Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Grzegorz Ryś: Zmiana selekcjonera nie rozwiąże problemu

Grzegorz Ryś: Zmiana selekcjonera nie rozwiąże problemu

fot. archiwum

W drugiej części rozmowy ze Strefą Siatkówki Grzegorz Ryś podjął próbę analizy przyczyn porażki męskiej reprezentacji Polski w LŚ i ME. Odniósł się także do uzdolnionych młodych zawodników oraz zmiany trenera kadry.

Jest pan rozczarowany postawą męskiej kadry seniorów w sezonie reprezentacyjnym?

Grzegorz Ryś:Trudno mówić o rozczarowaniu, bardziej można powiedzieć o smutku, który pojawił się po kolejnym nieudanym występie naszej reprezentacji. Liczyłem na lepsze rezultaty zarówno w LŚ, jak i ME. Były podstawy ku temu, aby widzieć nasz zespół na podium w tych imprezach. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna. W tej chwili jest sporo spraw do przemyślenia odnośnie tego co dalej z naszą reprezentacją.

Jakie widzi pan przyczyny klęski w Lidze Światowej i niepowodzenia w mistrzostwach Europy? Nastąpiło tak zwane zmęczenie materiału? A może nie wyciągnięto odpowiednich wniosków po niepowodzeniu na igrzyskach olimpijskich?



Problem braku zwycięstw jest bardzo złożony, więc w kilku zdaniach trudno będzie omówić, dlaczego tak się stało. Czy na postawę zespołu w LŚ wpłynął brak Zagumnego i Wlazłego, a na ME dodatkowo nieobecność Bartmana i Ignaczaka? Być może tak, lecz przypomnijmy, że złoto ME w 2009 roku zostało zdobyte również w okrojonym składzie. Czy na postawę zespołu wpłynął brak atmosfery wewnątrz drużyny? Nie wiem, lecz pewne pogłoski, które się pojawiały, zostały szybko zdementowane. Zawodnicy podkreślali o panujących w zespole bardzo dobrych wzajemnych relacjach. Czy na postawę zespołu wpłynęły decyzje trenera Anastasiego (dobór zawodników, skład pierwszej szóstki, zmiany w trakcie gry, realizowany plan przygotowań)? Tego nie mogę ocenić, opierając się tylko na obserwacji meczów i opiniach przeczytanych w mediach. To najlepiej wie trener, gdyż jest przy zespole najbliżej, ma do dyspozycji olbrzymią ilość informacji od sztabu trenerskiego i jego zadaniem jest podejmowanie decyzji jak najbardziej korzystnych dla drużyny. I za to trener Anastasi ponosi odpowiedzialność. Czy na postawę zespołu miało wpływ przygotowanie fizyczne? Sądzę, że tu również pojawiają się wątpliwości. Niestety bez szczegółowych danych z badań czy testów fizycznych, które na pewno były przeprowadzane w trakcie przygotowań, nie można dać zdecydowanej odpowiedzi. Oceny na „oko” wielokrotnie okazywały się błędne.

Natomiast pojawiają się inne pytania. Czy nie powinno się wyciągać wniosków wcześniej, analizując efekty pracy poprzednich, zagranicznych szkoleniowców, Lozano i Castellaniego? Obaj rozpoczynali pracę z kadrą i w krótkim czasie odnosili sukcesy. Jednakże za każdym razem po dwóch latach następował regres formy i reprezentacja Polski wracała z niczym z IO w Pekinie czy z MŚ we Włoszech. Trenerzy szybko tracili posady, lecz zmiana na stanowisku nie rozwiązała problemu, który dotknął naszą reprezentację. Moim zdaniem następna zmiana selekcjonera po raz kolejny nie rozwiąże problemów. To nie w tym miejscu szukajmy przyczyny naszych porażek. Na wynik końcowy ma wpływ wiele czynników. Oczywiście nie wolno zdejmować odpowiedzialności z trenera Anastasiego, lecz nie on jest jedynym odpowiedzialnym za wynik. Jeżeli w naszej siatkówce jest opracowana strategia perspektywicznego działania, funkcjonuje pewien system selekcji i szkolenia młodych zawodników, to raczej tu należy szukać przyczyny, dlaczego źle się dzieje później w siatkówce seniorskiej. Być może przyczyna leży też w braku występów młodzieżowych reprezentacji na MŚ juniorów (roczniki ’85, ’87, ’91, ’93) w ostatnich latach. Proszę zwrócić uwagę na słowa brak występów, a nie brak wyników! Cztery roczniki nie były w stanie wywalczyć awansu do MŚ juniorów! Nie został dokończony proces szkolenia centralnego w tych rocznikach i być może teraz ponosimy konsekwencje braku występów w tego typu imprezach. Reprezentacja Polski seniorów oparta na rocznikach, które zdobyły złote medale na MŚ juniorów (’77 oraz ’83), potrafiła zdobywać medale również w siatkówce dorosłej. A ilu zawodników ze złotego pokolenia pozostało w kadrze w tym roku?

Szansę gry w kadrze w końcu dostali młodzi zawodnicy, czyli chociażby Drzyzga, Bociek czy Zatorski. To dobry ruch Anastasiego w perspektywie mistrzostw świata, które za rok odbędą się w Polsce?

Mówiąc trochę złośliwie – Bociek i Drzyzga szansę gry dostali niejako z „rozpaczy” w ostatnich meczach ME, a nie na skutek przemyślanego przeprowadzenia przez proces treningowy i płynnego wprowadzenia do składu. Zatorski w kadrze funkcjonuje już kilka lat i niejako naturalnie zaistniał w podstawowym składzie. Ale nie chcę tu absolutnie krytykować trenera Anastasiego. Na IO w Londynie dobiegł końca pewien etap naszej reprezentacji. Brak wyniku pokazał, że w tym składzie możemy mieć kłopoty z odniesieniem sukcesów w przyszłości. Nie twierdzę, że ten skład osobowy już nic nie osiągnie na arenie międzynarodowej. Aby podnieść poziom zespołu, musi jednak istnieć rywalizacja pomiędzy zawodnikami. Brak takiej rywalizacji „rozwala” zespół od środka, spada także motywacja do podnoszenia umiejętności. Dlatego też po IO w zespole powinni się pojawić młodzi zawodnicy, którzy swoją ambicją i chęcią załapania się do „składu” wniosą swoistą rywalizację. Oczywiście trener powinien sterować tym procesem tak, aby nie doprowadzić do konfliktów. W tym roku w szerokiej kadrze pojawili się zawodnicy, którzy za kilka lat powinni stanowić o sile naszej reprezentacji. Włodarczyk, Bociek, Drzyzga, Ferens mieli możliwość wspólnej pracy, jednakże więcej czasu spędzili w kadrze B (oprócz Drzyzgi), przygotowując się do uniwersjady. Bardzo dobrze, iż zagrali w tej imprezie, gdyż dostali znakomitą okazję do ogrania na arenie międzynarodowej. Zabrakło czasu, aby zaistnieli w pierwszej reprezentacji, a Bociek praktycznie dołączył do dwunastki w ostatniej chwili. Gdyby nie decyzja trenera Anastasiego o odsunięciu Bartmana, Bociek mógłby pomarzyć o występie na ME. I tu pojawia się problem. Po IO w większości zespołów dokonano zmian, pojawili się młodzi zawodnicy, którzy niejednokrotnie dostali szansę gry niejako na wyrost. Francja, Bułgaria, Niemcy czy Włochy są na dzień dzisiejszy o jeden krok do przodu w porównaniu do naszej reprezentacji. My niestety już musimy ich gonić, aby nie było za późno. W perspektywie MŚ został zrobiony mały krok do przodu, jednakże olbrzymie znaczenie będzie miało ogranie naszych młodych zawodników w lidze. Cała czwórka wyżej wymienionych zawodników zmieniła barwy klubowe i przeniosła się do klubów mocnych, gdzie trudno walczy się o rywalizację w podstawowym składzie. Należy życzyć im, aby jak najczęściej przebywali na boisku, jednakże epizody w grze nie zastąpią gry w podstawowej szóstce. To niestety nie wróży niczego dobrego. Mamy przecież przykłady z poprzednich lat, kiedy młodzi zawodnicy po kilku sezonach stania w „kwadracie” nie rozwinęli swoich umiejętności. Jeśli mamy oprzeć grę reprezentacji na tych zawodnikach w przyszłym roku czy za dwa lata, to jestem pełen obaw. Obym się mylił.

A rozszerzenie PlusLigi może pomóc w ograniu młodych zawodników, którzy potem zasililiby reprezentacyjne szeregi? Czy może stanowi ono dla nich tylko pozorną szansę na poprawę swoich umiejętności?

Rozszerzenie PlusLigi było absolutnie konieczne i należy cieszyć się, że mamy w lidze dwa zespoły więcej, w których mogą zaistnieć młodzi zawodnicy. Bardzo ważne jest, iż w zespołach z Warszawy, Radomia, Bielska-Białej, Częstochowy czy Kielc szansę ogrania i podnoszenia umiejętności dostają bardzo młodzi zawodnicy. W Warszawie Szalpuk, w Radomiu Wachnik, Bołądź i Kowalski zagrali swoje pierwsze mecze w PlusLidze, i to od razu w pierwszej szóstce. To jest nasze najmłodsze pokolenie 18-20 latków, lecz aby weszli na stałe do reprezentacji, musimy jeszcze poczekać. Jest to dobra inwestycja, lecz ci młodzi zawodnicy raczej nie pomogą reprezentacji w przyszłym roku na MŚ.

Wiele wskazuje na to, że trener Anastasi odejdzie z reprezentacji. A pan dałby mu jeszcze jedną szansę, czy postawiłby pan na innego szkoleniowca?

Nie chciałbym dokonywać oceny pracy trenera Anastasiego. Od tego są władze PZPS-u. Przyznam, że jest to najtrudniejsza decyzja w ostatnich latach, jaką należy podjąć z myślą o przyszłości polskiej siatkówki. I każda decyzja nie będzie dobra. Jeżeli trener Anastasi pozostałby na swoim stanowisku, nie ma pewności, czy doprowadziłby biało-czerwonych do medalu MŚ. Czy nastąpiłyby zmiany w kadrze? Czy wróciliby Wlazły, Zagumny, Ignaczak, Bartman? Czy szanse dostaliby młodzi zawodnicy? Tego nie wiemy. Jeżeli pracę miałby rozpocząć nowy szkoleniowiec, również nie ma pewności, czy osiągniemy sukces na MŚ. Zmiana szkoleniowca pociąga za sobą szereg różnych decyzji w obrębie reprezentacji – skład sztabu szkoleniowego, dobór zawodników, metody pracy. To są zbyt poważne zmiany tuż przed MŚ, a oczekiwania mamy olbrzymie. Będąc gospodarzem tak ważnej imprezy, chcielibyśmy zdobyć medal. Byłoby to ukoronowaniem wysiłku całego środowiska siatkarskiego na przestrzeni ostatnich lat. Osobiście nie wiem, jaką należałoby podjąć decyzję.

Rozmawiał: Radosław Nowicki (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved