Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > V. Heynen: Tak inteligentny kapitan jak Jochen, to prawdziwy skarb

V. Heynen: Tak inteligentny kapitan jak Jochen, to prawdziwy skarb

fot. archiwum

- Widać, że poziom siatkówki w całej Europie bardzo się wyrównuje, że te słabsze ekipy równają do czołówki - wskazują na to wyniki spotkań - mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki szkoleniowiec reprezentacji Niemiec - Vital Heynen.

Porównując grę pańskiej drużyny podczas memoriału Wagnera i podczas mistrzostw, bardzo wiele się zmieniło – mecze sparingowe z Włochami miały na to wpływ?

Vital Heynen: – Po tym, jak opuściliśmy Płock, myślę, że żaden z zawodników nie spodziewał się tego, że na mistrzostwach zagramy przyzwoicie, nie mówiąc o tym, że mogłoby być tak dobrze. Zarówno ja, jak i moi gracze myśleliśmy sobie: „Co my zrobimy podczas tych mistrzostw? Jak to wszystko się ułoży?”. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że taka gra, jaką prezentowaliśmy w Płocku, nie wystarczy, aby cokolwiek ugrać na mistrzostwach. Sądzę jednak, że czasami to, by zdać sobie sprawę z tego, że zwyczajnie ma się problem, jest początkiem rozwiązania. W tamtej chwili nikt z nas nie spodziewał się tego, że rundę grupową zakończymy na pierwszym miejscu. Wtedy awans do kolejnej rudny, nawet z trzeciej pozycji, wzięlibyśmy w ciemno i każdy byłby szczęśliwy, gdybyśmy pokonali Czechów. Powiedziałem wówczas moim graczom, że przez kolejne dziesięć dni wycisnę z nich maksimum. Wysłałem ich na dwa dni do domu, ale warunek był taki, że również tam musieli trenować, tyle że we własnym zakresie. Nie mieliśmy zatem żadnej przerwy od treningów: wszyscy robili to, co w ich mocy, by zacząć grać lepiej. Zaczęliśmy grać lepiej i lepiej, nabierając pewności siebie. Mecze z Włochami bardzo nam pomogły, ale oni nie grali swojej siatkówki, podobnie jak Rosjanie. I jedni, i drudzy pomogli nam i wszystko wskazuje na to, że jak do tej pory wszyscy nam pomagają (śmiech). Być może Polacy lub Bułgarzy w ćwierćfinale również nam pomogą? (część rozmowy przeprowadzona przed meczami barażowymi – przyp. red.)

Powiedział pan, że nikt z was nie wierzył w to, że awansujecie z pierwszego miejsca w grupie. W Płocku Jochen Shoeps przyznał też, że waszym celem będzie jedynie poprawić rezultat sprzed dwóch lat. I udało wam się to po zaledwie pierwszym spotkaniu.



– Muszę przyznać, że tak inteligentny kapitan jak Jochen, to prawdziwy skarb. On zawsze wie, co mówi. Po memoriale nasze myśli skupiały się głównie na tym, że musimy pokonać przynajmniej Czechów i jak to zrobić. Przygotowania do czempionatu nie były dla nas najszczęśliwsze, a Jochen nabawił się kontuzji, co było dla nas wielką stratą. Po wygranej nad Rosjanami byliśmy wstrząśnięci, to było niesamowite! Wcześniej nie myśleliśmy o wygranej w secie czy dwóch, a tymczasem udało się zwyciężyć w trzech! Nikt z nas tego nie planował – tak już się dzieje, że czasem sprawy układają się po twojej myśli, a czasem nie.

Chyba niewielu spodziewało się takiego wyniku i większość ludzi to Niemców wskazuje jako największą niespodziankę turnieju.

– Tak, ja także przed mistrzostwami czytałem wiele artykułów i nikt nie przewidywał, że Niemcom pójdzie tak dobrze. Rozumiem, że może być to zaskoczeniem, ale rok temu znaleźliśmy się wśród ośmiu najlepszych drużyn igrzysk olimpijskich, bardzo dobrze spisywaliśmy się w ubiegło- i w tegorocznej Lidze Światowej, zatem sądzę, że udowodniliśmy, że możemy osiągać dobre wyniki i na nie zasłużyliśmy. To w sumie powinno być coś normalnego. Dobrze, nie jesteśmy faworytami, inne ekipy nimi są, ale myślę, że ludzie, którzy znają się na siatkówce, chwalą nas i twierdzą, że gramy dobrze.

Wcześniej, choćby właśnie podczas memoriału, gdy gra wam nie szła, wyglądało to tak, jakby wszyscy byli osobno, nie tworzyli zgranego zespołu. Teraz uległo to zmianie i widać, że wszyscy bardzo się wspierają. Podobno wiele rozmawialiście na temat tego, że każdy powinien wnieść coś pozytywnego do zespołu, że musicie stworzyć kolektyw.

– To prawda – dużo rozmawialiśmy na temat samych pozytywów. Gdy myślisz negatywnie, widzisz tylko złe strony, to stajesz się też negatywną osobą. Jeśli zaczniesz się uśmiechać, mimo że jesteś w złym nastroju, to on znika i znów stajesz się optymistą. Jeśli patrzysz na świat przez różowe okulary, stajesz się coraz bardziej pozytywny i jest ci w życiu łatwiej. Ja i cała moja drużyna ciężko pracowaliśmy nad takim podejściem – wszyscy zadecydowaliśmy, że musimy je wprowadzić w życie. Mówiliśmy tylko o miłych, dobrych rzeczach, pomijając te złe. Nie powiedziałbym jednak, że wcześniej nie byliśmy kolektywem. Tak to już jest, że jeśli zespół gra źle, nie jest łatwo znaleźć rozwiązanie i każdy spogląda na siebie, ale chciałbym zaznaczyć, że przez cały czas atmosfera w drużynie była naprawdę świetna. Bardzo ciężko trenowaliśmy, co nie jest taką prostą sprawą gdy nic nie idzie po twojej myśli, prezentujesz się źle, a chciałbyś grać na wysokim poziomie. Nie myśleliśmy jednak o tym i, tak jak powiedziałem, skupialiśmy się tylko na pozytywach i to przyniosło efekt.

Jeśli już mowa o pozytywach, to w zespole jest wielu młodych zawodników, kilku debiutantów, którzy dają radę i prezentują się dość ciekawie.

– Jeśli rok po igrzyskach olimpijskich wciąż będziesz grać tymi samymi zawodnikami, to oni będą zmęczeni. Z tej też przyczyny uważam, że polska reprezentacja w tym roku nie gra tak dobrze. Podobnie zresztą Włosi, Serbowie czy Rosjanie, grając wciąż tymi samymi siatkarzami, będą zmęczeni ciągłym wygrywaniem medali – dla nich to już żadna frajda. Jeśli jesteś dobry, to nawet jeśli z początku ci nie idzie, nie musisz się martwić. Dla moich młodych zawodników zajęcie pierwszego miejsca w grupie było bardzo istotne – takie rzeczy ich nakręcają, dają motywację do pracy. Niemal identycznie sytuacja wygląda u Francuzów, Belgów czy Finów. Dlatego też uważam, że dobrze zrobiliśmy, wymieniając tak wielu zawodników i dając szansę młodszym. Oni naprawdę radzą sobie świetnie, ale, jak powiedziałem, nie mógłbym powiedzieć niczego złego o moich podopiecznych. Oni są fantastycznymi ludźmi i bardzo się cieszę, że mogę z nimi pracować.

Czy po tych trzech wygranych meczach zaczęliście myśleć o tym, jak duże macie szanse na awans do finałów?

– Czy w Kopenhadze mielibyśmy grać na stadionie piłkarskim? Bo szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się wcześniej nad tym. Nikt z nas, oceniając realnie nasze szanse, nie myślał o tym. Nie jesteśmy absolutnie do tego przygotowani, w ogóle nie myśleliśmy o grze w Kopenhadze. Nie przyjechaliśmy tutaj, do Polski, z nastawieniem, że później przeniesiemy się do Danii. Wcześniej opowiadałem żart o tym, że nie mamy już ubrań na mecz ćwierćfinałowy. Muszę przyznać, że to nie był żart i rzeczywiście w poniedziałek robiliśmy wielkie pranie. Niemniej jednak jestem szczęśliwy, że tak zaskoczyliśmy, ale nie chciałbym wybiegać myślami tak daleko w przyszłość. Koncentrujemy się raczej na bieżących meczach, wyznaczając sobie drobne cele krok po kroku.

To nieco zaskakujące podejście, zwłaszcza że celem sportowca jest wygrywanie. Zresztą trener Tillie również stwierdził, że choć niektórzy twierdzą, że kilka zespołów w turnieju kalkulowało, to on nie mógłby sobie na coś takiego pozwolić – nie mógłby powiedzieć swoim graczom, żeby z kimś przegrali, bo później trafią na łatwiejszego rywala. To oznaczałoby bowiem dla nich, że ich trener w nich nie wierzy, bo szuka dla nich wygodniejszych przeciwników.

– To nie jest tak, że ja nie wierzę w swoich graczy. Każdy chce wygrać grupę, awansować do ćwierćfinałów z pierwszego miejsca, bo to oznacza jeden dzień odpoczynku więcej. To jest bardzo ważne. Jeśli jednak zajmujesz drugie miejsce, to jeszcze nie jest tak duży problem, zwłaszcza jeśli mowa o zespołach takich jak Rosja czy Polska. Kłopotem jednak może być to, że te ekipy będą mieć jeden dzień mniej na regenerację i muszą znów grać dwa dni pod rząd. My mamy nieco więcej czasu, by ochłonąć, zregenerować siły. Z tej też przyczyny uważam, że najlepiej być liderem grupy. Choć dobrze, nikt w sumie nie byłby rozczarowany, gdybyśmy zajęli drugie miejsce w grupie – tu nie o to chodzi. Dlatego też przed meczem z Czechami rozmawiałem z moimi zawodnikami, miałem nadzieję, że wygrają. Być może, gdyby przegrali i gdybyśmy zajęli drugie miejsce w grupie, nasza droga do Kopenhagi byłaby łatwiejsza, ale nie chciałem takiej sytuacji. Nie wierzę w tego typu kalkulacje, nieważny był przeciwnik, liczyło się to, że mieliśmy jeden dodatkowy dzień na spokojny trening. Po meczu wszystko możesz wytłumaczyć, wyjaśnić, pomocne będą tu statystyki i rzeczywiście, być może niektórzy kalkulowali, by zająć to drugie miejsce, ale moje zdanie jest takie, że przed rozpoczęciem turnieju każdy chciał wygrać.

Jeśli mowa o pana zespole, to w czym tkwi jego największa siła?

– To trudne pytanie… Myślę, że tworzymy prawdziwy, bardzo zgrany team. Mamy w drużynie Grozera, który jest chyba najpopularniejszym zawodnikiem, ale obecnie nie jest w najlepszej formie. On jednak nie jest jedynym dobrym graczem w ekipie – mamy kilku innych, równie dobrych siatkarzy, ale nikt z nich się nie wywyższa. Wszyscy naprawdę doskonale się rozumieją, trzymają razem. Dodatkowo moja drużyna jest bardzo dobrze zorganizowana, co w zasadzie jest typowe dla Niemców, i wreszcie to znalazło odzwierciedlenie w jej boiskowej postawie. Wcześniej, kiedy oglądałem niemiecką siatkówkę, zastanawiałem się, dlaczego ten team nie jest zbyt dobrze zbudowany, przygotowany taktycznie, technicznie, bo w mojej ocenie powinni być najlepsi na świecie. To przecież tak doskonale zorganizowany kraj! Cieszę się, że w końcu to zaskoczyło i gramy coraz lepszą, coraz lepiej zorganizowaną, coraz bardziej dopracowaną siatkówkę.

Czyli jest pan właściwym człowiekiem na właściwym miejscu?

– Nie wiem, czy tak jest (śmiech). Aczkolwiek jestem zdania, że musisz lubić to, co robisz w życiu, to, czym się zajmujesz. I tak długo, jak będzie sprawiało mi to przyjemność, będę trenerem. Dopóki praca z nimi będzie przynosiła mi radość, dopóki oni będą lubić pracę ze mną, dopóty będę ich szkoleniowcem. To bardzo pozytywne, że się dogadujemy. Podczas treningów mamy naprawdę bardzo wiele frajdy, którą łączymy z ciężką pracą, to idealne połączenie. Powtórzę, jak długo ja będę lubić tych zawodników, a oni będą lubić mnie, tak długo będziemy współpracować. Dla mnie to bardzo fajna sprawa i uważam, że najważniejsze jest to, by złapać dobry kontakt ze swoimi siatkarzami. Pomiędzy trenerem a graczami musi być chemia. To nie znaczy, że absolutnie ma nie dochodzić do sprzeczek – one są nieuniknione, ale najważniejsze jest to, by dobrze się dogadywać i by lubić swoją pracę i atmosferę w niej panującą. To najlepsza recepta na sukces.


Teraz, po zakończeniu mistrzostw, na spokojnie, może pan powiedzieć, że jest zadowolony z wyniku? (część rozmowy przeprowadzona po turnieju – przyp. red.)

– Jestem generalnie zadowolony z tego, co zrobiliśmy podczas czempionatu. Jeśli chodzi o wynik, to zawsze chcesz być jak najlepszy, niemniej jednak jestem szczęśliwy z tego, jak się prezentowaliśmy, z tego, jaką drużynę stworzyliśmy.

Jak zatem podsumowałby pan te mistrzostwa?

– To kolejny krok, jaki wykonaliśmy podczas naszej drogi, którą rozpoczęliśmy rok temu, kiedy objąłem reprezentację. Wówczas zrobiliśmy coś niesamowitego, uzyskując awans do igrzysk olimpijskich, to wiele znaczyło dla tego zespołu. Teraz tworzymy nowy team, ukierunkowany na przyszłość i ten turniej był jedynie przystankiem, który pokazał nam, że zmierzamy we właściwym kierunku. Być może dla was, dziennikarzy, to nic wielkiego, ale dla nas trenerów, zawodników, to naprawdę istotna sprawa. Bardzo ważne jest dla nas to, że czujemy, iż się rozwijamy, stajemy się coraz lepsi. Podsumowując zatem, te mistrzostwa to jedynie kolejny krok na drodze do celu.

Czyli waszym kolejnym celem są igrzyska olimpijskie? A co z przyszłorocznymi mistrzostwami świata?

– Kończąc swój udział w mistrzostwach Europy na etapie ćwierćfinałów, jest dość oczywiste, że nie ma się zagwarantowanego udziału w mundialu. Musimy tę kwalifikację wywalczyć, to dla nas ważne, ale nie najważniejsze. Oczywiście, jeśli zakwalifikujemy się to przyszłorocznych mistrzostw, to nie przylecimy do Polski tylko i wyłącznie pograć sobie w siatkówkę, a powalczyć o dobry wynik. Wciąż jednak najistotniejsze dla nas jest to, by awansować do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. I nie chodzi tutaj o samą kwalifikację, chodzi nam o to, by zagrać tam jak najlepiej, coś ugrać. Wciąż staramy się wykonać kolejny krok naprzód i jeśli już to zrobimy, to sądzę, że już w przyszłym roku Niemcy będą jeszcze lepsi.

Co prawda o przepustkę na mundial czy igrzyska musicie powalczyć, ale udział w kolejnych mistrzostwach Europy już sobie zapewniliście.

– Ja jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, moi zawodnicy nieco mniej (śmiech). Ja powiedziałem wówczas: „Super, mamy już zapewniony udział w kolejnych mistrzostwach!”, a moi gracze na to: „Nie trenerze, to za mało, my przyjechaliśmy tu coś wygrać”. Dla szkoleniowca to fantastyczna sprawa mieć tak ambitnych podopiecznych. Oczywiście, fajnie, że mamy już tę kwalifikację i nie będziemy musieli zaprzątać sobie nią głowy w przyszłości. Polska przeciwnie… ale myślę, że to nie jest taka prosta sprawa – my w tego typu kwalifikacjach graliśmy przed rokiem i to naprawdę męczące.

Jak pańscy gracze odebrali porażkę z Bułgarami, jak czują się teraz?

– Zaraz po meczu wszyscy byli zdruzgotani, bardzo rozczarowani, ale z każdym dniem czuli się coraz lepiej. Na tym meczu świat się nie kończy, a jak by nie było, to było dla nas bardzo udane lato, dlatego też wszyscy byli zadowoleni z pracy jaką wykonaliśmy, z tego jak dobrze pokazaliśmy się na mistrzostwach, mimo że trafiliśmy do najtrudniejszej grupy. To są rzeczy, które dla nas mają duże znaczenie.

A czy teraz, po czasie, zmieniłby pan coś w przygotowaniach, w grze?

– Niekoniecznie. Oczywiście, zawsze staram się robić wszystko tak, aby efekt był jak najlepszy, ale w tym przypadku chyba nie zdecydowałabym się na jakieś zmiany. Naprawdę, bardzo podobało mi się to, jak spędziłem to lato z moimi zawodnikami, to, w jaki sposób pracowaliśmy. I odnoszę wrażenie, że siatkarze również są zadowoleni z tego, jak ten czas został przepracowany. Oczywiście, w przyszłości będziemy wprowadzać takie zmiany, jakie będą konieczne do tego, by się rozwijać, ale nie będą one zbyt wielkie. Choć szczerze mówiąc, nie wiem, co na to federacja… Być może Niemcy również mieli spotkanie dotyczące tego, czy zwolnić trenera, jak to miało miejsce w Polsce? (śmiech)

A jak oceniłby pan poziom całych mistrzostw?

– Mogę mówić tylko o tym, co działo się w Polsce, a tutaj poziom turnieju był bardzo wysoki. Widać, że poziom siatkówki w całej Europie bardzo się wyrównuje, że te słabsze ekipy równają do czołówki – wskazują na to wyniki spotkań. Oczywiście, że są drużyny, przed którymi jeszcze wiele pracy, są też takie, które bez wątpienia należą do światowej czołówki, ale różnice coraz bardziej się zacierają. Myślę, że jeszcze w najbliższym czasie ci potentaci będą wygrywać, ale za jakieś dwa lata to ulegnie zmianie i to te młode, nowe zespoły przejmą po nich schedę. Mowa tu Belgii, Francji, Serbii, Niemczech. Sądzę, że któraś z tych drużyn na pewno znajdzie się w czołówce.

Podobnie twierdzi Milos Nikić, który powiedział, że za dwa lata jego zespół będzie jeszcze groźniejszy i podczas kolejnych mistrzostw będzie w stanie walczyć o złoto.

– To możliwe. Choć ja nigdy bym nie powiedział czegoś takiego, ani nie pozwoliłbym zrobić tego żadnemu z moich podopiecznych. Przecież zdobycia złotego medalu nie da się zaplanować, w przeciwieństwie do tego, by grać coraz lepiej, bo to kwestia przygotowania i motywacji. Jestem przekonany, że Francja, Belgia, Serbia przez najbliższe dwa lata rozwiną się i staną się o wiele groźniejsze, a wtedy zobaczymy, kto wygra. Myślę, że wówczas zespoły takie jak Rosja, Włochy czy Polska sobie poradzą. Obecnie nie wiadomo przecież jaki będzie rozkład sił w przyszłości.

Jeśli chodzi o pana, to zdecydował się pan na współpracę z jakimś klubem czy skupia się pan tylko na reprezentacji?

– Żaden klub mnie nie chce! (śmiech) Przez najbliższe dwa miesiące będę się skupiać jedynie na pracy w Niemczech, będę starał się pomóc tamtejszej federacji i myślał o tym, co nas czeka za rok. Wybieram się też do Brazylii na mistrzostwa świata poniżej 23. roku życia, a później czeka mnie wycieczka po Europie, by obejrzeć kilka ciekawych meczów i przyjrzeć się moim zawodnikom.

*rozmawiała Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-10-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved