Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: W drugiej kolejce AZS Olsztyn ponownie ograł potentata

PlusLiga: W drugiej kolejce AZS Olsztyn ponownie ograł potentata

fot. archiwum

Coraz ciekawiej dzieje się w rozgrywkach PlusLigi.  AZS Olsztyn pokonał kolejnego faworyta, tym razem ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, i powoli wyrasta na rewelację rozgrywek. Zawodzi natomiast Transfer Bydgoszcz, który przegrał kolejne spotkanie.

Drugą kolejkę PlusLigi otworzyło spotkanie pomiędzy AZS-em Częstochowa i Jastrzębskim Węglem. Do tej potyczki oba zespoły przystępowały w zgoła odmiennych humorach – o ile akademicy mogli być zadowoleni, bo na „dzień dobry” ograli Transfer Bydgoszcz, czwarty zespół ubiegłego sezonu, o tyle w szeregach jastrzębian nastroje były bardziej minorowe, bo zaliczyli w pierwszej kolejce porażkę z niżej notowanym rywalem. Tym większa była więc ich motywacja, by w tym spotkaniu pokazać, że tamten mecz był tylko wypadkiem przy pracy. Plan udało im się zrealizować w stu procentach, bowiem wygrali z częstochowianami, nie tracąc seta. Najwięcej problemów AZS sprawił podopiecznym Lorenzo Bernardiego w drugiej partii, w której miał pięciopunktowe prowadzenie, ale dosyć szybko je utracił. Bardzo dobrze grą zespołu ze Śląska kierował Michał Masny, który zasłużenie dostał statuetkę MVP. Równomiernie obciążał swoich kolegów atakiem i w rezultacie aż czterech zawodników Jastrzębskiego Węgla mogło się pochwalić dwucyfrowym dorobkiem punktowym (Michał Łasko, Krzysztof Gierczyński, Simon Van de Voorde i Michał Kubiak), a po drugiej stronie siatki ta sztuka udała się tylko Michałowi Kamińskiemu. – Oczywiście jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku. Uwzględniając zeszłotygodniowy rezultat, był to dla nas naprawdę ważny mecz – przyznał po meczu atakujący jastrzębskiej drużyny, Michał Łasko.

AZS Częstochowa – Jastrzębski Węgiel 0:3
(20:25, 20:25, 20:25)

Nieco niespodziewanie AZS Politechnika Warszawska uległ na wyjeździe BBTS-owi Bielsko-Biała. Warszawianie po dobrym otwarciu sezonu z pewnością liczyli na kolejne trzy punkty, ale samo liczenie na to, że mecz się wygra, to trochę za mało. Bielszczanie pokazali, że ich niezła dyspozycja w meczu pierwszej kolejki z Resovią Rzeszów może się przełożyć w kolejnych spotkaniach na punkty. Wprawdzie mecz zaczęli bardzo nerwowo i pierwszą partię przegrali, ale już od kolejnej zaczęli grać lepiej, a warszawianie mieli problemy ze skończeniem ataku. Nie było w warszawskim zespole pewniaka, do którego Paweł Woicki mógłby posłać piłkę i mieć pewność, że ten ktoś ją skończy, bowiem najskuteczniejszy zawodnik AZS-u osiągnął zaledwie 43% skuteczności. A po drugiej stronie siatki Maciej Fijałek mógł spokojnie posyłać piłki do Jose Luisa Gonzaleza, bo ten miał 53% skuteczności w ataku. Warszawianie odrabiali straty, mieli szansę nawet na wywiezienie chociaż punktu z Podbeskidzia, ale zabrakło im trochę skuteczności w końcówkach setów. Radość siatkarzy BBTS-u po wygranej była uzasadniona, bowiem były to pierwsze od 9 lat punkty zdobyte przez nich w PlusLidze. – Na pewno cieszymy się ze zwycięstwa. Są to pierwsze punkty w PlusLidze, i to jeszcze po wygranej u siebie za trzy oczka w meczu z Politechniką Warszawską. Oby nie były one ostatnie – nie krył po meczu radości Grzegorz Kokociński, kapitan BBTS-u.



BBTS Bielsko-Biała – AZS Politechnika Warszawska 3:1
(18:25, 25:21, 29:27, 27:25)

Olsztyńska klątwa ZAKSY trwa w najlepsze. Nieważne, czy AZS Olsztyn ciągnie się w ogonie tabeli, jak w poprzednich dwóch sezonach, czy zalicza spektakularny początek ligi, pokonując medalistę mistrzostw Polski jak w tym roku – jeżeli gra z ZAKSĄ, punkty może sobie dopisywać praktycznie w ciemno. Przypomnijmy bowiem, że dwa sezony temu olsztynianie dwukrotnie pokonali w rundzie zasadniczej kędzierzynian, rok temu ta sztuka udała im się raz, a teraz w meczu ostatniej kolejki pokonali zespół z Opolszczyzny 3:1. Pewnym usprawiedliwieniem dla podopiecznych Sebastiana Świderskiego może być po pierwsze to, że grali trzy dni po rozegraniu meczu o Superpuchar, po drugie to, że w sobotę zagrali w niepełnym składzie, bowiem do Olsztyna nie pojechał kontuzjowany Michał Ruciak, zresztą Świderski pozwolił odpocząć też Pawłowi Zagumnemu i Dickowi Kooyowi, szykując się już do środowego meczu w Lidze Mistrzów. A tymczasem olsztynianie, prowadzeni nota bene przez byłego trenera ZAKSY, stawili twardy opór, czwartą już chyba młodość przeżywał Grzegorz Szymański, który zdobył najwięcej punktów w całym spotkaniu, aż 25, i po raz drugi w tym sezonie zgarnął statuetkę MVP. Wystarczyło to na sensacyjną wygraną i awans na drugie miejsce w klasyfikacji. Z ręką na sercu – kto pamięta, kiedy ostatni raz olsztynianie byli tak wysoko w tabeli? Za tydzień zespół z województwa warmińsko-mazurskiego czeka kolejny sprawdzian, zagra bowiem ze Skrą Bełchatów i wtedy przekonamy się, czy można już mówić o nim jako o czarnym koniu rozgrywek.

AZS Olsztyn – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(25:20, 26:24, 17:25, 34:32)

O ile jednemu beniaminkowi udało się zdobyć pierwsze punkty w PlusLidze, o tyle drugi beniaminek nadal na nie czeka. Trzeba jednak przyznać, że na drodze Czarnym Radom, bo o tym zespole mowa, jak na razie stanęli wicemistrz i mistrz Polski, więc trudno było oczekiwać, że radomianie zdobędą jakieś punkty. Owszem, w sobotnim spotkaniu były momenty wyrównanej walki, głównie w początkowych fazach setów, bo potem brało górę doświadczenie rzeszowian. Zdecydowanie na wyróżnienie w ekipie z Mazowsza zasługuje Bartłomiej Bołądź, który pod koniec pierwszego seta zastąpił słabo spisującego się Wytze Kooistrę i został na boisku już do końca spotkania. Młody atakujący zdobył 15 punktów (najwięcej w całym spotkaniu), atakując z 52-procentową skutecznością. Po drugiej stronie siatki trudno było kogoś wyróżnić, bo też i zespół nie błyszczał w ataku (zaledwie 37% skuteczności), a wygraną bardziej zawdzięcza błędom rywala niż swoim skutecznym akcjom. Może jedynie Krzysztofa Ignaczaka za udane obrony. Najważniejsze są jednak trzy punkty i kolejna wygrana bez straty seta, która dała Resovii fotel lidera.

Cerrad Czarni Radom – Asseco Resovia Rzeszów 0:3
(22:25, 22:25, 21:25)

Drugie spotkanie w tym sezonie wygrali siatkarze Skry Bełchatów, którzy w niedzielny wieczór pokonali Effectora Kielce 3:1. Bełchatowianie, mimo przebudowanego składu, byli faworytem tego spotkania, jednak wygrana wcale nie przyszła im łatwo. O ile w pierwszych dwóch partiach bez większych problemów zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, o tyle w trzecim secie wpadli w głęboki kryzys. Mieli bardzo słabą skuteczność ataku w tej partii, w ogóle nie punktowali blokiem (a w całym meczu w tym elemencie zdobyli przecież 14 punktów), a kielczanie wręcz przeciwnie. Nic więc dziwnego, że wygrali tę partię bardzo wysoko. Najwyraźniej ten przegrany set podziałał na podopiecznych Miguela Falaski jak kubeł zimnej wody, bo w czwartym secie bełchatowianie wzięli się w garść i zakończyli spotkanie. Na wyróżnienie w całym meczu zasłużył Stephane Antiga, który słusznie został nagrodzony statuetką MVP. Francuz zdobył aż 17 punktów (lepszy wynik osiągnął tylko Sławomir Jungiewicz z Effectora – 18), atakując ze skutecznością wynoszącą aż 56%, przyjmował skutecznie, nie myląc się ani razu, do tego dorzucił punkt blokiem i zagrywką. W Bełchatowie na pewno cieszą się, że Antiga wrócił do zespołu, pokazuje bowiem, że mimo 37 lat na karku nadal gra na wysokim poziomie.

Effector Kielce – Skra Bełchatów 1:3
(18:25, 20:25, 25:14, 16:25)

Na zakończenie zmagań drugiej kolejki Trefl Gdańsk zdobył swoje pierwsze punkty w tym sezonie, pokonując na własnym boisku Transfer Bydgoszcz 3:1. Gdańszczanie nie ustrzegli się przestojów – trzecią partię przegrali, w czwartej długo był remis. Jednak w ostatecznym rozrachunku zagrali o wiele skuteczniej niż rywale. Przede wszystkim mieli w swoich szeregach egzekutora w postaci Jakuba Jarosza. Reprezentacyjny atakujący po powrocie do polskiej ligi rozegrał pierwszy mecz przed gdańską publicznością i zaprezentował bardzo skuteczną grę – 18 punktów (w tym 3 blokiem) i 48% skuteczności w ataku. Dodatkowo miał wsparcie ze strony kolegów z zespołu – Wojciech Żaliński dołożył 16 punktów, a Bartosz Gawryszewski i Maciej Zajder odpowiednio 12 i 11. Po drugiej stronie siatki skuteczność ataku poważnie kulała – ponownie zawiódł Yasser Portuondo, który zdobył zaledwie 1 punkt i zastąpił go Marcin Waliński. Młody przyjmujący jako jedyny nie ma się czego wstydzić, bo zagrał naprawdę dobre spotkanie (55% w ataku i w sumie 15 zdobytych punktów), ale pozostali jego koledzy radzili sobie gorzej, skuteczność bydgoszczan w ataku wynosiła zaledwie 39% i była o 11 punktów procentowych niższa niż rywali. To już druga porażka Transferu, która powoduje, że jest to jeden z trzech zespołów w PlusLidze, który nie wygrał jeszcze meczu. Dla przebudowanego zespołu znad Brdy szansa na pierwsze punkty pojawi się już za tydzień, bowiem zmierzy się wtedy z Czarnymi Radom.

Lotos Trefl Gdańsk – Transfer Bydgoszcz 3:1
(25:22, 25:18, 16:25, 25:22)

Zobacz również:
Wyniki 2. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved