momencie nie mogę powiedzieć, bo wpływa na to wiele czynników, niezależnych też ode mnie.

Życzymy ci zatem kolejnych dziesięciu lat w PGE Skrze…

Jeszcze dziesięć lat gry to wielkie wyzwanie. Znałem zawodników, którzy grali do czterdziestki, ale w dzisiejszych czasach trzeba mieć dużo zdrowia, żeby to osiągnąć.

A zastanawiasz się czasami nad tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery?

Szczerze mówiąc, ciężko mi teraz powiedzieć. Na pewno ciężko byłoby mi prowadzić taką drużynę jak PGE Skra. Bardziej spełniam się w roli zawodnika niż trenera, nie mam chyba jakichś predyspozycji do kierowania takim zespołem. Jeśli już mówimy o trenowaniu, to mógłbym pracować z dziećmi. Widzę siebie w tej roli. Dzieci szybko się uczą i naocznie widać to, czego człowiek ich nauczy.

Czyli Mariusz Wlazły nie pójdzie w ślady swoich kolegów z drużyny – Miguela Falaski i Stephane’a Antigi…

Nie, raczej chciałbym się spełniać na innych płaszczyznach. Oczywiście siatkówka pozostanie w moim życiu, bo to jest sport, który kocham i uprawiam go od kilkunastu lat. Tak łatwo nie da się tego wymazać ze swojego życia i nawet bym nie chciał. Na pewno będę funkcjonował przy siatkówce, ale raczej nie w takiej roli jak Miguel czy Stephane.

Czujesz się spełnionym siatkarzem?

Myślę, że jeżeli sportowiec czuje się spełniony, gdy jego kariera jeszcze trwa, to jest już po sportowcu. Ja mam jeszcze przed sobą postawione cele, chciałbym jeszcze parę rzeczy osiągnąć. Będę walczył do końca swojej kariery, żeby je zrealizować.

Sportowe marzenie do spełnienia?

Zwyciężyć w Lidze Mistrzów. W tym roku to się niestety nie uda, to perspektywa gdzieś tam odsunięta w czasie, za rok albo za kilka sezonów. Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli i będzie mi to dane.

Rozmawiał: Rafał Różycki

źródło: skra.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-12-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved