Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Paweł Woicki: Mamy naprawdę bardzo dobry kolektyw

Paweł Woicki: Mamy naprawdę bardzo dobry kolektyw

fot. Joanna Skólimowska

- Myślę, że każdy ma swoją rolę w tej drużynie, co jest bardzo fajne. Nawet pojedyncza dokonana przez trenera zmiana coś przynosi i to jest siła tego zespołu już od kilku lat - ocenił swój obecny klub rozgrywający stołecznych akademików, Paweł Woicki.

W piątkowym spotkaniu byliście faworytami i rzeczywiście tak to wyglądało. Jedynie trzeci set, a zwłaszcza jego końcówka okazały się bardziej wyrównane.

Paweł Woicki: – Chyba dobrze dla widowiska, dla kibiców, którzy razem z nami mogli się trochę rozruszać, że ta końcówka tak się ułożyła. Mimo wszystko myślę, że było to spotkanie jednostronne i z tego możemy być zadowoleni.

Ten trzeci set wygrany w ostatniej chwili. Na wstępie AZS Częstochowa wypracował przewagę i dopiero w końcówce mogliście ją zniwelować. Co tak naprawdę zdecydowało o waszym sukcesie?



– Przede wszystkim pewnie robiliśmy to, co sobie założyliśmy. Bardzo ważne było dla nas, żeby grać zgodnie z taktyką, żebyśmy wytrzymali wszyscy psychicznie. Takie mecze moim zdaniem są potrzebne i pod tym względem bardzo ważne, bo dzięki nim możemy realizować te rzeczy, które sobie założymy, i podążanie za nimi prowadzi do wygranej.

W tamtym tygodniu zanotowaliście porażkę z beniaminkiem. Czym te spotkania się pana zdaniem różniły?

– Wszystkim! Dzisiaj zagraliśmy dużo lepiej, ale też Częstochowa nie postawiła nam się za bardzo. Tak naprawdę te pierwsze dwa sety zagrali bardzo słabo, zwłaszcza w zagrywce, i popełniali dużo błędów. Nie mi jest to oceniać, być może mieli takie założenia, żeby ryzykować i nie kalkulować zbytnio, ale myślę, że w przeciwieństwie do nas nie weszli w to spotkanie i to miało największy wpływ na wynik.

Coraz bliżej do rozpoczęcia rozgrywek Pucharu Challenge. Czeka na was Fenerbahçe, które na swoim pokładzie ma chociażby Ivana Milijkovicia czy Leonela Marshalla. Jak ocenia pan wasze szanse w starciu z tą drużyną?

– Myślę, że przegramy 0:3, trzy razy do pięciu. Żartuję oczywiście (śmiech). Tak naprawdę to jest sport, siatkówka i wszystko może się zdarzyć. Prawda jest też taka, że gra drużyna, a nie indywidualności. Jasne, że te pojedyncze osoby potrafią zrobić różnicę, ale my mamy naprawdę bardzo dobry kolektyw i to jest najważniejsze.

To też chyba spora niespodzianka, że na progu najniższej rangi rozgrywek europejskich trafiacie na takiego przeciwnika.

– To dobrze świadczy o lidze tureckiej albo źle o Fenerbahçe, które w zeszłym roku grało bardzo słabo, dlatego wylądowało właśnie w tych rozgrywkach.

Pan do zespołu Politechniki dołączył oficjalnie jako zawodnik dosyć późno. Nie żałuje pan, że tak się wszystko ułożyło? Jaka tak naprawdę była geneza tego rozwiązania?

Powiem szczerze, że ciężko o tym wszystkim opowiedzieć w kilku zdaniach. Cieszę się, że mam gdzie trenować, mam drużynę, w której mogę występować, aczkolwiek cały czas poszukuję klubu, w którym będę mógł normalnie grać.

Czyli AZS Politechnika to tylko przystanek?

– To nie jest nawet przystanek. To drużyna, która zgodziła się na to, żebym trenował z nimi, grał z nimi i jestem z tego bardzo zadowolony. Gdyby nie to, musiałbym sam trenować. Natomiast mam potrzebę znalezienia drużyny, w której będę mógł normalnie funkcjonować cały sezon.

Pana obecność w warszawskim zespole jest jednak sporym wzmocnieniem dla drużyny.

– Myślę, że każdy ma swoją rolę w tej drużynie, co jest bardzo fajne. Nawet pojedyncza dokonana przez trenera zmiana coś przynosi i to jest siła tego zespołu już od kilku lat. W tym roku, mimo kolejnego „rozbioru” Politechniki, odnajdują się nowi, ciekawi zawodnicy, tacy chociażby jak Artur Szalpuk, Paweł Adamajtis czy Paweł Kaczorowski. Oni naprawdę grają dobrze, pomagają tej drużynie i to jest niezwykle ważne.

Mówi się o tym, że to częstochowski AZS jest kopalnią talentów, jednak teraz można do tego grona dołączyć także Politechnikę.

– Ta drużyna tak naprawdę już u Radka Panasa bardzo dobrze grała, a to, co teraz robi Jakub Bednaruk, to kontynuacja. Drużyna, która nie ma pieniędzy, i trenerzy, którzy ją prowadzą,  muszą być na tyle fachowcami, żeby takie talenty odkopać. Zazwyczaj to są albo niespełnione talenty, albo zawodnicy, którzy nie mogli się gdzieś indziej odnaleźć, a tutaj przychodzą i dzięki dużej pracy, pracy indywidualnej, a także temu, że Politechnika nie ma pieniędzy i musi walczyć, żeby wyciągnąć z nich wszystko co najlepsze, oni błyszczą. Bardzo mi się to podoba.

W świetle ostatnich wydarzeń ze świata reprezentacji Polski nie mogę nie zapytać o pana opinię odnośnie objęcia przez Antigę stanowiska selekcjonera. Znacie się panowie bardzo dobrze, czy to dobry pomysł?

– Przede wszystkim to świetny gracz, który zjadł zęby na siatkówce. Myślę, że z panem Blainem będą tworzyli bardzo dobry duet. Obaj są wyśmienitymi znawcami, a czas pokaże, jak to się odnajdzie w naszych realiach. Na pewno polskiej siatkówce trzeba życzyć jak najlepiej, żeby osiągane były jak największe sukcesy, a to, kto będzie szkoleniowcem, jest nieważne. Wiadomo, że jeśli już federacja decyduje się na podpisanie umowy z takimi osobami, to ma pewność, że to nie są przypadkowi ludzie, a raczej sprawdzone nazwiska.

*Rozmawiała: Joanna Skólimowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved