Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Andrea Anastasi: Jeśli zacznę czuć presję, to lepiej, bym zmienił pracę

Andrea Anastasi: Jeśli zacznę czuć presję, to lepiej, bym zmienił pracę

fot. archiwum

Już dziś startują ME, a oczekiwania wobec Polaków są bardzo wysokie. - Nauczyłem się odcinać od tego całego zamieszania, które tworzy się wokół reprezentacji - mówi Andrea Anastasi, dodając, iż zawodnicy w trakcie turnieju dadzą z siebie wszystko.

Zacznijmy od powołań, które były nieco zaskakujące, a niektórzy wręcz twierdzą, że podjął pan odważne decyzje. Jak odniósłby się pan do tego?

Andrea Anastasi: – Ja jestem za nie odpowiedzialny (śmiech). Jestem naprawdę spokojny, to był jeden wybór, decyzja związana z grą. Przez cały sezon nie widziałem, żeby Zibi grał tak, jak tego od niego oczekiwałem, choć spędziłem z nim wiele czasu. Nigdy jednak nie zobaczyłem Zibiego w takiej formie, w jakiej chciałem. Oczywiście – drzwi do kadry dla niego nie są zamknięte! Na pewno nie dla niego. Jestem naprawdę zrelaksowany, wyluzowany, bo mam pewność, że wybrałem dobrą taktykę.

Czyli nie czuje pan żadnej presji, ciśnienia?



– Nie (uśmiech). W Polsce zawsze jest tak samo: jeśli zacznę odczuwać presję, to lepiej, żebym zmienił pracę (śmiech). Tak naprawdę bardzo trudno jest choćby minimalnie nie odczuwać tego ciśnienia, bo wszyscy ludzie bardzo wiele oczekują od drużyny narodowej i spodziewają się dobrych wyników. Ja to rozumiem, ale tak to działa, że ja muszę być pewny moich zawodników, spokojny, skupiony na tym, co robię, bo przecież to ja widzę jak grają, trenują moi gracze każdego dnia.

Mówi pan, że w Polsce ta presja jest większa, ale przypuszczam, że takie same oczekiwania były względem reprezentacji Włoch, kiedy pan ją prowadził.

– To prawda, tak. Nauczyłem się już nie zwracać na to uwagi, odcinać się od tych plotek, od tego całego zamieszania, które tworzy się wokół reprezentacji. Przecież nie mam na to wpływu i nic z tym nie zrobię, czyż nie? Jedyne, co mogę uczynić, to spróbować ochronić przed tym zespół. Muszę starać się to robić, obrać odpowiednią strategię, by chronić kadrę przed tym całym szumem.

Przypuszczam, że największy komfort pracy miał pan wobec tego w Hiszpanii.

– W tym momencie mówisz o doświadczeniu w moim życiu, które kocham. Pracowałem w Barcelonie, w mieście, które jest naprawdę niesamowitym miejscem do pracy (uśmiech)! Kiedy mówisz „Hiszpania”, moje serce zaczyna bić szybciej. Tam było zdecydowanie inaczej i ja szczerze kochałem pracę tam. Oczywiście, uwielbiam pracę w Polsce, pracę z tą drużyną, przed tymi kibicami. Presja rzeczywiście jest tutaj większa, ale lubię to, bo to ciśnienie jest solą życia (śmiech).

Wszyscy podkreślają, że w polskiej reprezentacji drzemie wielki potencjał, ale przed memoriałem Wagnera nie był on zbyt widoczny. Czy teraz, przed mistrzostwami, „obudziliście się”?

– Wciąż wierzę, że Polska jest jedną z najlepszych ekip na świecie – zajmuje czwarte miejsce w rankingu FIVB. Bardzo długo walczyliśmy o tę pozycję i wiemy, jak trudne to było i że nie jest łatwo ją utrzymać. Za nami są choćby Bułgarzy, Francuzi, wiele innych drużyn, które chcą wskoczyć na nasze miejsce. Wiemy, że możemy grać lepiej i musimy poprawić swoją grę, że powinniśmy wygrać jakiś medal. Zdajemy sobie sprawę z tego, jaka spoczywa na nas odpowiedzialność, co musimy robić i damy z siebie wszystko.

Podkreślał pan wielokrotnie, że jest pan optymistą. Co zatem ten optymizm mówi panu tuż przed startem turnieju?

– Jestem też realistą i wierzę, że potrzebujemy także odrobiny szczęścia w tym momencie. Po raz kolejny gramy w tak niesamowitym turnieju, w tej wspaniałej hali. Nie jestem głupcem, wiem, że szczęście też będzie nam potrzebne.

Pierwszy pojedynek stoczycie z reprezentacją Turcji. To dobry zespół jako pierwszy rywal?

– Posłuchaj, bardzo szanuję tę drużynę, zwłaszcza że na ławce trenerskiej zasiada mój bardzo dobry przyjaciel, Emanuele Zanini. On był przez długi czas moim asystentem, a później został pierwszym trenerem. Jesteśmy przyjaciółmi, mieszkamy kilkaset metrów od siebie, ale wiem też, że jest on znakomitym szkoleniowcem i bardzo szanuję jego i jego drużynę. Na pewno będę musiał poświęcić sporo czasu, by obrać odpowiednią taktykę.

A kto będzie najtrudniejszym rywalem?

– Sądzę, że w naszej grupie to Francja będzie najbardziej wymagającym przeciwnikiem. To naprawdę bardzo dobra drużyna, z którą będzie nam najciężej.

Grozer stwierdził niedawno, że Polacy w przyszłym roku będą lepszym zespołem i groźniejszym dla wszystkich. Zgadza się pan z tym twierdzeniem?

– Grozer to inteligentny mężczyzna i zgadzam się z nim (śmiech)! Szczerze mówiąc, to jestem pozytywnie nastawiony na przyszłość. Wiem, że ci chłopcy ciężko trenują i niebawem staną się naprawdę niesamowitą ekipą. Oni wiele odczekują od tego turnieju, wszyscy wiele oczekują od nas – musimy być optymistami i szanować naszych rywali. Zdajemy sobie sprawę, że nasz występ w tegorocznej Lidze Światowej był poniżej oczekiwań, ale należy nam się szacunek, bo przez ostatnie lata wywalczyliśmy kilka medali: wygraliśmy choćby Ligę Światową po raz pierwszy w historii polskiej siatkówki. Wierzę, że ta drużyna jest bardzo przyszłościowa.

*Rozmawiała Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-09-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved