Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Grand Prix > Ireneusz Mazur: Takie już są wybory trenera, często bolesne

Ireneusz Mazur: Takie już są wybory trenera, często bolesne

fot. archiwum

W rozmowie ze Strefą Siatkówki Ireneusz Mazur opowiada m.in. o oczekiwaniach wobec kadry siatkarek, która już jutro rozpocznie udział w World Grand Prix. Nie przekreśla także szansy na powrót Krzysztofa Ignaczaka do reprezentacji siatkarzy.

Już w najbliższy piątek siatkarze rozpoczną przygotowania do wrześniowych mistrzostw Europy. Wydaje się, że nawet ważniejsze od sfery czysto sportowej jest to, aby zespół odbudował się mentalnie. Zgodzi się pan z tą opinią?

Ireneusz Mazur: – Tak, ale to wszystko jest ze sobą powiązane. Nie da się koncentrować tylko na jednym z tych aspektów. W tej chwili przygotowania będą wielotorowe, można powiedzieć, że będzie to cały blok, a więc będą one miały charakter siłowy, wytrzymałościowy, taktyczny. Sporo miejsca będzie poświęcone też na pewno aspektowi emocjonalnemu, integracyjnemu, tak aby na nowo odbudować siłę wewnętrzną tej drużyny.

Szerokim echem w środowisku odbił się brak w szerokim składzie Krzysztofa Ignaczaka. Pojawiło się wiele różnorodnych domysłów odnośnie powodu takiej, a nie innej decyzji. Niektóre były wręcz krzywdzące dla Krzysztofa, nie tylko jako sportowca, ale przede wszystkim jako człowieka. Dla pana osobiście wybór Andrei Anastasiego jest zaskoczeniem?



– Dla mnie na pewno jest to zaskoczenie. Za Krzysztofem Ignaczakiem w parze niewątpliwie idzie doświadczenie, charyzma i czynnik czysto siatkarski, czyli poziom sportowy, jaki prezentuje. Rodzi się pytanie, jakie czynniki musiały decydować o tym, że szkoleniowiec zrezygnował z niego, nawet jako drugiego libero, bo w to miejsce wskoczył Damian Wojtaszek? Można mieć wiele uwag, co do gry drużyny w ostatnim okresie. W trakcie Ligi Światowej było widać, że szkoleniowiec stawia na Pawła Zatorskiego. Nie było meczu, w którym ten zawodnik zawiódł i na pewno Zatorski jest na fali wznoszącej. Sukcesu nie odniosła cała drużyna i to na pewno w jakimś sensie obciąża także i obu libero. Brak Krzysztofa Ignaczaka jest zaskoczeniem, ale czytałem, że on już od dwóch tygodni wiedział, że szkoleniowiec ma odmłodzić skład na pozycji libero i w związku z tym nie ma on do trenera pretensji, bo dysponował pełną wiedzą. Jakiś etap w jego karierze się zamyka, chociaż ja nadal twierdzę, że droga do reprezentacji dla Krzysztofa nie jest jeszcze zamknięta. Nie jest to pozycja, gdzie trzeba dużo skakać, atakować i w związku z tym nie obciąża ona aż tak bardzo stawów i całego układu kostno-mięśniowego. W związku z tym można na tej pozycji grać bardzo długo. Jeżeli Krzysztof będzie walczył, będzie miał siłę i determinację, to niewykluczone, że jeszcze wróci.

Krzysztof Ignaczak – to jest taki charakter, który nie odpuści. Myślę, że zrobi wszystko, aby wystąpić na przyszłorocznych mistrzostwach świata, które dla niego i kilku starszych graczy mogą być pięknym zwieńczeniem kariery.

Pamiętajmy o tym, że czas jednak płynie. Krzysztof jest doświadczonym zawodnikiem, ale mistrzostwa świata są u nas w kraju. Władze PZPS, czasem w sposób nerwowy, ale starają się gdzieś tam sprowokować trenera, czy też ukierunkować, zainspirować, by rozmawiał z zawodnikami. Nie ma przecież też innych zawodników, jak Dawid Konarski, Paweł Woicki czy Grzegorz Kosok. Szczególnie Kosok i Konarski są to zawodnicy, którzy mogą wrócić. Takie już są wybory trenera, często bolesne.

Wracając już do całej kadry. Na pewno ważne jest to, że zespół przed mistrzostwami Europy rozegra więcej sparingów niż przed Ligą Światową. Tam były dwa mecze z Serbią, a tu już wiadomo, że będzie i Memoriał Wagnera, i kolejne mecze z Serbią.

– To są rzeczy tak oczywiste, że aż czasami trudno o takich rzeczach dyskutować, o takich rzeczach się nie mówi. Potrzeba po prostu dużo gier kontrolnych, żeby zobaczyć, jaki jest poziom przygotowania na poszczególnych etapach. Jest też to, o czym rozmawialiśmy w pierwszym pytaniu, czyli integrowanie drużyny, budowanie morale, bo służą temu nie tylko rozmowy, ale także i mecze kontrolne. Duża liczba sprawdzianów w formie meczowej jest niezwykle ważna dla właściwego przygotowania zespołu do bardzo ważnej dla nas imprezy.

Grają jednak nie tylko panowie. Już w najbliższy piątek rywalizację w World Grand Prix rozpoczną nasze siatkarki. Czego pańskim zdaniem należy spodziewać się po drużynie Piotra Makowskiego, która dopiero się buduje?

– Pamiętajmy o tym, że jeżeli chodzi o żeńską siatkówkę, to mamy naprawdę bogatą historię. Jak mantrę powtarzamy, że jest to zespół na nowo budowany, że potrzeba czasu, że szkoleniowiec musi więc mieć trochę więcej czasu na budowę drużyny, szukanie zawodniczek. Wszystko będzie weryfikowane w najbliższym czasie. Szalenie trudno będzie wygrać z takimi potęgami, jak Rosja czy Brazylia, są też Amerykanki, ale one bardzo mocno zmieniły skład. Szalenie trudno będzie Piotrowi Makowskiemu i zespołowi tak z marszu wejść i odnieść sukces, ale oczywiście życzę z całego serca, by tak było. Znam jednak realia, obserwowałem drużynę np. podczas meczu ze Szwajcarią. Trener Makowski sprawdzał różne warianty. Wiemy, że obok zawodniczek tej klasy, co Katarzyna Skowrońska-Dolata, Milena Radecka czy Joanna Kaczor, są też siatkarki, które dopiero wchodzą do zespołu. Największy problem jest z przyjęciem zagrywki i to nie ulega wątpliwości, jeżeli nie dogra się piłki do siatki, to bardzo trudno jest wygrać z tej klasy zespołami jak np. Brazylia. Obym jednak się mylił. Oby nasza drużyna grała nie tylko dobrze, ale też i szczęśliwie. Będzie trudno, kibice jednak mają bardzo niski próg tolerancji, jeżeli chodzi o nasze reprezentacje, czego dobrym przykładem jest męska drużyna, po której spłynęła duża fala krytyki.

Problemem kadry Piotra Makowskiego może się okazać terminarz. Jeżeli siatkarki awansują do turnieju finałowego, czego oczywiście należy im życzyć, to potem czeka je długa podróż do Azji, a po powrocie niemal z marszu mistrzostwa Europy. Niektórzy wspominali o kalkulowaniu…

– Ja myślę, że kalkulowanie jest rzeczą, która nie powinna tu występować. Wszystko będzie weryfikowała rzeczywistość. Jeżeli się okaże, że gramy dobrze i stwarzamy sobie możliwość awansu, to wtedy sztab szkoleniowy będzie się zastanawiał, jakie podjąć decyzje, czy zostawić podstawowe zawodniczki w kraju, bo wiemy, że obie imprezy dzieli różnica kilku dni. Daj Boże, żeby awansowały, wówczas ten problem łatwiej będzie można rozwiązywać z pozycji wygranego. W tym momencie, jeszcze przed rozgrywkami, takie zastanawianie się, co zrobić itd. nie ma sensu, bo może się okazać, że nasze dziewczęta w tym składzie nie dadzą rady awansować do finału, pomimo najszczerszych chęci i ambicji.

*rozmawiała Ewa Koperska ( Strefa Siatkówki)

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved