Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Jochen Schöps: Wiem, że drużyna mnie nie potrzebuje

Jochen Schöps: Wiem, że drużyna mnie nie potrzebuje

fot. Joanna Skólimowska

- Chcieliśmy być lepsi niż dwa lata temu, choć trudno byłoby nam osiągnąć gorszy rezultat niż na ostatnich mistrzostwach - mówił o celach na ME Jochen Schöps. Strefie Siatkówki opowiedział też o roli rezerwowego oraz o pozytywnej energii w zespole.

Co dokładnie dzieje się z twoim zdrowiem? Nabawiłeś się drobnej kontuzji podczas memoriału, ale ona nie miała wykluczyć cię z gry na tyle czasu.

Jochen Schöps: – Nabawiłem się urazu mięśni brzucha. To nie jest na tyle poważna kontuzja, żeby miała mnie wykluczyć z gry na bardzo długo, ale niestety, przydarzyła się w bardzo nieodpowiednim czasie. Potrzebuję około dwóch tygodni, by ją całkowicie zaleczyć, a wcześniej nie mogę powrócić do gry z uwagi na obawę przed odnowieniem się jej. Szkoda, że akurat teraz przydarzył mi się ten uraz, na tak krótko przed mistrzostwami. Niemniej jednak z dnia na dzień jest coraz lepiej, dochodzę do siebie, moje leczenie już niemal dobiegło końca. Trenuję już w zasadzie normalnie, ale wciąż nie wiem, w jakim stopniu mógłbym pomóc drużynie na tę chwilę. Dlatego też jestem bardzo zadowolony z tego, jak moi koledzy grają, z ich wyników. Dzięki temu nieco łatwiej siedzieć mi za boiskiem i ich obserwować (śmiech).

A czy jest możliwe, że wyjdziesz na boisko w kolejnym meczu?



– Jest taka możliwość, ale nie wiem, jaką decyzję podejmie trener. Być może też nie jestem gotów do gry na 100%, a jeśli miałbym dać z siebie w meczu jedynie 70-80% i nie wiedziałbym, czy to pomoże zespołowi, to lepiej, żeby grali całkiem zdrowi zawodnicy, którzy mogą zrobić więcej. Zobaczymy, jak to się ułoży. Patrząc z mojej perspektywy, mam nadzieję, że będę robić postępy, zdrowieć, a jeśli trener powie, że dostanę szansę, będę szczęśliwy. Nie wolno mi jednak zbyt mocno ryzykować, bo zaraz po mistrzostwach wracam do Rzeszowa, a tam nie byliby szczęśliwi, gdyby stan mojego zdrowia się pogorszył (śmiech). Zwyczajnie musimy myśleć też przyszłościowo…

Jak czujesz się więc w roli obserwatora, który nie ma szansy na to, by pomóc swojej drużynie na boisku?

– Teraz, póki wygrywamy, póki moi koledzy grają dobrze, na równym, stabilnym poziomie, ja się nie denerwuję. Wiem, że nie potrzebują mojej pomocy. Jeśli jednak robiłoby się nieco goręcej, zaczęłaby się nerwówka. Zupełnie inaczej jest, gdy jesteś z drużyną, w meczowym składzie, możesz wejść na boisko – wówczas jesteś spokojniejszy. Jeśli jednak obserwujesz to wszystko z zewnątrz, z boku i niewiele możesz zrobić, to bardzo deprymuje.

Tak jak powiedziałeś, twoja drużyna gra bardzo dobrze. Wydaje mi się, że po memoriale Wagnera niewielu się tego spodziewało. Te dwa wygrane mecze z Włochami pomogły wam odzyskać pewność siebie?

– To w pewnym sensie kwestia pewności siebie, ale nie tylko, bo także i naszej gry. To, co nie funkcjonowało podczas memoriału, zaskoczyło teraz. W Płocku nie graliśmy swojej gry, nie graliśmy na swoim normalnym poziomie, dopiero w meczach z Włochami to wszystko zaczęło działać. Podczas pierwszego meczu towarzyskiego zagraliśmy dobrze, pokonując ich, ale tak naprawdę dopiero podczas tego drugiego zaczęliśmy prezentować swój poziom i to wciąż trwa. To był właśnie nasz cel, chcieliśmy zacząć grać stabilnie, równo.

– Być może jest to też kwestia pewności siebie, bo kiedy wygrywasz z reprezentacją Włoch, możesz być szczęśliwy. Nikt jednak nie był aż tak szczęśliwy, by popadać w euforię. Wszyscy wiedzieliśmy, że przede wszystkim musimy ustabilizować swoją formę. To się udało, co bardzo nas cieszy.

Zwycięstwo z Włochami nie pozwoliło wam popaść w euforię, ale przypuszczam, że pokonanie Rosji już tak.

– Oczywiście, że ono nas bardzo uszczęśliwiło. Dało nam szansę dobrze rozpocząć turniej, zająć pierwsze miejsce w grupie, co wśród takich rywali było niesamowicie trudnym zadaniem. To jednak tylko mecz grupowy, a na dodatek pierwszy, inauguracyjny. Być może Rosjanie nieco nas zlekceważyli? Graliśmy z nimi w memoriale, tam nas pokonali i być może rzeczywiście teraz nas nie docenili. To jednak mogła też być kwestia dyspozycji dnia: wtedy my byliśmy lepsi, ale wiemy, że i Rosjanie potrafią grać o wiele lepiej. Po tym meczu już się „obudzili”, zarówno w sobotę, jak i w niedzielę zaprezentowali już swoją grę, taką, do której wszystkich przyzwyczaili.

Dzięki tej wygranej macie też jeden dzień odpoczynku więcej i jedynie czekacie na swojego rywala w ćwierćfinale.

– Tak, to dla nas dodatkowy plus. Jeden dzień więcej spokojnego treningu, odpoczynku na pewno się przyda, gdyż w zasadzie trzy mecze graliśmy niemal tym samym składem. Taka przerwa to naprawdę fajna sprawa. Dodatkowo już jesteśmy w tych ćwierćfinałach, znaleźliśmy się wśród ośmiu najlepszych drużyn turnieju, a to fantastyczny rezultat. Zobaczymy, z kim przyjdzie nam się zmierzyć, ale z pewnością czeka nas trudny mecz. My jednak postaramy się sprostać wyzwaniu.

Waszym celem na te mistrzostwa było zagrać lepiej niż przed dwoma laty. Zadanie zostało wykonane.

– Tak, udało nam się tego dokonać już w pierwszym meczu (śmiech). Musimy zatem wyznaczyć sobie inny, kolejny cel.

Jaki? Wasz trener powiedział, że te mistrzostwa nie są dla was najważniejszą imprezą.

– Jeśli spojrzysz na cały cykl olimpijski – to są pierwsze mistrzostwa Europy po ubiegłorocznych igrzyskach. Wiele drużyn wymieniło składy, odmłodziło je, powołania otrzymało wielu nowych zawodników, kilku starszych odeszło. Dla nas kolejnym ważnym turniejem są igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku. Do nich pozostały trzy lata, a imprezy typu Liga Światowa, mistrzostwa Europy czy świata są jedynie pewnymi etapami przygotowań do igrzysk. Patrząc w ten sposób, to ten czempionat jest dla nas jedynie małym krokiem do przygotowania się do innego celu. Choć jasne, jesteśmy sportowcami! Nie przyjeżdżamy więc na turniej z podejściem, że nie chcemy niczego ugrać. To dla nas ważne i oczywiście, że przyjeżdżając tu, chcieliśmy dać z siebie wszystko, wygrywać.

Mi wydawało się, że być może trener Heynen chce z was całkowicie zdjąć presję.

– Jeśli to miał na celu, to rzeczywiście zadziałało. Myślę jednak, że nikt na nas nie stawiał na tyle, by ciążyła na nas duża presja, ciśnienie. Zwłaszcza, że chcieliśmy być jedynie lepsi niż dwa lata temu. Choć szczerze powiedziawszy, trudno by było nam osiągnąć gorszy rezultat niż na ostatnich mistrzostwach. My sami nie spinaliśmy się, staraliśmy się nie myśleć o ciśnieniu, wielkich oczekiwaniach, nie narzucać sobie niczego. Nie mówiliśmy sobie, że koniecznie chcemy zdobyć medal, bo wówczas ta presja byłaby ogromna, zwłaszcza w takiej grupie, do jakiej trafiliśmy. Ok, jeśli coś takiego było zamierzeniem trenera, to udało mu się to znakomicie (śmiech)!

Dodatkowo wygląda to tak, że na boisku zaczęliście tworzyć jedność. W drugim secie, w jego końcówce, zaczęło się robić gorąco, ale nikt nie denerwował się, nie próbował niczego narzucać, a jedynie wspieraliście się nawzajem.

– To cecha dobrej drużyny. Tak to powinno wyglądać. Pewnie, każdy zespół ma swoje wzloty i upadki, gorsze i lepsze momenty, ale każdy jeden zawodnik powinien starać się pomóc, bo przecież potrafi. Każdy może wnieść do drużyny coś pozytywnego. Mieliśmy kilka rozmów tego dotyczących, wyjaśniliśmy sobie, co możemy, co powinniśmy robić, w jaki sposób możemy sobie pomóc. Udało nam się odzyskać „team spirit”, znów się wspieramy, każdy daje z siebie wszystko, wnosi wiele pozytywnej energii i to bardzo dobrze wygląda.

* rozmawiała Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-09-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved