Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: AZS Olsztyn nie chce być już ostatni… i raczej nie będzie

PlusLiga: AZS Olsztyn nie chce być już ostatni… i raczej nie będzie

fot. archiwum

Po ostatnim sezonie wydawało się, że olsztyńscy akademicy przypisani są do ostatniej pozycji w PlusLidze. W AZS-ie doszło do zmian, i choć drużyna Krzysztofa Stelmacha na pewno nie będzie liczyła się w walce o medale, może napsuć dużo krwi najlepszym...

Kogo bym nie zapytała, jak widzi AZS Olsztyn przed sezonem, to zaczyna się biadolenie: Tu to walka w dole tabeli, z beniaminkami mogą ewentualnie powalczyć”. Otóż nie! Chyba mało kto zorientował się, jak zmienił się zespół po ostatnich rozgrywkach. Według mnie walka z najlepszymi o najwyższe laury teraz nie wchodzi w grę, bo to nie ta półka finansowa, nie te nazwiska i nie te cele, ale już w ubiegłym sezonie Indykpol AZS Olsztyn pokazywał nie raz i nie dwa, że w siatkówkę grać potrafi. Młodej drużynie w tych najważniejszych momentach brakowało jednak doświadczenia, a teraz to doświadczenie do nich doszło. W rozgrywkach 2013/2014 zaprezentuje się już inny team – w którym połączono, jak to teraz się przyjęło, młodość z boiskowym ograniem. Najważniejsze jest to, że w drużynie z Olsztyna po ostatnim sezonie zaszły bardzo duże zmiany. Ekipę opuścił trener Radosław Panas oraz jego asystent Piotr Poskrobko, a także bardzo duża część zawodników. Wydawało się, że to w dużej mierze powód sytuacji ligowej klubu – ostatnie miejsce w PlusLidze, budżet też do najznakomitszych nie należał. Akademicy po sezonie 2012/2013 zaczęli się sypać? Otóż nie – nic bardziej mylnego. W mojej opinii z siatkarzy, którzy opuścili olsztyński zespół, najbardziej może być szkoda Guillermo Hernana – solidnego, niewysokiego rozgrywającego, który jednak prezentował się dobrze, na pewnym poziomie, a także Wojciecha Ferensa – młodego przyjmującego, który często brał ciężar gry zespołu na swoje barki i był jednym z głównych motorów napędowych AZS-u. Dwóch na jedenastu? Reszty nie szkoda? A no nie, bowiem w mojej ocenie – pierwszy raz od niekrótkiego czasu – władze drużyny okres między sezonami przepracowały bardzo dobrze i dzięki temu mocno poprawiono personalną stronę olsztyńskiego teamu.

Stanowisko trenera objął Krzysztof Stelmach, który chce w Olsztynie stworzyć solidne podwaliny dla zespołu, który za jakiś czas może wrócić do krajowej czołówki. Za jaki czas zapytacie. Rok? Dwa? Może trzy? Nie wiadomo, ale już teraz olsztynianie dają sygnał, że koniec z plasowaniem się na ostatnim miejscu w lidze, koniec z ciągłym pechem (patrz: co rusz kontuzje kluczowych graczy, m.in. Ananiewa). AZS chce walczyć i stać się solidną częścią PlusLigi. Ma mu w tym pomóc kilku nowych graczy, i to graczy, którzy z pewnością wniosą do zespołu bardzo wiele. Grą zespołu będzie kierował Maciej Dobrowolski. Zawodnik, który w ostatnich latach zbierał tylko złote medale mistrzostw Polski i odnosił sukcesy na parkietach nie tylko krajowych, będzie ostoją spokoju, doświadczenia i dobra dla całej drużyny, a zwłaszcza jej młodszej części. Zaciąg z Argentyny – przyjmujący Pablo Bengolea – już teraz pokazuje się z bardzo dobrej strony. Przyjmujący AZS-u z pewnością wypełni lukę po Wojciechu Ferensie, a być może wniesie do zespołu coś jeszcze? Zwłaszcza że wspierać go będzie w przyjęciu Rafał Buszek – wcześniej jedna ze wschodzących nadziei polskiej siatkówki, ale trochę „zakurzona” w szeregach Resovii. Buszek bowiem nie otrzymywał w odpowiednim czasie tylu szans gry, ile powinien, by jego rozwój szedł prawidłowymi torami. Sezon spędzony na wypożyczeniu w drużynie z Kielc pokazał, że grać potrafi, po nim jednak ponownie trafił na Podkarpacie. W AZS-ie gry mu z pewnością nie braknie, jeśli rozwinie skrzydła, to wspólnie z Bengoleą stworzą na boisku naprawdę niezawodny duet. W „natarciu” akademicy będą liczyć na Grzegorza Szymańskiego – ten atakujący to uznana marka, i choć najlepsze lata swojej kariery ma za sobą, to jednak jego doświadczenie i umiejętności staną się z pewnością ważną częścią gry olsztyńskiego teamu. Do nich dochodzą może nie światowej klasy, ale stabilni i prezentujący dobry poziom Matti Oivanen na środek, Grzegorz Pająk na rozegranie oraz Piotr Łuka na przyjęcie. Nie można zapomnieć o tych, którzy w drużynie już są. Z tej grupy według mnie na zwrócenie uwagi zasługują kolejni – solidni – Bartosz Krzysiek oraz Wojciech Sobala. Ten pierwszy co prawda ze względu na poważny uraz kciuka wypadł z przygotowań, jednak z pewnością w trakcie sezonu będzie stanowił z Szymańskim odpowiednią siłę ataku zespołu. Wszystko wygląda idealnie? Nic nie jest idealne, wszystko ma swoje skazy i słabsze strony. Wydaje się, że w AZS-ie tą słabszą stroną może okazać się pozycja libero. Akademicy mają w swoich szeregach Michała Żurka i Bartosza Mariańskiego i może nie tyle co walka w szykach obronnych, ale przyjęcie może w tym wypadku ucierpieć. Ale czy bardzo? To się dopiero okaże.

W tym tekście co rusz pojawia się przymiotnik „solidny”. Solidny ten, solidny tamten, ale według mnie to nie przypadek – w Olsztynie bowiem właśnie taki zespół zbudowano. Trochę nauki wyniesiono chyba z błędów popełnianych w latach poprzednich i teraz stworzono coś, co ma szansę wypalić. Oczywiście, tak jak wspomniałam, nie będzie to walka o podium mistrzostw Polski czy jego okolice, ale AZS ma szansę stać się solidnym (znowu to słowo) zespołem polskiej ligi, który opuści niechlubne ostatnie miejsce na koniec sezonu. I to nie dlatego, że do rozgrywek dołączono dwie drużyny, tylko dlatego, że akademicy są teraz drużyną zbudowaną nie na szybko, nie z łapanki, a z głową, z wizją i (niech ten tekst zakończy odpowiednie określenie)… solidnie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved