Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > PWM: Niepokonana Brazylia znalazła swojego pogromcę

PWM: Niepokonana Brazylia znalazła swojego pogromcę

fot. FIVB

Brazylijczycy szli do tej pory przez rozgrywki Pucharu Wielkich Mistrzów jak burza. Po trzech wygranych w dzisiejszym spotkaniu z Rosją wszystko wskazywało na to, że odniosą czwarte zwycięstwo, ale Rosjanie podnieśli się ze stanu 0:2 i wygrali mecz 3:2.

To był pojedynek godny dwóch najwyżej obecnie sklasyfikowanych drużyn rankingu FIVB. Zabrakło co prawda tak pokerowych zagrywek trenerów, jak podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich, ale sam mecz przebieg miał bardzo podobny. Przez dwa i pół seta jak z nut grali Brazylijczycy. Dobrze serwowali i przyjmowali, imponowali w obronie, a Bruno Rezende mógł swobodnie rozgrywać tam, gdzie chciał. Potem coś się w tej dobrze pracującej machinie zacięło. Wystarczyła jedna przypadkowa akcja i kilka dobrych zagrywek, by mistrzowie świata zaczęli się gubić. Coraz bardziej widoczne stawało się, że opuszczają ich nie tylko siły, ale też nadzieja na wygraną. Mimo porażki wciąż wszystko mają w swoich rękach i mogą po raz trzeci z rzędu zabrać Puchar Wielkich Mistrzów do domu, ale nawet jeśli tak się stanie, po przegranej z Rosją będzie to zwycięstwo z rysą. A w mecz ten weszli przecież tak imponująco…

Brazylijczycy na fali

W pierwszej partii Canarinhos od razu wyszli na prowadzenie 6:1 i ani na moment nie pozwolili Sbornej zbliżyć się na mniej niż 3 punkty. Mistrzowie olimpijscy mieli duże problemy z przyjęciem, a sami serwowali słabo. Siergiej Grankin raz za razem musiał nie tyle nawet wystawiać, co wręcz ratować piłki. Pojedyncze dobre ataki to było za mało na stabilną i świetnie zorganizowaną grę Brazylijczyków. W samej końcówce Rosjanie zbliżyli się na 3 oczka (20:23), ale dwie kolejne akcje padły już łupem podopiecznych Bernando Rezende.



W kolejnej odsłonie przewagę udało im się wypracować dopiero w środkowej części seta. Początkowo trwała wyrównana walka, a po dwóch asach Dmitrija Muserskiego trzypunktową zaliczkę mieli nawet mistrzowie Europy (6:3). Co z tego, gdy potem Aleksiej Spiridonow kontynuował swoją niemoc z premierowej partii, a zagrywką coraz bardziej straszyć zaczęli Lucas i Sidão. Do tego niezmiennie zabójczo skuteczny był Wallace. Nadzieję Sbornej przywróciło jeszcze wejście Jewgienija Siwożeleza, który ustabilizował przyjęcie i dobrze serwował, ale do wygranej to nie wystarczyło.

Powtórkę z Londynu sponsoruje Ilinych

Do drugiej przerwy technicznej seta trzeciego wydawało się, że Brazylijczykom uda się rewanż za finały igrzysk olimpijskich i Ligi Światowej. To oni byli trzy punkty z przodu, a Rosjanie wciąż grali zrywami. Poprawili co prawda zagrywkę i przyjęcie oraz lepiej bronili, ale mistrzowie świata byli jak skała. Pękać zaczęli dopiero w decydującym momencie. Najpierw za sprawą własnych błędów, które pozwoliły Rosjanom toczyć walkę punkt za punkt, a potem po udanych zagraniach rywali. Kluczowym momentem tej partii i – jak się później okazało – całego spotkania był serwis Dmitrija Ilinycha, który wychodził w aut, ale trafił w usiłującego uniknąć piłki Evandro. Rosyjski przyjmujący posłał zza linii dziewiątego metra jeszcze dwie bomby, po czym utonął w objęciach rozradowanych kolegów. Sborna wygrała trzecią partię i mecz zaczynał się od nowa.

Czy wtedy przed oczami Brazylijczyków stanął koszmar z Londynu, gdy w podobnych okolicznościach wypuścili z rąk olimpijskie złoto? Nie wiadomo, ale dalej grał w tym spotkaniu głównie zespół rosyjski. Warto wspomnieć, że trener Andriej Woronkow niemal całkowicie zmienił w trzeciej odsłonie skład, z zestawienia, którym rozpoczynał mecz, pozostawiając na boisku tylko Muserskiego i Ilinycha. Tak odmieniona Sborna narzuciła swój rytm gry od początku czwartego seta. Canarinhos nawiązali walkę tylko tuż po pierwszej przerwie technicznej, gdy doprowadzili do remisu. Poza tym wyraźnie osłabli fizycznie, popełniali coraz więcej błędów, energię tracili na dyskusje z sędziami, zamiast skupiać się na siatkówce. Tymczasem Rosjanie wyglądali jakby mecz dopiero się zaczął. Grali swobodnie i pewnie, górowali nawet w przedłużonych akcjach, które przez ostatnią dekadę były przecież znakiem firmowym Brazylijczyków. Trener Rezende przeprowadził jeszcze kilka zmian, ale chyba głównie po to, by dać swoim podstawowym siatkarzom chwilę odpoczynku przed tie-breakiem, bo wyniku nie udało się odwrócić.

Piąty set przyniósł dalszy popis Rosjan, a ich rywali pogrążał w niemocy. Przy zmianie stron mistrzowie olimpijscy prowadzili 8:4, a potem tylko tę przewagę powiększali. Ratować Canarinhos miał jeszcze zza linii dziewiątego metra Felipe Fonteles, ale nic z tego nie wyszło. Sborna swój własny znak jakości pokazała w najpiękniejszej chyba akcji meczu, którą kapitalnym atakiem (po jeszcze lepszej wystawie Muserskiego) skończył Ilinych. Wtedy było już 14:8 i tylko cud (czyli powtórka z tie-breaka spotkania Polska – Rosja z Pucharu Świata) mógł uchronić Brazylijczyków przed porażką. Cudu nie było. Rosjanie po raz kolejny okazali się lepsi, a MVP pojedynku wybrano Dmitrija Muserskiego. Canarinhos mogą więc chyba coraz bardziej myśleć o rosyjskim kompleksie.

 

Rosja – Brazylia 3:2
(20:25, 22:25, 25:21, 25:17, 15:9)

Składy zespołów:
Rosja: Apalikow (1), Grankin (1), Spiridonow (1), Muserskij (20), Ilinych (21), Michajłow (11), Jermakow (libero) oraz Makarow, Siwożelez (7), Pawłow (10), Aszczew (7) i Gołubiew (libero)

Brazylia: Bruno (2), Wallace (21), Sidão (10), Lucarelli (14), Lucas (13), Mauricio (10), Mario (libero) oraz Evandro (1), Lipe (1), Mauricio Souza i Raphael

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-11-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved