Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Żaliński: Nazwiska na papierze to jedno

Wojciech Żaliński: Nazwiska na papierze to jedno

fot. Arkadiusz Buczyński

Wojciech Żaliński jest jednym z bardziej zapracowanych polskich siatkarzy. Poza obowiązkami klubowymi wraz z kadrą brał udział w uniwersjadzie. Przyznał, że chociaż nie miał zbyt wielu okazji do gry w tej imprezie, to jednak cieszy się ze srebrnego medalu.

Z uniwersjady wróciłeś ze srebrnym medalem, chociaż pierwotnie nie znalazłeś się w kadrze, która miała polecieć do Kazania. Ostatecznie jednak zastąpiłeś w niej Bartosza Krzyśka. Jak to się stało?

Wojciech Żaliński: Od początku przygotowań trenowałem z kadrą. Po miesiącu wyjechałem jednak do domu, bo w Spale było po prostu zbyt wielu chętnych, a za mało miejsc. Minął kolejny miesiąc i trener wezwał mnie z powrotem, bo problemy zdrowotne dopadły Bartosza Krzyśka. Selekcjoner zastanawiał się nad konfiguracją kadry i liczbą przyjmujących. Ostatecznie zdecydował się na czterech graczy na tej pozycji. Ja się do tej czwórki nie załapałem i było to dla mnie spore rozczarowanie. Pojechałem jednak na uniwersjadę jako zmiennik Grześka Boćka.

To był jednorazowy romans z pozycją atakującego czy może widzisz siebie w tej roli w przyszłości?



Nie! Uniwersjada wyraźnie pokazała mi, że na ataku nie ma dla mnie miejsca (śmiech). Dalej będę grał na przyjęciu i mam nadzieję, że już więcej nie będę przenoszony na inną pozycję.

Jak wspomniałeś, w Kazaniu pełniłeś głównie rolę rezerwowego. Kiedy wchodziłeś, nie zawodziłeś, ale mecze uniwersjady obserwowałeś głównie z kwadratu. Po turnieju napisałeś na swoim Twitterze, że może nie zapracowałeś na to srebro, ale medal to medal i że cię on cieszy. Czego jest w tobie więcej – radości z wywalczonego krążka czy jednak niedosytu, bo nie udało się więcej pograć?

Kiedy medal zawisł już na mojej szyi, cieszyłem się. Byłem częścią tej drużyny i nie mogłem przedkładać własnych ambicji ponad dobro zespołu. Tych wejść w trakcie turnieju nie było jednak za dużo. W grupie, w meczach ze słabszymi przeciwnikami, nie przeszkadzałem na boisku. Ale kiedy pojawiłem się na parkiecie w trudnym momencie meczu z Australią i nie pomogłem drużynie, sam siebie sprowadziłem na ziemię. Na Twitterze napisałem to, co czułem. Nie byłem filarem tej drużyny, jednak kiedy otrzymałem ten medal, oczywiście cieszyłem się z niego.

Czy w waszym zgraniu jakieś znaczenie miało to, że jedna trzecia drużyny znajduje się w składzie jednego klubowego zespołu – LOTOSU Trefla?

Myślę, że nie miało to żadnego przełożenia. W tym składzie trenowaliśmy dwa miesiące i zgrywaliśmy się na zgrupowaniu. To, że będziemy występować w jednym klubie, nie miało większego znaczenia. Największy wpływ na drużynę miał Grzesiek Bociek, który nie będzie przecież z nami grał. Trudno zatem powiedzieć, żeby to był medal LOTOSU Trefla czy medal ZAKSY.

A odwracając poprzednie pytanie – czy to, że przez dwa miesiące czterech siatkarzy LOTOSU Trefla trenowało razem pod okiem trenera Panasa na zgrupowaniu reprezentacji, może wam ułatwić przygotowania do sezonu ligowego?

Nie będzie to miało chyba decydującego znaczenia. Gra w klubie i gra w kadrze to dwie różne sprawy. Owszem, czterech zawodników z LOTOSU Trefla grało ze sobą w reprezentacji, ale reszta drużyny będzie inna. Inne będzie też oblicze obu zespołów.

Zatrudnienie trenera Panasa oraz kilku kadrowiczów sprawiło, że ludzie zaczęli postrzegać LOTOS Trefl nie jako drużynę dołu tabeli, a potencjalnego czarnego konia rozgrywek. Na co twoim zdaniem może być was stać w nadchodzącym sezonie?

Nie chcę oceniać kolegów, którzy do nas dołączyli i tych, którzy zostali po poprzednim sezonie. Nazwiska na papierze to jedno, a to, jaki stworzymy zespół, to drugie. Historia Trefla sprzed kilku lat udowadnia, że nie wystarczy sprowadzić znanych i drogich zawodników, bo tamten skład spadł wtedy z ligi, wygrywając w całym sezonie bodaj dwa mecze. Typowanie czarnego konia to jak wróżenie z fusów. Każda drużyna z dołu tabeli może liczyć, że to właśnie ona będzie rewelacją rozgrywek. Każdy ma jakieś ambicje i my oczywiście też. Nie nastawiam się na tym etapie, że będziemy mogli być rewelacją czy negatywnym zaskoczeniem ligi. Mieliśmy spotkanie z zarządem, mamy określone cele na ten sezon i postaramy się je spełnić.

Rozpoczynasz swój drugi sezon w Gdańsku. Czy wiele zmieniło się w klubie przez ten rok?

Stwierdzenie, że „klub stanął na głowie” byłoby może zbyt mocne, ale zmieniło się naprawdę dużo, i to na lepsze. Pojawiło się paru nowych ludzi, którzy na to wpływają, zaszło sporo zmian wewnętrznych. Zawodnicy, którzy przychodzą do Gdańska w tym roku, na pewno mają lepsze wejście, lepszy start niż ci, którzy trafili do LOTOSU Trefla przed poprzednim sezonem.

Przygotowania do sezonu też będą się różnić w porównaniu z zeszłym rokiem.

Tak, plan przygotowań jest diametralnie inny. Rok temu zaczynaliśmy na plaży, teraz już na pierwszym treningu mieliśmy piłki. Nie biegamy po lesie, tylko jeździmy na rowerach. Sezon pokaże, która droga była lepsza.

*Rozmawiał Michał Rudnicki
Więcej w serwisie sport.trefl.com

źródło: sport.trefl.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-08-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved