Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Bartosz Bednorz: Marzenia naprawdę się spełniają

Bartosz Bednorz: Marzenia naprawdę się spełniają

fot. Łukasz Kardynał / sportsphotos.eu

Wkręt-met AZS Częstochowa w miniony weekend odniósł pierwsze zwycięstwo we własnej hali w tym sezonie. Po tie-breaku częstochowianie okazali się lepsi od AZS-u Olsztyn. - Taki mecz był nam potrzebny, by się odbudować - mówi Bartosz Bednorz.

Po słabym spotkaniu w Bielsku-Białej i porażce 0:3 podnieśliście się i zdołaliście wygrać z niedawnym liderem – AZS-em Olsztyn. Jak smakowało to zwycięstwo?

Bartosz Bednorz: – To bardzo cenne zwycięstwo dające nam dużo satysfakcji i radości. Taki mecz był nam potrzebny, by odbudować się po meczu w Bielsku-Białej. Miejmy nadzieję, że to zwycięstwo podniesie nas na duchu i będziemy prezentować podobną, a może i lepszą siatkówkę w Radomiu. Mówię „podobną” dlatego, że nie była ona zła, ale kiedy wykluczymy te błędy, które niestety jeszcze popełniamy, to może być tylko lepiej.

W pojedynku z olsztynianami w pierwszych dwóch setach praktycznie wszyscy twoi koledzy z drużyny świetnie spisywali się w polu zagrywki. To chyba był klucz do zwycięstwa w tych odsłonach.



– Zdecydowanie tak. Z naszej strony zagrywka stała w tym meczu na wysokim poziomie. Podjęliśmy ryzyko w tym elemencie i to się jak najbardziej opłaciło. To był nasz cel w tym meczu – odrzucić rywali od siatki i doprowadzić do tego, by grali wysokimi piłkami.

Po pierwszych dwóch partiach, w których momentami dominowaliście wyraźnie, wydawało się, że pewnie zmierzacie po 3 punkty. Po raz kolejny zły wpływ na dyspozycję jednej z drużyn miała przerwa po drugim secie. Tym razem to wy mieliście pecha. Czego zabrakło w waszej grze po przerwie?

– Te przerwy zawsze powodują sporo zamieszania. Uważam, że to zbyt długa przerwa, ale ten pomysł ma swoich zwolenników i przeciwników. Zwolennicy to oczywiście drużyny przegrywające, które po zejściu do szatni mają czas na złapanie oddechu i ewentualną zmianę taktyki. Przeciwnicy – ekipa, która prowadzi w pojedynku 2:0. Przy takim wyniku bardzo łatwo wypaść z roli pędzącego walca i to często powoduje nagłą zmianę ról na boisku.

Ostatecznie udało wam się otrząsnąć po dwóch przegranych setach. W tie-breaku pokazaliście swoją wyższość, aczkolwiek niewiele brakowało, by sprawdziło się siatkarskie porzekadło – kto prowadzi 2:0 i nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3.

– W tie-breaku zachowaliśmy zimną krew i konsekwentnie szliśmy punkt za punkt, aż w końcu w decydującej części seta udało nam się odskoczyć. Oczywiście nie zabrakło nam także szczęścia, które w tak trudnych momentach jest dla drużyny niezbędne.

Po raz kolejny dobrą formę potwierdził Michał Kaczyński, który na tym etapie sezonu jest waszym liderem. Myślisz, że jest to już zawodnik, który czasami może decydować o losach meczu?

– To prawda, Michał prezentuje się w tym sezonie z bardzo dobrej strony. Mieliśmy spore problemu na tej pozycji, ale nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się cieszyć, że na tę chwilę mamy dobrego, młodego atakującego i nasza gra nabiera rozpędu. Trzeba jednak pamiętać, że siatkówka to gra zespołowa, wszyscy jesteśmy częścią drużyny. Lidera kreuje cały team, a nie on samego siebie. Myślę, że jego dobra dyspozycja to wynik wspólnej pracy wszystkich zawodników na boisku.

W meczu z AZS-em Olsztyn wreszcie odczarowaliście własną halę i wygraliście u siebie po raz pierwszy w sezonie. Pewnie macie teraz nadzieję na regularne zdobywanie punktów przed swoimi kibicami.

– Zwycięstwo u siebie cieszy podwójnie. W hali panuje niesamowita atmosfera, którą stwarzają kibice. Hala była zapełniona i uważam, że odpowiedni doping to jeden z nieodzownych elementów potrzebnych do odniesienia zwycięstwa. Trzeba przyznać, że w tym pojedynku doping był niesamowity.

Dla ciebie to pierwszy sezon w PlusLidze i póki co dostajesz swoje okazje do gry, wchodząc z ławki rezerwowych. Jak się czujesz, jak się odnajdujesz w tej seniorskiej siatkówce na najwyższym poziomie?

– Sporo przeszedłem w swoim życiu, by w końcu trafić tutaj, gdzie teraz jestem. Nie była to łatwa droga i kosztowało mnie to sporo wyrzeczeń i niesamowitej determinacji. Dlatego to spełnione marzenie cieszy mnie jeszcze bardziej. Myślę, że każdy z młodych siatkarzy dąży do tego, by trafić do tej najwyższej ligi, jaką w Polsce jest PlusLiga. Mogę z dumą powiedzieć, że to niesamowite uczucie i przeżycie móc trenować z tak doświadczonymi zawodnikami, jakich mamy w drużynie, i nabierać doświadczenia pod ich okiem. Po latach ciężkiej pracy i trafieniu w końcu na jeden z najwyższych szczytów mogę tylko powiedzieć, żeby wszyscy wierzyli w marzenia, bo naprawdę się spełniają. Może i po latach, ale się spełniają.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved