Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Anastasiego początek gry o wszystko

Anastasiego początek gry o wszystko

fot. archiwum

O medal, zaufanie kibiców, odbudowanie wiary zespołu, a być może nawet o swoją posadę zagra w rozpoczynających się wkrótce mistrzostwach Europy Andrea Anastasi. Od piątku ostatni sprawdzian kadry - Memoriał Huberta Jerzego Wagnera.

W zbliżający się weekend w Płocku biało-czerwoni zmierzą się odpowiednio z Holandią, Niemcami oraz Rosją. Będą to ostatnie spotkania przed rozpoczynającymi się 20 września mistrzostwami Starego Kontynentu w Polsce i Danii. Na dwa tygodnie przed początkiem najważniejszego w tym roku turnieju reprezentacja wydaje się być na rozdrożu podobnym do tego sprzed nadejścia ery Włocha. I póki co, przynajmniej na razie, końca problemów nie widać.

Gdy 8 lipca zeszłego roku Polacy po raz pierwszy w historii wygrali Ligę Światową, odnosząc siedem zwycięstw z rzędu, wielu zaczęło snuć sny o potędze. Cały świat niewiele ponad rok temu patrzył z podziwem na styl, moc i radość z gry, jaką na parkiecie prezentowali podopieczni Anastasiego. Dojrzałość i pewność, z jaką biało-czerwoni odprawiali z kwitkiem kolejne czołowe drużyny świata, musiała robić wrażenie. „Światówka” była czwartą z kolei imprezą, na której włoski szkoleniowiec zdobył z naszą reprezentacją medal. Wszystko to sprawiło, iż na igrzyska w Londynie Polacy jechali w roli murowanych faworytów, nie tylko do podium, ale nawet do olimpijskiego złota. To, jak szybko na najważniejszym sportowym wydarzeniu czterolecia zostaliśmy sprowadzeni na ziemię, musiało zaboleć, a skutki tego upadku odczuwamy do dziś…

Po Londynie Anastasi zdążył równie sromotnie przegrać tegoroczną Ligę Światową, w samym 2013 roku wygrał zaledwie pięć oficjalnych spotkań, ponosząc przy tym dziewięć porażek. Atmosfera wokół kadry zaczęła robić się nerwowa, a sam szkoleniowiec na własnej skórze poczuł, że w Polsce bohatera od zera dzieli naprawdę niewiele. W tym miejscu należy się jednak poważnie zastanowić, czy Włoch nie zasłużył sobie na tak złośliwe uwagi i presję, jaka jest na nim obecnie wywierana?



Lista grzechów Anastasiego popełniona podczas pracy w Polsce, a w szczególności w ostatnim roku, robi się coraz dłuższa: stawianie cały czas praktycznie na tę samą grupę siatkarzy, niewielkie korzystanie ze zmienników, zbyt ostrożne odmładzanie kadry, usilne „lansowanie” Zbigniewa Bartmana na pierwszego atakującego, niejasne stanowisko w temacie przywracania do kadry Wlazłego czy Zagumnego… Wszystkie te kwestie budzą spore kontrowersje. Dodatkowo w pewnym momencie szkoleniowiec nie zapanował nad prowadzącym do zguby i grzechu pychy nadmiernym poczuciem pewności siebie swoich podopiecznych, co poskutkowało tym, iż w rok z jednej z najlepszych drużyn świata staliśmy się „drugim garniturem Europy”.

Niezrozumiałym pozostaje również fakt tłumaczenia ostatnich porażek nieodpowiednim zgraniem zespołu, który praktycznie od ponad dwóch lat występował w tym składzie. Dopiero ostatnio trener – jak sam zapowiadał – zmienił nieco swoje podejście, co poskutkowało m.in. powołaniami dla Grzegorza Boćka (który może stać się największą gwiazdą zbliżających się mistrzostw i skutecznie zamknąć usta tzw. „zwolennikom Wlazłego”) czy Wojciecha Włodarczyka, zastąpieniem już zaawansowanego wiekowo Krzysztofa Ignaczaka Pawłem Zatorskim czy usunięciem ze składu, pozostającego od dłuższego czasu bez formy, Bartmana. Tymi posunięciami Włoch bezpośrednio pokazuje, że pewien model jego pracy z kadrą już się wypalił i najwyższy czas na nowe rozdanie.

Andrea Anastasi swoimi dotychczasowymi decyzjami pokazywał, że w pełni bierze odpowiedzialność za wyniki i grę zespołu. Nie inaczej będzie tym razem. Ostatnie rezultaty nie nastrajają optymistycznie. Stracona „światówka” oraz trzy przegrane sparingi z Serbią pokazują, że o wynik przed nadchodzącymi mistrzostwami polscy kibice powinni drżeć. Papierkiem lakmusowym obecnego poziomu gry Polaków będzie właśnie nadchodzący Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. Jeśli nawet Kurek i spółka przegrają z silną Rosją, ale pokonają Holandię i Niemcy, będzie można mówić o progresie. Ewentualna porażka z którąś z dwóch ostatnich drużyn spowoduje, iż pozostaniemy w worku z podpisem „przeciętność”, a w medal na koniec europejskiego czempionatu coraz trudniej będzie uwierzyć.

Tegoroczne mistrzostwa Europy odpowiedzą nam na wiele pytań, a ich wynik będzie miał wpływ na mentalność siatkarzy podczas przygotowań do przyszłorocznych mistrzostw świata w Polsce. Dla samego Anastasiego brak medalu i trzecia z rzędu przegrana impreza może być ostatnią, podczas której będzie mu dane poprowadzić biało-czerwonych. Zarówno trener, jak i sami siatkarze wiedzą, o jak wysoką stawkę grają. Zwycięstwo da chwilowy spokój i ulgę, porażka – koniec pewnego etapu.

– Jest źle? To dobrze! Znaczy, że wkrótce będzie lepiej – powiedział niedawno Andrea Anastasi. Teraz wszyscy kibice reprezentacji Polski chcą w te słowa uwierzyć…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2013-09-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved