Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > M. Dobrowolski: Hitem transferowym może być przyjście Veresa

M. Dobrowolski: Hitem transferowym może być przyjście Veresa

fot. archiwum

Po dwóch wygranych meczach z Transferem Bydgoszcz kapitan AZS-u Olsztyn Maciej Dobrowolski opowiadał o nadziejach związanych z powrotem do rodzinnego miasta, oceniał transfery do PlusLigi, dzielił się swoimi pomysłami na początek kariery trenerskiej.

Za wami dwa zwycięskie sparingi z Transferem Bydgoszcz. Jakie są pana wrażenia po tych meczach?

Maciej Dobrowolski: Jeżeli chodzi o sam wynik, to wrażenia na pewno dobre. Końcówka przygotowań powoli się zbliża – zostały nam dwa tygodnie z kawałkiem do ligi i mimo że wynik na dzisiaj może jeszcze nie jest najważniejszy, to proporcjonalność wagi tego rezultatu zaczyna się pojawiać. Im bliżej do startu sezonu, tym lepiej wygrywać. O ile na początku to wszystko inne jest ważne, o tyle teraz myślę, że z każdym meczem, z każdym sparingiem będziemy starali się łączyć dobre elementy naszej gry i ich powtarzalność, żeby ten wynik był korzystny.

Dla pana będzie to chyba szczególny sezon. Po latach sukcesów, mistrzostwach Polski ze Skrą i Resovią, mistrzostwie Austrii, wraca pan do domu, do Olsztyna. Jakie są pana prywatne cele związane z tym powrotem?



– Mam przed sobą dużo motywacji i ambicji, tych indywidualnych, ale przede wszystkim zespołowych, które – mam nadzieję – będą mogły być w tym sezonie zrealizowane. Dla mnie jest to bardzo osobisty powrót. Wracam do domu, jest nowy zespół, nowy sztab szkoleniowy, nowe władze w klubie. Mnie osobiście bardzo zależy na tym, żeby stworzyć taką grupę ludzi, żeby olsztyńska siatkówka pięła się w górę tabeli. Wiadomo, że z dnia na dzień nie jesteśmy w stanie tego zrobić i że nasze umiejętności mogą nie być wystarczające, żeby grać o medale. Powiedzmy sobie szczerze: naszym celem na dzisiaj jest awans do fazy play-off i o to będziemy się bili w każdym meczu, niezależnie od tego, jaki to będzie przeciwnik, nawet ten uznany za zdecydowanego faworyta. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Myślę, że później, przez te kilka miesięcy zespół dojrzeje na tyle, że może będzie miał możliwość sprawienia jakiejś niespodzianki.

Do AZS-u dołączyli przed sezonem dwaj zawodnicy spoza PlusLigi, czyli Pablo Bengolea i Matti Oivanen. Takich ruchów transferowych spoza naszego kraju było zresztą w tym roku niemało. Który z nich zwrócił pana szczególną uwagę? Kogo uważa pan za zawodnika, który może podbić naszą ligę?

– Na pewno cieszę się z naszych transferów. Pablo już pokazuje, że może być bardzo wartościowym siatkarzem. Bardzo fajnie wkomponował się w grupę i jako zawodnik, i jako człowiek. Zobaczymy, jak będzie wyglądała sytuacja z Oivanenem. Bardzo podobała mi się jego gra w reprezentacji, ale też reprezentacyjny poziom grupy jest na pewno inny niż poziom klubowy. Myślę, że będziemy mogli od niego wymagać dużo dobrych rzeczy, a on dużo dobrych rzeczy będzie w stanie nam sprzedać. Jeżeli chodzi o ligę, to zmian było sporo. Pojawiło się bardzo dużo Argentyńczyków. Są to zawodnicy fajnie wyszkoleni technicznie, żywiołowi. Myślę, że wniosą powiew świeżości. Mnie osobiście się wydaje, że największym hitem transferowym spoza PlusLigi może być przyjście Veresa do Resovii. Widziałem tego zawodnika na żywo po drugiej stronie siatki. Uważam go za bardzo dobrego siatkarza, który już bardzo silny zespół rzeszowski jest w stanie jeszcze podnieść do góry i pomóc powalczyć o wyższe cele w Europie. Wewnątrz PlusLigi bardzo mocnym transferem będzie według mnie przejście Antigi z Bydgoszczy do Bełchatowa. Jest to zawodnik, który posiada wszystkie elementy na wysokim poziomie. Ustabilizuje przyjęcie i obronę w drużynie Skry, a jednocześnie otworzy możliwości pozostałym skrzydłowym. Poza tym godne uwagi są też transfery Uriarte i Conte, którzy są czołowymi zawodnikami swojej reprezentacji. Dużo jest więc tych ruchów. Każdy klub pozyskał wartościowych zawodników, oczywiście w miarę swoich możliwości finansowych.

Wspomina pan o powrocie do Bełchatowa Stephana Antigi. Do Skry, tyle, że w innej roli, wrócił też Miguel Falasca – dopiero co zakończył karierę zawodniczą, a teraz będzie trenerem. Miał pan z nim okazję grać w jednej drużynie. To dobry ruch włodarzy z Bełchatowa?

– Mnie się wydaje, że paradoksalnie może być to dobre posunięcie, mimo że Miguel doświadczenia trenerskiego będzie nabywał z czasem, choćby z racji tego, że dopiero skończył grać. Moje prywatne zdanie jest takie: jeśli zawodnik kończy karierę i ma pracować jako trener, to są dwie drogi. Po pierwsze, powinien pracować z bardzo dobrym pierwszym trenerem jako asystent i się rzeczywiście przyuczać. Taką drogę przeszło w Polsce kilku trenerów: Jacek Nawrocki pracował przy trenerze Mazurze i Castellanim w Bełchatowie, Andrzej Kowal przy Travicy i Suchu w Resovii. Druga opcja to po prostu od razu skakać na głęboką wodę. Jeżeli jest oferta z dobrego klubu, to podejmować ryzyko. Wydaje mi się, że zaczynając od pracy z klubami dużo słabszymi, trudno jest od razu mieć możliwość startu w wielką siatkówkę. A w przypadku sukcesu Skry Miguel tak naprawdę ma drzwi otwarte, czy to do kontynuacji pracy w Bełchatowie, czy zmiany na inny dobry klub bądź w przyszłości do podjęcia pracy z jakąś reprezentacją. To jest tylko moja opinia, bo nie wiem, jak on się na to zapatruje, jakie są jego oczekiwania i jak on będzie sobie radził jako szkoleniowiec. Wszyscy będziemy to obserwować.

Innym ruchem Skry było sprowadzenie do zespołu Wojciecha Włodarczyka, który bardzo dobrze sobie radził w lidze austriackiej. Wspominał jednak, że poziom profesjonalizmu, przede wszystkim organizacji klubu, odbiega tam od tego znanego w Polsce. Zdarza się na przykład, że zawodnicy podróżują na mecze samochodami. Jak to wyglądało, gdy pan występował w Austrii?

– W Polsce wszystko jest bardzo dobrze rozwinięte, szczególnie na etapie PlusLigi. Kluby są już tak daleko zaawansowane, jeśli chodzi o organizację, że rzeczywiście zawodnicy mogą się przyzwyczaić do pewnego komfortu i mogą tego komfortu oczekiwać. Trudno mi się odnosić do słów Wojtka, bo wiem, w jakim klubie on był. Za moich czasów to był dużo słabszy zespół niż Wiedeń czy Innsbruck. Ja akurat byłem w Wiedniu i rywalizowaliśmy z Innsbruckiem o mistrzostwo. Te dwa klubu były zorganizowane może nie na takim poziomie jak w Polsce, ale nie mieliśmy problemu z przemieszczaniem, komunikacją, hotelami, przelotami. U nas te rzeczy były, nie przesadzając, na średnim standardzie europejskim. W innych klubach rzeczywiście było gorzej, ale to wszystko wynika z braku pieniędzy. Wydaje mi się, że to nie tylko w Austrii tak jest. Sam pamiętam, jak byliśmy z Wiedniem na sparingach w Belgii czy w Holandii. Tam też zespoły przemieszczały się busami i nie było to dla nikogo problemem. Jeżeli w Polsce ten poziom jest tak wysoko doprowadzony, to rzeczywiście może to polskich zawodników razić w oczy. Ale nie byłem w Austrii 8 lat, więc nie wiem, jak jest teraz.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-09-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved