Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Grzegorz Słaby: Nie przegraliśmy spotkania w głowach

Grzegorz Słaby: Nie przegraliśmy spotkania w głowach

fot. Przemysław Rokitowski

Dwie porażki 0:3 - tak wygląda bilans TKS-u Tychy w rozgrywkach I ligi. Tyszanie okazali się słabsi od Pekpolu Ostrołęka i Campera Wyszków, a w środę czeka ich mecz z MKS-em Będzin. - Nie mamy nic do stracenia - uznał trener TKS-u, Grzegorz Słaby.

W meczu z Pekpolem Ostrołęka rywale wyraźnie nad wami górowali. Choć z Camperem również przegraliście 0:3, to było to już inne spotkanie – zagraliście o wiele lepiej.

Grzegorz Słaby: – Przede wszystkim nie przegraliśmy spotkania w swoich głowach. W pierwszym secie dosyć dużo czasu zajęło nam dostosowanie się do warunków na boisku rywala. Hala w Wyszkowie jest bardzo specyficzna – jest dosyć niska, są nisko zawieszone rurki, między którymi często lata piłka. Trochę czasu potrzebowaliśmy, by się oswoić z tą salą i stąd dużo błędów w przyjęciu na samym początku. Premierowy set uciekł nam właśnie dlatego, że popełniliśmy zbyt wiele błędów własnych w odbiorze i nie mogliśmy nawiązać równej walki z Camperem. Dopiero przeprowadzona przeze mnie podwójna zmiana, a także seria dobrych zagrywek Karola Kupisza pozwoliła nam podciągnąć wynik.

Przez dużą część meczu graliście z rywalem na styku, a dopiero w końcowych częściach setów Camper uciekał i wygrywał kolejne odsłony. Czym to było spowodowane?



– Faktycznie, w drugim i trzecim secie przez większą część gry graliśmy z gospodarzami jak równy z równym. Niestety w końcówkach brakowało nam trochę doświadczenia i ogrania, bo wszyscy siatkarze, którzy byli na boisku w tych partiach, to zawodnicy grający w minionym sezonie w II lidze. Mam nadzieję, że jak najszybciej uda nam się wygrać seta, a później zdobyć jakieś punkty w kolejnych pojedynkach.

Najwięcej szkody wyrządził wam duet Kaczorowski – Wójcik. Pierwszy potężnie zagrywał, drugi natomiast skutecznie atakował ze skrzydła. To było dla was zaskoczeniem?

– W pierwszym secie Kaczorowski zdobył bodajże 4 punkty w serii, a w drugiej partii zniwelował naszą trzypunktową przewagę. Wiedzieliśmy o tym, że ma mocną zagrywkę czy też o tym, że Wójcik lubi kierunek ataku po skosie. Mieliśmy w stosunku do tego pewne założenia taktyczne, ale problem w tym, że nie mamy jeszcze tak wysokich umiejętności, by w stu procentach je realizować przez cały mecz. Część taktyki udało się wypełnić, jednak było to zbyt mało. Gdyby udawało nam się chociaż trzymać kierunek bloku po skosie przy atakach Wójcika, to mielibyśmy do siebie mniejsze pretensje. On chyba przez cały mecz nie zaatakował po prostej, tylko cały czas wchodził nam po skosie. Kaczorowskiego mieliśmy podbijać wysoko, przyjmować piłkę tylko do góry. To nam się nie udawało po części przez warunki hali w Wyszkowie. To ta dwójka zrobiła w tym meczu różnicę, bo choć wiedzieliśmy, co mamy grać, to nam to momentami nie wychodziło.

Nie macie zbyt wiele czasu na analizę i poprawienie błędów, ponieważ już w środę czeka was mecz z pretendentem do zdobycia złotego medalu I ligi, MKS-em Banimex Będzin. To rywal z najwyższej półki i nie będzie łatwo go pokonać…

– Nie mamy nic do stracenia. Prawda jest taka, że na każdy mecz możemy wyjść z założeniem, że mamy wolną rękę w zagrywce i ile będzie siły, tyle będziemy „ładować". Tym razem po drugiej stronie siatki będą grali zawodnicy z dużym doświadczeniem nie tylko w I lidze, ale i w PlusLidze. Dla części moich chłopaków to jest duże doświadczenie, bo wcześniej tych siatkarzy widzieli w zasadzie tylko w telewizji, a teraz będą z nimi rywalizować. Mam nadzieję, że zagramy ponad swoje możliwości i damy z siebie 110 procent.

Przed sezonem, w jednym ze sparingów, udało się wam doprowadzić do tie-breaka z MKS-em. Co prawda mecz przegraliście 2:3, ale teraz byłby to naprawdę niezły wynik. Zafundujecie swoim kibicom powtórkę z rozrywki?

– Zdarzyło nam się w sparingu przegrać z nimi 2:3 i liczę na to, że uda nam się dokonać co najmniej tego samego. Dając z siebie 110 procent, zdołamy ugrać seta czy dwa. Jeśli tak się stanie, to ten wynik może być dla nas bardzo mobilizujący przed następnymi kolejkami.

W gronie czterech beniaminków 3 oczka na swoim koncie ma już Krispol Września. Zespoły z Tychów i Krakowa nie zdołały podnieść punktów z parkietu, natomiast jak burza idzie świdnicka Avia. Gracze trenera Jarosza dwukrotnie wygrali 3:2 i to nie z byle kim – MKS-em Będzin i Ślepskiem Suwałki. To dla pana zaskoczenie?

– Spodziewałem się takich wyników. Już w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy turniej finałowy w Miliczu, było widać ich siłę. To jest praktycznie cały skład, który spadał z I ligi, plus kilku nowych graczy – libero Głód, przyjmujący Peszko i rozgrywający Gonciarz. Jak na ten poziom rozgrywkowy to skład personalny mają niezwykle mocny. To, że w zeszłym sezonie nie przegrali żadnego meczu, też o czymś świadczy. To jest zespół, który w tym sezonie na pewno nie będzie walczył o utrzymanie, tylko o coś więcej. Dwa wygrane mecze – domowy z Będzinem i wyjazdowy w Suwałkach – tylko to potwierdziły. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, a mówiąc więcej, przypuszczałem, że z beniaminków tylko Avia Świdnik będzie miała możliwość grania o jakieś wyższe cele.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved