Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Slobodan Kovač: Lepiej jest być zawodnikiem niż trenerem

Slobodan Kovač: Lepiej jest być zawodnikiem niż trenerem

fot. archiwum

- Musisz być nie tylko szkoleniowcem i strategiem, ale też psychologiem, nauczycielem, ojcem - stwierdził Slobodan Kovač. Mistrz olimpijski, będący legendą serbskiej siatkówki, opowiedział o tym, jak się czuje w roli trenera, a także o tym, na co stać jego zespół.

Śledził pan mistrzostwa Europy? Jak oceniłby pan je w wykonaniu swoich rodaków?

Slobodan Kovač: – Z początku Serbowie nie grali najlepiej, ale w trakcie turnieju potrafili to zmienić. Wydaje mi się, że ci młodzi zawodnicy przede wszystkim odmienili swoją mentalność. Zwłaszcza Atanasijević i Jovović zaczęli grać lepiej, tak jak potrafią. Dzięki temu zdobyli kolejny medal, bardzo ważny dla nas wszystkich. Jest on o tyle istotny, że mamy młodą drużynę, do której należy przyszłość, a takie sukcesy tylko motywują do dalszej pracy.

Trener Heynen powiedział ostatnio, że za dwa lata to nie Rosja, Włochy czy Polska będą zdobywać medale, a tak młode zespoły, jak Francja, Belgia czy Niemcy. Zgodzi się pan z tym twierdzeniem?



– (śmiech) Cóż, oczywiście, ważne jest to, co będzie działo się w przyszłości, za kilka lat, ale najważniejsze jest to, co ma miejsce teraz. W Serbii mamy bardzo zdolnych młodych graczy, ale jeśli oni nie będą pracować nad tym, by się rozwijać i stawać coraz lepszymi, to będą stać w miejscu. Oni muszą wciąż pracować nad sobą i doskonalić się. Być może przydałby nam się też jeszcze jeden przyjmujący, grający na wysokim poziomie, aby w przyszłości zdobyć kolejne medale. Uważam bowiem, że na tę chwilę, z tymi siatkarzami, osiągnęliśmy maksimum.

Po wielu latach w roli zawodnika, został pan trenerem. Jak czuje się pan w tej roli?

– To już będzie sześć lat, od kiedy objąłem posadę szkoleniowca… Muszę przyznać, że uważam, iż lepiej jest być zawodnikiem niż trenerem (śmiech). Nie musisz wówczas myśleć za innych, martwić się o tych kilkunastu graczy. Jako siatkarz skupiasz się tylko na tym, by dobrze pracować i grać na odpowiednim poziomie i jeśli to robisz, to nikt nie powie ci złego słowa. Jeśli natomiast jesteś trenerem i twoi podopieczni nie grają dobrze, to nikt nie wspomni, że to może być ich wina. Wszyscy wówczas zastanawiają się, dlaczego tak się dzieje, dlaczego grają źle, dlaczego zespół przegrywa i przede wszystkim obwiniają o to trenera. To trudna praca, bo musisz być nie tylko szkoleniowcem i strategiem, ale też psychologiem, nauczycielem, ojcem.

Niemniej jednak sprawia pan wrażenie bardzo cierpliwej osoby. Czy mimo wszystko miewa pan myśli, że w tej akcji zagrałby pan lepiej niż pańscy podopieczni?

– Nie, nigdy. Teraz jestem trenerem i nie chcę, nie mogę myśleć jak zawodnik. Muszę to rozgraniczyć. Ponadto zza linii bocznej widać o wiele więcej, jesteś w stanie szybciej dostrzec błędy popełniane w trakcie meczu. Ja już przeżyłem swoje życie w roli zawodnika, teraz chcę dzielić się tym doświadczeniem z moim zespołem, coś zmienić i pomóc mu się rozwijać. Chcę nauczyć moich siatkarzy tego, co jest dobre, a co złe, co mają robić, by stawać się lepszymi. Ja, będąc po tej drugiej stronie boiska, już wiem, jak to wszystko działa, jestem bogatszy w doświadczenie, którym chcę się dzielić z moimi podopiecznymi. Jestem tutaj po to, by im pomagać, mówić im, co powinni robić, by grać lepiej i lepiej.

A czy trudno było panu podjąć decyzję o tym, by zostać szkoleniowcem?

– Najtrudniej było mi „przestawić się” z myślenia typowego dla zawodnika na sposób myślenia trenera. Początkowo przychodziły mi do głowy myśli, że mógłbym zagrać lepiej niż moi siatkarze, ale to było bardzo złe. W tej chwili, bo nie wiem, jak to potoczy się w przyszłości, uważam, że moja kariera szkoleniowca układa się dla mnie bardzo pomyślnie. Swoje pierwsze kroki stawiałem w Serbii i tam, z Radnickim Kragujevac, wygrałem dwa mistrzostwa kraju. Gdy przybyłem do Włoch, trafiłem do zespołu grającego w Serie A2 i już po roku pracy wygraliśmy mistrzostwo ligi, wywalczywszy tym samym awans do Serie A1. Z doświadczonych zawodników miałem wtedy jedynie Gorana Vujevicia, reszta graczy była młoda. Rok później zajęliśmy szóste miejsce w lidze. Uważam, że teraz dysponuję naprawdę silnym składem i wierzę, że możemy osiągnąć jeszcze lepszy rezultat. Owszem, nie będzie to łatwe, ale ja jestem bardzo ambitnym człowiekiem i moje aspiracje są naprawdę duże. Chcę, aby mój zespół osiągnął coś wielkiego.

A jak porównałby pan pracę w Serbii do pracy we Włoszech?

– W Serbii jest całe mnóstwo młodych zawodników: ci starsi wolą wyjechać za granicę, do klubów, gdzie otrzymają lepiej płatny kontrakt, w naszym kraju zostają zaś ci najmłodsi. W Kragujevac pracowałem choćby z Čupkoviciem, a także z wieloma innymi, nikomu wtedy nieznanymi jeszcze graczami. We Włoszech warunki pracy są lepsze, jest prościej pod tym względem, że masz do dyspozycji starszych, doświadczonych siatkarzy, profesjonalistów. Co za tym idzie – wyższy jest także poziom tamtejszych rozgrywek. We Włoszech trener ma większe pole manewru, w Serbii zaś liga nie jest tak silna i ciężko jest to zmienić, szkoląc tych młodych, którzy po czasie i tak odchodzą za granicę. Praca w Italii naprawdę jest wyjątkowa.

A czy ma pan jakiś wzór, trenera, od którego uczył się fachu?

– Dla mnie Velasco, Anastasi, Gajić czy Di Pinto są jednymi z najlepszych w tym zawodzie. Oni są bardzo ważnymi postaciami w siatkówce, a także w moim życiu. Jeśli jednak chcę być dobrym trenerem, muszę uczyć się od wszystkich, brać od nich to, co najlepsze. Ponadto powinienem uczyć się też na swoich błędach, aby w przyszłości ich nie ponawiać i odpowiednio reagować.

Przejdźmy teraz do memoriału – jak oceniłby pan występ swojej drużyny?

– To był pierwszy tak wymagający turniej dla mojego zespołu. Mam w drużynie kilku zawodników, którzy niedawno do nas dołączyli po powrocie z mistrzostw Europy: Petrić czy Giovi są zmęczeni po czempionacie, a Atanasijević wciąż przebywa z reprezentacją, tym razem na mistrzostwach świata do lat 23, i musimy radzić sobie bez niego. To jest jeden z tych zawodników, którzy nawet jeśli grają źle, to zdobywają około dwudziestu punktów na mecz. Wcześniej wspomniana dwójka niewiele z nami trenowała, niemal wcale, a pozostali gracze rozegrali zaledwie dwa sparingi. Z tej też przyczyny wciąż nie wiem, na ile stać mój zespół, jaka jest jego prawdziwa wartość. Moi siatkarze też nie ułatwiają mi zadania, bo w sobotę grali świetnie, a w niedzielę – przeciwnie, zagrali fatalnie. Cieszę się jednak z tego, co zobaczyłem, że mieliśmy szansę sprawdzić się przed sezonem, choć w tym momencie trudno o to, abyśmy prezentowali wysoką formę. Niemniej jednak to nie koniec naszego pobytu w Polsce i jeszcze we wtorek zmierzymy się z ZAKSĄ w Kędzierzynie-Koźlu (rozmowa przeprowadzona w niedzielę – przyp. red.). Później jeszcze jeden mecz zagramy w weekend, wszystko po to, aby zobaczyć, na jakim etapie aktualnie się znajdujemy.

Powiedział pan, że chciałby osiągnąć rezultat lepszy niż w ubiegłym roku, a to wiąże się z wywalczeniem awansu do europejskich pucharów.

– To nie jest taka prosta sprawa, bo we Włoszech mamy wiele, około ośmiu bardzo dobrych teamów, zatem walka o znalezienie się w pierwszej piątce będzie zacięta. Niełatwo będzie nam także powtórzyć wynik z ubiegłego roku. Oczywiście, bardzo bym tego chciał, ale to są moje życzenia. Ciężko jest cokolwiek przewidywać, wszystko zależy od tego, jak będą się prezentować moi podopieczni. Bardzo chcemy być lepsi, znaleźć się w najlepszej piątce, ale jeszcze raz powtórzę, że czeka nas wiele pracy, by to osiągnąć.

*rozmawiała Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved