Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Wystartowała włoska Serie A, a z nią Bartman i Kurek

Wystartowała włoska Serie A, a z nią Bartman i Kurek

fot. lubevolley.it

Rozgrywki Serie A mężczyzn zostały zainaugurowane. W premierowej kolejce nie obyło się bez kilku niespodzianek, ale też i bez zwycięstw faworytów. Ekipy Zbigniewa Bartmana i Bartosza Kurka mogły zaś cieszyć się ze zdobycia kompletu punktów.

W spotkaniu Bre Lannutti Cuneo z Sir Safety Perugia doszło do niespodzianki, bowiem aktualni wicemistrzowie Europy musieli uznać wyższość szóstej ekipy ubiegłego sezonu. Początek premierowej partii miał wyrównany przebieg (11:11), lecz z czasem gospodarze, po doskonałym ataku z szóstej strefy Jeroena Rauwerdinka, odskoczyli na 21:19 i do Holendra też należało ostatnie słowo w tej odsłonie. Drugiego seta jednakże lepiej otworzyli podopieczni Slobodana Kovača, którzy po udanych zagraniach Atanasijevicia prowadzili 12:8 i zdołali utrzymać tę przewagę do samego końca. Najwięcej walki było jednakże w partii numer trzy – nikt nie chciał dać za wygraną, doprowadzając do zaciętej gry na przewagi. W tej wojnie nerwów co prawda więcej zimnej krwi zachował Gabriele Maruotti, lecz już w kolejnym secie, mimo starań Emanuela Kohuta, to przyjezdni całkowicie zdominowali przebieg boiskowych wydarzeń. O zwycięzcy zadecydować musiał więc tie-break. I choć neroverdi robili wszystko, co w ich mocy, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, to ostatnie słowo należało do duetu Aleksandar Atanasijević – Nemanja Petrić.

To był dla nas bardzo ważny mecz, dla mnie zwłaszcza, gdyż dołączyłem do drużyny przed kilkoma dniami – mówił po spotkaniu Aleksandar Atanasijević.Nie było łatwo, ale jest to dla nas podstawa do tego, żeby wciąż się rozwijać, ulepszać swoją grę. Będziemy kontynuować tę dyspozycję także w kolejnych potyczkach.

MVP spotkania: Aleksandar Atanasijević



Bre Lannutti Cuneo – Sir Safety Perugia 2:3
(25:23, 20:25, 31:29, 19:25, 14:16)

Składy zespołów:
Bre: Rauwerdink (21), Antonow (12), Kohut (12), De Togni (6), Freriks (1), Rouzier (26), De Pandis (libero) oraz Casadei, Alletti (1) i Maruotti (4)
Sir: Buti (9), Petrić (19), Barone (8), Mitić (5), Vujević (7), Atanasijević (28), Giovi (libero) oraz Čupković ((5), Della Lunga i Semenzato


 

Podopieczni Angelo Lorenzettiego od pierwszych akcji spotkania przejęli inicjatywę, narzucając rywalom własny rytm i pokazując, kto jest faworytem. Bez większych trudności to gialloblu, po ataku Deroo, wygrali tę partię, obejmując prowadzenie w całym meczu. W drugim secie jednakże to goście wiedli prym. Po udanych atakach Nielsa Klapwijka objęli prowadzenie, powiększając je z akcji na akcję. W końcówce, przy stanie 18:16, coś w ich grze się zacięło – zaczęli popełniać całą masę błędów własnych, a od wyniku 19:19 nie ugrali ani oczka, prezentując rywalom sześć punktów i tym samym skazując się na porażkę. Znalazło to odbicie w początkowej fazie trzeciego seta, w którym dość wyraźnie, po udanych zagraniach Sama Deroo i Quilleume’a Quesque, prowadzili gospodarze. Przy wyniku 24:20 jednakże w polu serwisowym stanął Klemen Cebulj, który popisał się serią fantastycznych zagrywek, doprowadzając do walki na przewagi. Ostatecznie jednak więcej spokoju zachowali miejscowi i to oni cieszyli się z wygranej.

Zbigniew Bartman rozegrał pełne spotkanie, lecz nie może zaliczyć go do udanych. Polski atakujący zapisał na swoim koncie dziewięć oczek – wszystkie zdobył atakiem, notując skuteczność na poziomie 35%.

Jestem bardzo zadowolony z tych trzech punktów. Całe spotkanie było o wiele bardziej wyrównane, niż wskazuje na to jego wynik – przyznał Angelo Lorenzetti, chwaląc swych podopiecznych za dobrą grę w zagrywce. – W obronie i kontrataku nie poszło nam już tak dobrze. Wiemy jednak, co musimy poprawić, nad czym pracować, zwłaszcza że czekają nas dwa bardzo trudne pojedynki – dodał.

MVP spotkania: Guillaume Quesque

Casa Modena – CMC Ravenna 3:0
(25:18, 25:19, 28:26)

Składy zespołów:
Casa: Sala (4), Deroo (13), Quesque (14), Kampa (3), Bartman (9), Beretta (9), Maniá (libero) oraz Bossi i Krumins
CMC: Mengozzi (4), Toniutti (2), Tillie (6), Klapwijk (14), Cester (5), Cebulj (12), Bari (libero) oraz Kauliakamowa, Żeliazkow, Patriarca i Koumentakis (3)


 

Od triumfu w Palasport Fontescodella sezon rozpoczęli zawodnicy Lube Macerata. Podopieczni Alberto Giulianiego doskonale spisywali się nie tylko w bloku czy ataku, ale przede wszystkim za linią dziewiątego metra, punktując zagrywką dziesięciokrotnie i trzynastokrotnie zmuszając rywali do popełnienia błędu przyjęcia. Dla porównania przyjezdni mogli się pochwalić zaledwie dwoma asami i tylko trzykrotnie sprawili gospodarzom kłopoty w przyjęciu. Biancorossi jedynie w secie otwarcia musieli mocniej napracować się, by rozstrzygnąć go na swoją korzyść, bowiem Bruno Zanuto i Daniele Mazzone robili wszystko, by sprawić niespodziankę. Było to jednak niezwykle trudne zadanie w obliczu dobrej dyspozycji tria Marko Podraščanin – Ivan Zaytsev – Jiri Kovar. Z czasem do gry włączył się też Bartosz Kurek i Lube mogło cieszyć się z pewnego zwycięstwa.

Polski przyjmujący wybiegł na parkiet w wyjściowej szóstce i zdobył dwanaście oczek, z czego dziesięć atakiem, przy skuteczności na poziomie 63%, oraz po jednym zagrywką i blokiem.

Rozegraliśmy naprawdę dobry mecz – cieszył się Jiri Kovar.W secie otwarcia zaryzykowaliśmy w zagrywce, dzięki czemu udało nam się narzucić rywalom tempo gry i sprawić, by trzy punkty zostały w Maceracie. Wciąż pracujemy nad tym, by grać lepiej i z niecierpliwością czekamy na mecz Ligi Mistrzów przeciwko Zenitowi Kazań – zakończył.

MVP spotkania: Marko Podraščanin

Cucine Lube Banca Marche Macerata – Exprivia Molfetta 3:0
(25:23, 25:18, 25:20)

Składy zespołów:
Lube: Zaytsev (13), Stanković (2), Kovar (8), Kurek (12), Podraščanin (11), Baranowicz (5), Henno (libero) oraz Paparoni i Giombini
Exprivia: Mazzone (8), Izzo (1), Sabbi (14), Zanuto (8), Fornes (2), Casoli (4), Cesarini (libero) oraz Del Vecchio, De Marchi (1), Blagojević (1), Piscopo i Saitta


 

Do kolejnej niespodzianki doszło w Cittá di Castello, gdzie podopieczni Andrei Radiciego podejmowali pretendentów do zdobycia tytułu mistrza Włoch, Coprę Elior Piacenza. Aktualni wicemistrzowie kraju jedynie drugą partię zdołali rozstrzygnąć na swoją korzyść, lecz w trzeciej zostali zdeklasowani – zdołali w niej ugrać zaledwie trzynaście oczek. Choć podopieczni Luki Montiego dotrzymywali przeciwnikom kroku, jeśli chodzi o blok, lepiej radzili sobie w polu zagrywki, to zdecydowanie słabiej wypadli w ataku, a ich gwoździem do trumny były błędy własne. Co prawda Samuele Papi, Denis Kaliberda i Robertlandy Simon starali się wziąć ciężar gry na swoje barki, to jednak po drugiej stronie siatki fenomenalne spotkanie rozegrał Gert Van Walle, zdobywca trzydziestu jeden oczek (z czego dwudziestopięciokrotnie punktował atakiem, notując skuteczność na poziomie 54%). I to właśnie Belg, wspierany przez Christiana Fromma, zrobił różnicę na korzyść gospodarzy.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wszystkich tych rozwiązań, które zaprezentowaliśmy, z niespodziewanego wyniku, na który zapracowaliśmy sobie punkt po punkcie – mówił po meczu Andrea Radici.Chcieliśmy sprawić niespodziankę, zaskoczyć naszych rywali, grając agresywnie we wszystkich elementach, i choć to moment sezonu, w którym nikt jeszcze nie gra na miarę swoich możliwości, udało nam się to.

MVP spotkania: Gert Van Walle

Altotevere Cittá di Castello – Copra Elior Piacenza 3:1
(28:26, 18:25, 25:13, 25:23)

Składy zespołów:
Altotevere: Fromm (17), Corvetta (1), Dolfo (10), Piano (7), Van Walle (31), Rossi (9), Tosi (libero) oraz Franceschini, Carminati, Massari, Marchiani i Lensi (libero)
Copra: Le Roux (5), Papi (14), Kaliberda (12), Simon (13), Vettori (4), De Cecco (3), Marra (libero) oraz Partenio, Fei (10), Zlatanov (6) i Tencati (1)


 

Dwa pierwsze sety spotkania pomiędzy Tonno Callipo Vibo Valentia a Calzedonią Verona miały bliźniaczy przebieg. Na początku każdego z nich jeden zespół wypracowywał sobie niewielką przewagę, którą tracił w samej końcówce, wobec czego dochodziło do gry na przewagi. W tej walce na styku raz jedni, raz drudzy okazywali się zwycięscy, lecz w trzeciej partii inicjatywa leżała po stronie giallorossich. I choć wśród podopiecznych Andrei Gianiego Thijs Ter Horst dwoił się i troił, by dotrzymać kroku rywalom, a nieco wspierali go Mitja Gasparini wraz z Adamem Whitem, to jednak pogrążyły ich błędy własne, których popełnili aż czterdzieści. Ponadto w szeregach graczy z Kalabrii doskonale funkcjonował blok, a ciężar gry na swoje barki wzięło trio Mauro Gavotto – Luigi Randazzo – František Ogurčák. Tym samym gospodarze, bez skrupułów wykorzystując pomyłki gości, zdobyli cenne trzy punkty do ligowej tabeli.

Jestem bardzo usatysfakcjonowany. Wiedzieliśmy, że będzie nam bardzo trudno w tych pierwszych trzech meczach ze względu na brak Cisolli i Fariny – komentował Gianlorenzo Blengini.To dla nas szczególnie ważne zwycięstwo, gdyż moi gracze zacisnęli zęby, zachowali spokój i mimo zmęczenia wywalczyli trzy punkty.

MVP spotkania: Mauro Gavotto

Tonno Callipo Vibo Valentia – Calzedonia Verona 3:1
(27:25, 25:27, 25:19, 25:21)

Składy zespołów:
Tonno Callipo: Steuerwald (2), Randazzo (15), Forni (7), Crer (5), Gvotto (22), Ogurčák (11), Plot (libero) oraz Trinidad De Hard i Villena
Calzedonia: Zingel (8), Ter Horst (22), Gasparini (14), White (14), Boninfante (2), Anzani (9), Pesaresi (libero) oraz Blasi (1), Gabriele, Bellei i Gonzalez

Spotkanie pomiędzy Diatec Trentino a Andreoli Latina zostanie rozegrane 21 listopada o 20:30.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved