Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Waliński: Będziemy apelować o cierpliwość

Marcin Waliński: Będziemy apelować o cierpliwość

fot. Cezary Makarewicz

Mocno przebudowany bydgoski zespół w czwartek przed własną publicznością uległ w sparingu PGE Skrze. - Byliśmy ze sobą dwa czy nawet trzy lata i znaliśmy się ot tak. A teraz trzeba budować tę znajomość na boisku od podstaw - przyznał Marcin Waliński.

Trenerzy umówili się na rozegranie czterech setów – niestety, w żadnej z partii nie udało wam się zwyciężyć. Były jednak momenty, w których utrzymywaliście pewną przewagę – co sprawiło, że czasem tak łatwo ją traciliście? Własne błędy?

Marcin Waliński:Tak, własne błędy, to nie był jakiś brak koncentracji; wiadomo – mimo że to był sparing, to chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony, gdyż graliśmy u siebie. Będziemy apelować o cierpliwość, bo ona jest najważniejsza i dla nas, i dla kibiców. Na pewno będzie to wyglądało lepiej – jeszcze lepiej. Przede wszystkim, mamy nowy zespół i musimy go budować od podstaw. Są inni ludzie, trzeba się zgrać i wiedzieć, gdzie i jak ustawić się w przyjęciu. Chociaż akurat dzisiaj problemu „która piłka moja, a która twoja” nie było – graliśmy przecież ja i Marcin Wika. Tylko Paweł Stysiał był nowy, ale jak widać, to bardzo ambitny chłopak, bardzo fajnie się zaprezentował.

Wydaje mi się, że dodatkowo okres przygotowawczy gdzieś tam w nas siedzi. Przepracowaliśmy go mocno. Teraz cały czas musimy się skupiać na tym, żeby polepszać naszą grę, żeby w niej było jak najmniej błędów i przede wszystkim, żeby się zgrywać. Mamy mało czasu – mimo że przygotowania do sezonu zaczęliśmy najszybciej ze wszystkich, to jednak… Można pokazać na przykładzie poprzedniego sezonu, jak to wyglądało: byliśmy ze sobą dwa czy – jak niektórzy zawodnicy – nawet trzy lata, i znaliśmy się ot tak. A teraz naprawdę trzeba budować tę znajomość na boisku: co, kiedy, gdzie i jak – od podstaw.



W nowym sezonie dołączyło do was sporo młodych, zdolnych zawodników. W poprzednim, mimo że obawiano się o grę paru nowicjuszy, to podkreślaliście, że waszym atutem będzie zgranie. Co może nim być w tym roku?

Według mnie, jeżeli chodzi o siatkówkę, to połączenie rutyny z młodością jest ważnym elementem. Młodsi z chłopaków uczą się wchodzić w tę „dorosłą” siatkówkę i to jest dla nich dobre. Teraz akurat mamy w drużynie dużo młodych zawodników. Oni na pewno uczą się i troszkę czasu minie, zanim przyswoją, że nie mogą zrobić czegoś w danym momencie, a w innej sytuacji muszą zachować się tak. To jednak trochę potrwa, wiem to ze swojego doświadczenia. Można tylko powiedzieć, że ja zostałem bardziej rzucony na głęboką wodę, bo byłem jedynym najmłodszym, który ćwiczył z seniorami.

Co może być naszym atutem w tym sezonie? Tak naprawdę, nie wiem. Na pewno może to być dobra atmosfera. Już teraz widać, że w zespole jest ona naprawdę fajna. Tym, że ma się dobrą atmosferę, wiele rzeczy można przezwyciężyć. Pokazaliśmy to w poprzednim sezonie i mam nadzieję, że teraz też – mimo iż będzie można przed jakimś meczem powiedzieć, że jesteśmy spisani na straty jako gorsi na papierze – to wszystko zweryfikuje boisko. Dzisiaj akurat zweryfikowało tak, a może jak będziemy grali mecze ligowe, zweryfikuje inaczej. Nie można mówić, że się pokazaliśmy, przegraliśmy 0:4 i będziemy przegrywać cały czas. Każdy wychodzi na boisko, żeby wygrać. To jest sprawa numer jeden, jeżeli chodzi o zespół. Na razie, na tę chwilę, nie będę się podejmował oceny, co będzie naszym atutem.

Jak w tej nowej drużynie odnajdujesz się ty?

Bardzo dobrze. Jest mi łatwiej, ponieważ spędzam już kolejny rok w Bydgoszczy i znam tutaj wszystkich ludzi ze sztabu. Spośród tych zawodników, z którymi pracuję, też większość znam. Nowym graczom z chęcią pomagam, jeżeli chodzi o miasto czy inne sprawy. Wiadomo, że od zawodników doświadczonych cały czas się uczę – na przykład od Marcina Wiki. Wcześniej mogłem uczyć się od Stephana (Antigi – przyp. red.), gra z nim była dla mnie naprawdę wielką przyjemnością. Było dzisiaj widać po nas, zawodnikach, którzy z nim grali, że znamy go bardzo dobrze, że wiemy już, jak Stephane gra, mimo że nie atakował za często.

Mam nadzieję, że przez ten sezon cały czas tak będzie, że następny rok też spędzę tu, w Bydgoszczy, i będzie to dla mnie kolejną nauką, kolejnym doświadczeniem. A przede wszystkim radością i zabawą – bo jednak gdy wychodzimy na boisko, to gra dla publiczności jest dla nas przyjemnością. Wiadomo też, że mamy swoje cele i nadzieje, że wychodzimy na boisko po to, żeby wygrywać.

Wspomniałeś o byciu słabszym na papierze. W tym sezonie nie dość, że większość zespołów się wzmocniła, to do tego będzie ich dwanaście. Trudno może przewidzieć w tej chwili, jak wasz zespół się rozwinie i w jakim kierunku wasza praca podąży, ale może pokusiłbyś się o ocenę waszych realnych szans w PlusLidze?

Ciężko składać jakieś deklaracje – bo jeśli ktoś taką złoży, to później będzie oceniany na podstawie tego, co powiedział. Ja zawsze uważam na słowa. Mogę zadeklarować to, że wyjdziemy na parkiet i w każdym meczu będziemy się bić o każdą piłkę i zostawimy serce na boisku. Z naszej strony to jest zapewnione w stu procentach. Jeżeli chodzi o realne szanse, to nie będę mówił, czy znajdziemy się w ósemce, czy w czwórce, czy będziemy się bić o trzecie miejsce, jak w poprzednim sezonie, czy nawet o złoty medal. Raz, że to jednak jest za wcześnie, a dwa, trudno też ocenić realne szanse, gdy nie miało się styczności z drużynami, które teraz są w PlusLidze. Być może jak już rozegramy jedną kolejkę, to wtedy będziesz mogła zadać mi to pytanie (śmiech).

Jutro (wywiad przeprowadzony po czwartkowym spotkaniu – przyp. red.) kolejny mecz. Co może udać się wam poprawić do tego momentu? Przyjmiecie jakieś nowe założenia?

Trudno mówić też o założeniach. Każdy dobrze zna Skrę Bełchatów. Mimo że przyjechali takim składem, jaki był dostępny, to Mariusz (Wlazły – przyp. red.) grający na swojej pozycji jest naprawdę bardzo groźnym zawodnikiem i nawet ten sparing pokazał jego klasę. Każdy chciałby mieć takiego gracza w zespole. Niestety, my nie mamy takiego zawodnika, tylko ma go Skra. Cóż, wydaje mi się, że możemy poprawić niedokładność. Dzisiaj dużo było takich bardzo nieprecyzyjnych zagrań. Każdy wobec tego musi samemu sobie powiedzieć, co zrobił źle, co zrobił niedokładnie. Dzisiaj Maikel (Salas Moreno – przyp. red.) też się bardzo stresował. Było po nim widać, że bardzo chce, żeby było dobrze, a jednak gdzieś tam wkradła się właśnie niedokładność. I to nie tylko u niego, bo u wszystkich zawodników. Mam nadzieję, że zniwelujemy ten brak precyzji do jutra, że wszyscy sobie tak na chłodno pomyślą i w kolejnym meczu będzie po prostu inny wynik, taki bardziej pozytywny.

Co stało się z Maikelem Salasem w ostatnim secie, wtedy gdy zszedł z boiska?

Coś było nie tak z jego kolanem. Mówi, że go pobolewa, ale nie mam pojęcia, co dokładnie się wtedy stało. Ale i tak było takie założenie, że po ósmym punkcie Piotrek (Sieńko – przyp. red.) wchodzi na boisko, także mimo wszystko, czy kolano go bolało, czy nie, to i tak by zszedł. Mam nadzieję, że jest to niegroźny uraz, że mu się nic nie stało. Na tę chwilę nie mogę nic więcej powiedzieć. Widziałem, że ma przyłożony lód do kolana, ale co się wydarzyło – nie mam pojęcia.

I bez tego macie już w zespole „mały szpital”. Wydawało się, że będziecie jako jedna z pierwszych drużyn ćwiczyć w pełnym składzie, a nagle z zespołu wypadło kilku zawodników na kluczowych pozycjach. Jak w tej sytuacji przebiegają wasze treningi?

Jako drużyna pracujemy jak jeden organizm. Jeśli gdzieś, coś wypada, coś jest chore – to wiadomo, jak człowiek się czuje, gdy nie jest zdrowy albo coś go boli. Tu jest tak samo. Jeżeli nawet jedna osoba, jedno ogniwo wypada z treningu, to ciężej się ćwiczy, ponieważ trzeba pozmieniać ustawienia. Jakość treningu też na pewno momentalnie spada przez nieobecność kontuzjowanych zawodników, którzy zwykle ją trzymają. To stwarza dodatkowe zadanie dla trenera, który musi wymyślić takie rozwiązanie, żeby było dobrze na treningu, żebyśmy my mogli popracować nad pewnymi elementami. Jemu na pewno też jest ciężko, tak samo jak nam, przecież on też jest częścią drużyny.

Dlatego, powtarzam, musimy pracować nad elementami takimi, jak właśnie zgranie, żeby nie było takich piłek jak dzisiaj – że ktoś coś robi niedokładnie. Cały czas musimy trzymać pewien poziom: czy to na treningu, czy w sparingu, czy w meczu. Swój własny poziom przede wszystkim, bo jeżeli każdy go utrzyma, to poziom drużyny będzie oczywiście taki sam. Ciężko się trenuje, jak nie ma się do dyspozycji zawodników w pełni zdrowych. Wtedy trzeba też czasami brać zaciągi z młodszych ekip, a niektórzy z chłopaków są nieprzygotowani na to, żeby wyjść na trening i chociażby go z nami odbyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-09-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved