Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > Zdzisław Gogol: Udaje mi się wszystko jakoś połączyć

Zdzisław Gogol: Udaje mi się wszystko jakoś połączyć

fot. archiwum

Zdzisław Gogol w tym sezonie objął stanowisko trenera w drugiej drużynie Chemika Police. Szkoleniowiec prowadzi też nadal zespół SMS-u Świnoujście. - To był główny warunek podjęcia współpracy z Chemikiem. Na pewno nie zostawię szkoły w Świnoujściu - przyznaje.

Faktycznie jest tak, że żeńska siatkówka wymaga większej cierpliwości?

Zdzisław Gogol:Siatkówka jest ta sama. Pracę wykonuje się bardzo zbliżoną, natomiast widoczne są różnice w sferze mentalnej. Chłopcy są bardziej zaangażowani w to, co robią, a dziewczyny w pewnym sensie trzeba przymuszać do pełnej koncentracji, aby uzyskać odpowiedni efekt szkoleniowy.

Wspomniał pan o tym, że pracuje pan zarówno w Policach, jak i w Świnoujściu. Jak udaje się panu łączenie tych dwóch funkcji?



To był główny warunek podjęcia współpracy z Chemikiem. Na pewno nie zostawię szkoły w Świnoujściu. Pracę w niej rozpocząłem kilka lat temu i zamierzam ją dalej kontynuować. Jest to dla mnie trudny moment, bowiem muszę godzić obowiązki trenera w Policach i koordynatora w Świnoujściu, ale jak na razie udaje mi się wszystko jakoś połączyć. Zobaczymy, jak wszystko będzie dalej funkcjonowało. Na pewno jednak w przyszłości trzeba będzie coś zmienić. Na dłuższą metę nie może to być tak zorganizowane, bo wiadomo, że tak się nie da żyć.

W ostatnim pojedynku ligowym pana podopieczne dość gładko poradziły sobie z Wybrzeżem APS Rumia. Spodziewał się pan tak łatwej przeprawy?

Zespół z Rumi jest dość specyficzny. Jak obejrzałem na video jego mecz z SMS-em Police, to skomponowałem pewien plan, który moje zawodniczki w znacznym stopniu zrealizowały. Drużyna z Rumi gra dziwną siatkówkę. W jej składzie znajduje się wiele zawodniczek walczących także na plaży, stąd też jest w niej dużo „naleciałości” z siatkówki plażowej. Nie ma w niej dużej siły ognia, ale za to bardzo dobrze prezentuje się w asekuracji i obronie. Gra miękką, ale techniczną siatkówkę. W pojedynku z nami bardzo dobrze przechodziła z obrony do kontrataku, co potwierdziło, że jest groźna. Na pewno jeszcze niejednemu zespołowi zajdzie za skórę. Jednak my zagraliśmy konsekwentnie, zwłaszcza w pierwszym i trzecim secie. Udało nam się zneutralizować kiwki, plasy, miękkie ataki po kierunkach rywalek, a nasze mocne zbicia pozwoliły nam wygrać. Chociaż w drugiej partii wyszedł stary mankament mojego zespołu, który w mgnieniu oka potrafi się zdekoncentrować. Dobrze, że w końcówce udało nam się wrócić na właściwe tory i utrzymać dobrą dyspozycję do końca meczu. Wydawałoby się, że spotkanie było dla nas łatwe, bo wysoko wygraliśmy dwa sety, ale wcale takie nie było. W siatkówce żeńskiej bardzo szybko można stracić nawet kilkupunktową przewagę, a wszystko przez dekoncentrację.

Patrząc przez pryzmat wyników, widać, że są one coraz lepsze. Zatem chyba pana praca zaczyna powoli przynosić efekty?

Ten zespół został praktycznie zbudowany od nowa. Stąd też nie ma postawionych przed sobą żadnych górnolotnych celów na ten sezon. Natomiast widać, że po dwóch miesiącach pracy okrzepł, nabrał rutyny, pewności siebie. Zaczyna już realizować założenia, nad którymi pracujemy od dłuższego czasu, czyli przede wszystkim nad poprawieniem organizacji gry, zwiększeniem skuteczności w kontrataku czy ataku z wysokiej piłki oraz skutecznej obrony. Brakuje jeszcze zdecydowanego postępu w zagrywce. Ten element nie funkcjonuje na odpowiednio wysokim poziomie. Dziewczyny mają również duże rezerwy w bloku, ale jest to trudny element i trzeba jeszcze włożyć dużo pracy, aby on dobrze funkcjonował. Musimy też pracować nad tym, aby dziewczyny nie dekoncentrowały się podczas zawodów, żeby nie przestawały walczyć, kiedy przeciwnik troszkę je naciśnie.

Wspomniał pan o tym, że drużyna nie ma postawionych żadnych konkretnych celów. W takim razie o co będzie grała w tym sezonie?

Zespół gra o to, aby zająć jak najlepsze miejsce, żeby uplasować się w pierwszej czwórce. Naszym głównym zadaniem jest scalenie grupy i przyjrzenie się wyróżniającym się i dobrze rokującym na przyszłość zawodniczkom. W następnych rozgrywkach chcielibyśmy powalczyć o wyższe cele, czyli awans do I ligi. Natomiast czy uda się zrealizować to zadanie, to zależy od wielu różnych czynników. Jednym z głównych są oczywiście finanse.

A zgodzi się pan z opinią, że w tym sezonie głównym faworytem pierwszej grupy jest Joker Świecie?

Wydaje mi się, że ten zespół jest obecnie najbardziej dojrzały i poukładany. Natomiast też miał już swoje słabości, chociażby w meczu z Orłem Malbork, który wygrał 3:2. Ten wynik pokazuje, że w każdym spotkaniu trzeba stoczyć solidną bitwę, aby odnieść końcowe zwycięstwo. Jeśli przejdzie się obok meczu, to trzeba będzie przełknąć gorycz porażki. Drużyna ze Świecia wygląda na razie najlepiej, ale tak naprawdę dopiero druga część rundy zasadniczej pokaże prawdziwe oblicze poszczególnych zespołów.

Dziewczyny radzą sobie dobrze. Zdecydowanie gorzej wiedzie się świnoujskim licealistom.

Faktycznie, wyniki osiągane przez chłopców nie są najlepsze. Niestety, widoczna jest słabość na rozegraniu. Chłopcy nie wytrzymują też końcówek. Ale przede wszystkim brakuje im charakteru wojownika, charakteru do walki, który mieli Kubiak, Ruciak czy Żurek, czyli siatkarze, którzy kiedyś grali w Świnoujściu. Warunki fizyczne mieli bardzo skromne, ale charakteryzowali się dużym sercem do walki. Do dziś grają oni w zespołach plusligowych, właśnie dzięki rzetelnej pracy i charakterowi.

Jest szansa na ukształtowanie w chłopakach waleczności?

Obecnie prowadzimy działania, aby chłopców pobudzić do rywalizacji. Mówimy, że wynik nie jest najważniejszy, wpajamy im, że ważne jest to, aby walczyli w każdym secie od pierwszej do ostatniej piłki. Nie zawsze mamy możliwość pracy z wybitnym „materiałem”. Często on jest przeciętny, ale próbujemy podjąć walkę w II lidze. Może dla tych chłopców słoneczko jeszcze zaświeci. Może po drobnym sukcesie się otworzą i będą iść do przodu.

A widzi pan w tej grupie zawodnika, który wybija się ponad przeciętność?

Na pewno takim zawodnikiem jest Bartek Jastrowicz. Już jest on w kręgu zainteresowań przynajmniej czterech zespołów plusligowych, natomiast ma przed sobą jeszcze dużo pracy. Ostatnio borykał się z kontuzją kolana. Był poddawany rehabilitacji i powoli wraca do gry. Rozegrał dopiero jedno spotkanie. Na pewno brak tego kluczowego zawodnika stanowi duży problem i zaburza poziom drużyny. Poza tym trzeba pamiętać, że u nas co roku jest rotacja. Wielu ludzi o tym nie wie. Wydaje im się, że gramy ciągle tym samym składem. Co roku dochodzą do nas chłopcy z pierwszej klasy i od razu rzuceni są na głęboką wodę. Mam tu na myśli chociażby chłopca z Pyrzyc, Filipa Barana. Jest to zawodnik z dużymi perspektywami, ale na razie pewne rzeczy go przerastają. Czas pokaże, czy poszczególni chłopcy będą chcieli pracować na wysokich obrotach i dać z siebie wszystko, aby osiągnąć wysoki poziom sportowy. Dla nas celem jest, aby po zakończeniu szkoły chłopcy uzyskali umiejętności techniczne i taktyczne, ale nie chcemy niszczyć ich fizycznie. Do wszystkiego podchodzimy z rozsądkiem. Nie aplikujemy im wielkich ciężarów po to, aby szybciej uzyskać efekt finalny. Chodzi nam o to, żeby mogli oni długo kontynuować swoje kariery sportowe.

Rozmawiał Radosław Nowicki, więcej na wzp24.pl

źródło: wzp24.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga kobiet, II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-11-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved