Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Andrej Kravarik: Potrzebujemy jeszcze czasu

Andrej Kravarik: Potrzebujemy jeszcze czasu

fot. Agata Stępniowska

- Każdy trener ma swój system pracy, psychologię i przyzwyczajenia - o pracy szkoleniowca mówi Andrej Kravarik. Strefie Siatkówki były reprezentant Słowacji i Grecji opowiada o swojej nowej roli, reprezentacji Słowacji i podnoszącej się z kolan lidze greckiej...

Reprezentacja Słowacji przygodę z tegorocznymi mistrzostwami Europy zakończyła krótko po awansie z grupy. Jak z perspektywy czasu, uwzględniając osłabienia kadrowe i przebudowę zespołu, oceniłby pan ten występ?

Andrej Kravarik: Zespoły, z którymi spotkaliśmy się w fazie grupowej, jak Francja i Polska, to bardzo dobre ekipy. Kolejnym naszym rywalem byli Turcy, z którymi oczywiście chcieliśmy wygrać, co się udało. Dzięki tej wygranej awansowaliśmy do kolejnej rundy, jednak tam trafiliśmy na Rosjan. Jak wszyscy wiedzą, Rosjanie to wyjątkowy zespół, który w ostatnich latach wygrał Ligę Światową, Puchar Świata, igrzyska olimpijskie, więc dla każdej drużyny byłby to ciężki przeciwnik, co tym bardziej potwierdziło się w zestawieniu z naszą reprezentacją. Z drugiej strony trzeba przyznać, że o ile we wcześniejszych meczach graliśmy dobrze, o tyle w spotkaniu z Rosjanami nie zagraliśmy tego, co potrafimy. I szkoda, bo kiedy Rosjanie znajdują się pod presją, grają inaczej. Była szansa, żebyśmy wtedy ugrali może chociaż jeden set, wtedy też żegnalibyśmy się z mistrzostwami Europy w innych nastrojach.

W kluczowych fragmentach zabrakło tego meczowego doświadczenia?



Tak, mogło tak być. Chociaż my jako trenerzy byliśmy raczej spokojni. W tym najważniejszym meczu, z Rosjanami, postawiliśmy raczej na starszych zawodników, mających już niemałe doświadczenie, ale jakoś nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Tak więc stopniowo zaczęliśmy wprowadzać młodych. Mamy poczucie, że zespół zagrał na maksimum swoich możliwości. Jeżeli mówimy o dyspozycji indywidualnej, myślę, że naszym najlepszym zawodnikiem był atakujący Milan Bencz. Zawodnik, który przed mistrzostwami Europy miał duże problemy z urazem barku i stopniowo wracał do formy.

Wynik mógłby być inny, gdyby do zespołu dołączyli brakujący zawodnicy?

Oczywiście, zabrakło w dużym stopniu Lukaša Diviša, ale też naszego rozgrywającego Braňo Skladanego. To są zawodnicy, o których można powiedzieć, że o 40-50% podnoszą poziom tej drużyny. Możemy mówić, co by było gdyby, ale faktycznie, jeśli ta dwójka byłaby z nami, to dyspozycja reprezentacji podniosłaby się przynajmniej o jeden poziom.

O systemie rozgrywek w trakcie turnieju mówiono często i wiele. Niektórym zespołom zarzucano kalkulację mającą pomóc uniknąć np. Rosjan. Jak pan oceniłby tę sytuację?

Prawdę mówiąc, nie koncentrowałem się na tym. Mogę jedynie powiedzieć, jak to wyglądało u nas. I my nawet nie myśleliśmy o kalkulowaniu. A jak to było w innych zespołach, nie wiem, być może szukali takich rozwiązań… (śmiech)

Pewne wyniki były jednak zaskakujące, szczególnie na etapie fazy grupowej…

Myślę, że teraz w Europie wszystkie drużyny prezentują zbliżony poziom. Zdecydowanie najlepsza jest Rosja, później wymieniłbym jednak Polaków, a następnie resztę drużyn. Ale grając dobrą siatkówkę, taką, jaką podczas tego turnieju zaprezentowali chociażby Francuzi, to można wygrać z każdym: z Polską, Rosją, Słowacją czy Niemcami. Rozgrywki w Europie są teraz naprawdę wyrównane.

Wracając do reprezentacji Słowacji, dwa lata temu w mistrzostwach Starego Kontynentu było 5. miejsce, teraz klasyfikacja na pozycjach 9-12. Z tej perspektywy trudno mówić o jakimkolwiek progresie.

Tutaj znów musimy wrócić do braku pewnych zawodników. Wtedy w składzie mieliśmy Diviša i Skladanego, więc możliwości zespołu były większe. Zespół prezentował wyższy poziom, ale teraz, kiedy wprowadziliśmy do zespołu tych młodych zawodników, widzimy duży potencjał tej reprezentacji. Jednak potrzebujemy czasu. To piąte miejsce, wywalczone dwa lata temu, było efektem czteroletniej pracy. Teraz z tą grupą zawodników pracujemy drugi rok, potrzebujemy jeszcze czasu na poprawę ich gry, podniesienie sportowego poziomu. Myślę, że jakichś dwóch lat, żeby te wyniki mogły być inne.

Tegoroczna Liga Europejska miała być takim polem do ogrywania młodych zawodników? Kto na tym etapie szczególnie wyróżniał się w zespole?

Tak, połowa zawodników z podstawowego składu miała wtedy wolne. Wrócili dopiero na etapie przygotowań do mistrzostw Europy. Już wtedy wyjątkowo dobrze zagrał Milan Bencz. Mimo że miał już problemy z ramieniem, prezentował się naprawdę dobrze, na tle reszty kolegów zdecydowanie najlepiej.

To właśnie Milan Bencz może być nadzieją słowackiej siatkówki?

Milan może być oczywiście liderem tej reprezentacji. Jednak sam nic nie ugra, do zespołu muszą wrócić Lukaš Diviš, Braňo Skladany. Moim zdaniem to są podstawowi zawodnicy dla tego zespołu. Wymieniłbym właśnie tę trójkę i wokół niej należałoby dalej budować zespół.

Celem dla tego zespołu ma być powrót w wielkim stylu do rozgrywek Ligi Europejskiej, którą przecież Słowacy wygrywali nie raz?

To wszystko zależy od sytuacji ekonomicznej i decyzji naszej federacji. My jako trenerzy chętnie byśmy grali do końca zmagań w Lidze Europejskiej. A gdyby pojawiło się wsparcie ze strony sponsora, dobrym rozwiązaniem byłoby także wykupienie miejsca w rozgrywkach Ligi Światowej. Gdybyśmy mieli taką możliwość, mielibyśmy szansę na konfrontacje z najlepszymi zespołami na świecie i nasi zawodnicy tam mogliby się uczyć, jak grać lepszą siatkówkę.

Pozostaje jeszcze kwestia trenera: Zanini a Chrtiansky. Jak porównałby pan tych dwóch trenerów, reprezentujących jednak odmienną szkołę trenerską?

Każdy trener ma swój system pracy, swoją psychologię i przyzwyczajenia. Zanini był inny, Chrtiansky też jest inny, ja też mam swoje metody. To inna metodyka, system pracy, dużo jednak zależy od zawodników, jeżeli będą dążyć do tego, aby być lepszym, będzie u nich chęć wygrywania, będą spokojnie trenować. Jeżeli pojawia się jakieś narzekanie, szukanie wymówek, nic z tego nie będzie.

W swojej karierze jako zawodnik został pan pewnego rodzaju rekordzistą. Niewielu jest chyba siatkarzy, którzy mieli okazje grać w reprezentacjach aż trzech krajów (Czechosłowacja, Słowacja i Grecja – przyp. red.). Z czego wynikał taki rozwój wypadków?

Jeżeli mówimy o reprezentacjach Czechosłowacji i Słowacji, wynikało to oczywiście z podziałów politycznych. Kiedy grałem w lidze greckiej, pojawiła się pewna możliwość, dostałem propozycję, aby zagrać w reprezentacji Grecji i pojechać na igrzyska olimpijskie. Każdy sportowiec, niezależnie czy siatkarz, lekkoatleta czy piłkarz, marzy o tym, aby pojechać na igrzyska. Wtedy też podjąłem rozmowy ze Słowackim Związkiem Piłki Siatkowej, czy byłaby taka możliwość, i otrzymałem zgodę, za co jestem im bardzo wdzięczny, bo dali mi szansę walki o medal olimpijski. Później nie było już szansy powrotu do gry w reprezentacji Słowacji, jednak jestem Słowakiem, mam obywatelstwo słowackie, ale także paszport grecki.

Wrócił pan jednak na Słowację… pozostał sentyment?

(śmiech) Nie do końca. Tutaj wyjaśnienie jest wyjątkowo proste – moim zdaniem na Słowacji są lepsi zawodnicy, lepsze warunki do pracy.

Praca w roli asystenta trenera reprezentacji Słowacji nie będzie pana jedynym szkoleniowym doświadczeniem.

Najbliższy sezon znów spędzę w Grecji, trenując Aris Saloniki. Nie jest to ani mocna, ani szczególnie słaba drużyna rozgrywek ligi greckiej. W tym roku chciałem jeszcze zostać w Grecji ze względu na rodzinę. Zobaczę, jak będzie, jakich zawodników będę miał, bo tego też jeszcze do końca nie wiem, będąc na mistrzostwach, wszystko dogadywałem telefonicznie. Po powrocie do Grecji zobaczę, jak to wszystko wygląda, ale jestem dobrej myśli.

Praca w roli pierwszego trenera jest większym wyzwaniem?

Nie, dla mnie to tak naprawdę podobna praca. Już zeszły sezon zaczynałem w Iraklisie, jednak tam były duże problemy…

Przez wiele lat występował pan na parkietach ligi greckiej. Jak można porównać poziom i organizację tych rozgrywek kiedyś do tego, co dzieje się w Grecji dziś?

Tego się nie da porównać. Kiedyś była to wyrównana, silna liga, gdzie graliśmy w Lidze Mistrzów. Teraz wszystko upadło, najlepsi zawodnicy na świecie nie przyjeżdżają już grać do Grecji, pozostają nam średni zawodnicy. Poziom ligi jest taki, a nie inny. Ale jeśli nie poprawi się sytuacja ekonomiczna w Grecji, nie poprawi się też sytuacja sportu w tym kraju.

Jest szansa na zmiany i poprawę sytuacji?

Powoli być może tak, najpierw musi się ustabilizować sytuacja w Greckim Związku Piłki Siatkowej. Następnie powoli należy budować wszystko od nowa. Na młodych zawodnikach zorganizować wsparcie finansowe dla klubów, ale regularnie, a nie z doskoku. Później być może do Grecji zaczną przychodzić grać zawodnicy z innych krajów, od których ci młodzi mogliby się też sporo nauczyć. I tak stopniowo poprawiłby się poziom ligi greckiej.

* rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved