Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Co z tym rozegraniem?

Co z tym rozegraniem?

fot. archiwum

Do kwalifikacji MŚ kobiet coraz bliżej, tak samo jak do organizowanego w Polsce mundialu siatkarzy. Wielu ekspertów, dyskutując o składach biało-czerwonych na te imprezy, skupia się głównie na skrzydłowych. Trzeba jednak zapytać: a co z rozgrywającymi?

Polacy są narodem znakomicie wyedukowanym siatkarsko i doskonale wiedzą, że osoba rozgrywającego jest niezwykle ważna, jeżeli chodzi o grę w siatkówkę. To ona jest reżyserem tego, co dzieje się na boisku, decyduje o tym, do kogo będzie należało zakończenie ataku. Wiadomo, że im lepszy reżyser, tym znakomitsze przedstawienie (idealny jest tutaj przykład zespołu z Dąbrowy Górniczej, gdzie szybko ustalono, w czym tkwi przyczyna słabszej postawy i postanowiono sięgnąć po reprezentantkę Turcji, Ozge Cemberci). Pytanie tylko, czy na najważniejszych dla obu naszych reprezentacji imprezach w 2014 roku tacy będą?

Męska drużyna, jak doskonale wiemy, udział w mistrzostwach świata ma już zapewniony z racji bycia gospodarzem. Już teraz pojawiają się typy, w jakim składzie zagrają podopieczni duetu Antiga/Blain. Najbardziej intryguje to, czy wróci Mariusz Wlazły, ale czy naprawdę nie mamy innych, dobrych siatkarzy a tej pozycji, którzy dadzą z siebie wszystko i przede wszystkim będą chcieli być w tym zespole? Jest Jakub Jarosz, Zbigniew Bartman, Dawid Konarski, jest Grzegorz Bociek, więc wybór jest. Na lewym skrzydle i na środku też jest z kogo wybierać. A co z tym nieszczęsnym rozegraniem?

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że (czego oczywiście nie życzę) leczenie i rehabilitacja Łukasza Żygadły przeciągnie się i zawodnik nie będzie w stanie wrócić jeszcze do pełni formy, a dodatkowo Paweł Zagumny po sezonie usiądzie do rozmów ze Stephanem Antigą i powie: „Przepraszam cię Stephane, ale ja naprawdę po ciężkim sezonie nie jestem w stanie pomóc drużynie. Nie czuję się na siłach, a nie jestem już przecież młody.” Scenariusz czarny, to prawda, ale należy brać pod uwagę wszystkie ewentualności. Oczywiście numerem jeden byłby w tym momencie niewątpliwie Fabian Drzyzga. Nie ulega wątpliwości, że to młody, bardzo utalentowany siatkarz, ale przecież jak wszyscy potrzebuje zmiennika, osoby, która wesprze go i cały zespół w trudnych momentach. Pewne jest to, że takich na mundialu nie zabraknie. Jestem przekonana, że mentalnie poradziłby sobie z rolą pierwszego rozgrywającego i o to się nie boję. Bardziej chodzi tutaj o to, że czasem „sypacz” potrzebuje chociaż na moment spojrzeć na wszystko z boku, a chwilowa zmiana stylu gry, jej uspokojenie może dać dobre efekty. Przytoczę tutaj przykład pamiętnej zmiany Grzegorza Pilarza w meczu ZAKSY z Jastrzębskim Węglem w półfinale play-off poprzedniego sezonu. Dostał on nawet wtedy nagrodę MVP.



Wracając do reprezentacji i MŚ rodzi się pytanie, kto w tej sytuacji miałby być tym zmiennikiem dla Fabiana? Chciałabym tutaj wymienić sporo nazwisk… ale nie jestem w stanie. Jedyne, które się narzuca, to Grzegorz Łomacz z Lotosu Trefla Gdańsk, srebrny medalista uniwersjady. Problem tylko, że Łomacz w pierwszej reprezentacji wprawdzie grał, ale niezbyt wiele. Czy wystarczy mu doświadczenia? Granie ligowe czy uniwersjada to jednak nie to samo co MŚ. Spójrzmy też na sprawę trochę bardziej perspektywicznie, bo przecież na mundialu siatkarskie życie się nie kończy. Paweł Zagumny i Łukasz Żygadło, nie ma co ukrywać, są bliżej niż dalej pożegnania się z reprezentacją Polski na dobre. Czy poza Drzyzgą i Łomaczem mamy zawodników, na których można liczyć w przyszłości? Obawiam się, że musimy powiedzieć: „Houston mamy problem.” Przyznam, że nie widzę konkurenta dla tej pary. Jest wprawdzie Marcin Janusz, zawodnik młody, inteligentny i na pewno utalentowany. Mam jednak wrażenie, że jego zdolności są troszeczkę marnowane. O ile w poprzednim sezonie, pomimo obecności Andrzeja Stelmacha, regularnie grał w AZS-ie Częstochowa, tak w tym roku przy Michale Kozłowskim nie ma szans na grę, a dodatkowo teraz jest po artroskopii kolana. Nie da się ukryć, że młody zawodnik do rozwoju prócz treningów potrzebuje przede wszystkim gry, i to z najlepszymi i przeciwko najlepszym, a tej w jego przypadku niestety brakuje.

Nie jest to jednak problem tylko i wyłącznie siatkówki męskiej. U kobiet rzecz ma się podobnie, o ile nawet nie gorzej. Piotr Makowski na przygotowania do styczniowych kwalifikacji ma znacznie mniej czasu niż trenerzy kadry męskiej do MŚ i kwalifikacji ME. Podstawowa jak do tej pory rozgrywająca – Milena Radecka, jest bez klubu i trudno wyobrazić sobie sytuację, by poprowadziła grę biało-czerwonych. Katarzyna Skorupa z kolei z różnych względów odmawia gry w reprezentacji. Wobec tego pozostaje jedynie Joanna Wołosz, ale co ze zmienniczką, albo i nawet inną podstawową rozgrywającą? Moim zdaniem całkiem możliwe jest, że w myśl zasady „wszystkie ręce na pokład” trzeba będzie sięgnąć po weterankę – Izabelę Bełcik, która poprowadziła Atom Trefl Sopot do dwóch złotych medali mistrzostw Polski. W Bielsku-Białej są wprawdzie Marta Szymańska i Dorota Wilk, ale one nie mają doświadczenia w ważnych imprezach, a ono niewątpliwie podczas turnieju w Łodzi będzie niezwykle potrzebne. Do tego dochodzi jeszcze kwestia tego, kto ma kończyć ataki po wystawie i dograć piłkę do siatki tak, by rozgrywająca mogła pokazać pełnię swoich możliwości, ale to już osobny problem. Tutaj też, podobnie jak w przypadku męskiej kadry, nie widać osoby, która w dalszej perspektywie poprowadziłaby grę drużyny obok Joanny Wołosz, która sprawiłaby, że pojawiłaby się rywalizacja na tej pozycji. Niektórzy pokuszą się zapewne o wskazanie wspomnianej wcześniej Wilk, tylko pytanie, czy podołałaby ona temu wyzwaniu. W Atomie Treflu Sopot jest wprawdzie Natalia Gajewska, która przy Izabeli Bełcik może się wiele nauczyć, ale przed nią tak naprawdę jeszcze wiele pracy i długa droga, oby ta właściwa. Same treningi czy pojedyncze epizody nie zastąpią regularnego grania. W zespole z Muszyny jest także Gabriela Jasińska, problem jednak, że jak do tej pory młoda siatkarka częściej stoi w kwadracie dla rezerwowych, niż jest na boisku.

Mam nadzieję, że powyższe rozważania pokazują doskonale, że problem z rozgrywającymi na pewno istnieje i nie ma się co oszukiwać. Pokazuje to przykład w naszych ligach, gdzie za rozegranie w czołowych zespołach częściej odpowiadają zawodnicy zagraniczni. Mnie pozostaje jedynie wyrazić nadzieję, że wszelkie młode talenty na tej pozycji, i nie tylko, nie zostaną zmarnowane i kibice reprezentacji Polski i kobiet i mężczyzn będą zachwycali się grą następców Pawła Zagumnego czy Magdaleny Śliwy. Życzyłabym także sobie i wszystkim, aby występy w biało-czerwonej koszulce brały się przede wszystkim z chęci, a nie przymusu w postaci ewentualnych kar, jakie proponuje PZPS, ale w tym przypadku oby się skończyło tylko na pomyśle. Jak to się mówi: „z niewolnika nie ma pracownika”.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-11-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved