Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga mężczyzn > Nie milkną echa rewolucji w II lidze mężczyzn

Nie milkną echa rewolucji w II lidze mężczyzn

fot. archiwum

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - tym stwierdzeniem najtrafniej można określić podejście działaczy i trenerów drugoligowych klubów do zmian zaproponowanych przez PZPS. Zatem, kto jest za, a kto przeciw?

Polski Związek Piłki Siatkowej zdecydował się na rewolucyjne zmiany w II lidze mężczyzn. Ten szczebel rozgrywek został podzielony aż na sześć grup, w których łącznie zagrają 53 drużyny. W ten sposób szansę gry na drugoligowym poziomie dostały ekipy, którym nie udało się wywalczyć awansu do tej klasy rozgrywkowej. W nowym sezonie nie będzie również fazy play-off ani play-out, a zespoły zostaną podzielone na dwie grupy, w których ponownie zagrają systemem każdy z każdym. Po dwa najlepsze zespoły grające o miejsca 1-4 awansują do trzech turniejów półfinałowych, a z nich po dwa najlepsze zmierzą się w turnieju finałowym. Do I ligi awans uzyskają dwie najlepsze drużyny. Taki system ma wpłynąć na zwiększenie atrakcyjności rozgrywek. Jednak wśród trenerów i działaczy drugoligowców zdania na temat nowego systemu rozgrywek są podzielone. Jedni wyrażają się o nim pozytywnie, inni – ważą słowa, a z ostateczną oceną wolą wstrzymać się do zakończenia sezonu. Lecz są i tacy, którzy na nowych zasadach gry w drugiej lidze nie pozostawiają suchej nitki. Warto zauważyć, że w większości wypowiedzi przewija się jeden podstawowy minus, czyli obniżenie sportowego poziomu rozgrywek.

Paweł Blomberg (trener Czarnych Rząśnia): – Z jednej strony system ten jest wygodny, ponieważ ogranicza nam podróże. Znaleźliśmy się akurat w takiej grupie, w której najdalszy wyjazd to chyba 100 kilometrów. Poza tym droga awansu do I ligi wydaje się być bardzo ciekawa i sprawiedliwa. Ale mam mieszane uczucia odnośnie ilości drużyn, które zostały zgłoszone do rozgrywek. Uważam, że została zatracona cała idea sportu i rywalizacji. O awans do drugiej ligi nie trzeba walczyć, bo można się do niej zapisać. Podobnie jest z pierwszą ligą, ponieważ nieważne, czy zespół wygra, czy też nie, a i tak awansuje albo go dolosują. Do PlusLigi nie ma w ogóle awansu, tylko komisja decyduje, czy zespół w niej wystąpi, czy też nie. Zupełnie nie wiem, gdzie podział się sport. Teraz jak ma się pieniądze, to można pozapisywać się, gdzie się chce. Uważam, że to już jest parodia sportu. Chyba wszyscy lekko zwariowali.

Tomasz Paluch (trener AZS-u Zielona Góra): – Według mnie sytuacja jest dziwna, bo do rozgrywek zgłosiło się siedem zespołów z województwa lubuskiego, a zostały one podzielone na dwie grupy. Moim zdaniem najlepiej byłoby, gdyby wszystkie zespoły grały w jednej z Morzem Bałtyk Szczecin i LO MS Świnoujście. Wówczas byłaby bardzo fajna grupa, znacząco spadłyby koszty organizacji meczów i wyjazdów. W nowym systemie podoba mi się to, że wszystkie zainteresowane drużyny grą w drugiej lidze, będą miały możliwość się w niej zaprezentować. Na pewno poziom rozgrywek będzie zróżnicowany, bo są mocne ekipy, które mają pieniądze, ale te słabsze zespoły z mniejszych miejscowości będą miały okazję wypromować się przy pomocy siatkówki. Jestem zwolennikiem tego, aby w rozgrywkach walczyło jak najwięcej drużyn.



Łukasz Chajec (trener Olimpii Sulęcin): – Mam mieszane uczucia po tej decyzji Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Mam wrażenie, że wartość sportowa rozgrywek znacząco się obniży i zrobi się poziom trzecioligowy. Wcześniej w naszej grupie Orzeł Międzyrzecz spadł, a GTPS wydawał jeszcze pieniądze, aby wywalczyć utrzymanie. Teraz obie drużyny ponownie zagrają w drugiej lidze. Chyba zabrakło trochę sprawiedliwości w tym systemie. Z kolei plusem jest to, że więcej zespołów zagra w II lidze, ale zobaczymy, jak to wpłynie na poziom rozgrywek, bo przecież im lepszy poziom meczów, tym większe postępy robią poszczególni zawodnicy.

Jarosław Sobczyński (trener Caro Rzeczyca): – Cieszymy się, że nie będziemy mieli bardzo dalekich wyjazdów, a kibice będą mogli jechać z nami na każdy mecz wyjazdowy. Natomiast patrząc na zespoły, które mamy w grupie, widać, że będzie słaby poziom rozgrywek. Wychodzi na to, że w naszej grupie będą trzy, cztery mocne zespoły, a reszta będzie słabsza. Przez to ranga drugiej ligi znacznie się obniży. Nie wiem, jakimi intencjami kierował się PZPS, żeby tak rozbudowywać ligę. Według mnie nie jest to dobry pomysł.

Witold Galiński (trener Rafako Racibórz): – My na razie borykamy się z bardzo dużymi problemami finansowymi. Jesteśmy na skraju przepaści i nie wiadomo, czy wystartujemy w rozgrywkach. Jednak jesteśmy dobrej myśli. Wszystko zależy od naszego głównego sponsora. Czekamy na jego decyzję. Jeśli nawet wystartujemy, to na pewno jednak nie dostaniemy zbyt dużych pieniędzy. Dzięki temu, że powstało sześć grup, spadną nam niesamowicie koszty. W tej chwili mamy w grupie osiem drużyn, a w zeszłym sezonie byliśmy w grupie, gdzie było dwanaście zespołów. Teraz skrócą nam się też podróże, bo wcześniej jeździliśmy nawet po 400 kilometrów, a teraz co najwyżej 100 kilometrów.

Jacek Burda (prezes Morza Bałtyk Szczecin): – Ubolewam nad tym, że nikt nie kontaktował się z nami w tej bardzo ważnej kwestii. Jestem tym całkowicie zaskoczony. Jeśli my dowiadujemy się o zmianach organizacyjnych, które de facto z drugiej ligi robią trzecią, za pośrednictwem portalu siatkarskiego, to coś jest nie tak. Dla naszych sponsorów wartość marketingowa takiej ligi spada. Poza tym mam wrażenie, że nie poprawiono pewnych błędów w funkcjonowaniu drugiej ligi, tylko je pogłębiono. Bo jaki sportowy sens ma rozgrywanie meczu Krispolu Września z SMS-em Świnoujście? Podczas takiego spotkania ani młodzież się nie uczy siatkówki, ani zawodnicy lepsi nic nie zyskują, a jedynie ponoszą koszty. Dla mnie jest to kolejny krok świadczący o tym, że w polskiej siatkówce zaczyna się coś psuć. Jakbyśmy PlusLigę podzielili na dwie PlusLigi, to wartość takich rozgrywek też by spadła. Moim zdaniem drugą ligę powinno się scentralizować i podzielić na dwie grupy. Za wszystkim przecież stoją pieniądze. Żaden poważny sponsor nie da ich na grę ze słabymi zespołami.

Lech Kowalski (działacz Volleya Rybnik): – Moim zdaniem spadnie poziom rozgrywek, skoro wiele zespołów zostało przyjętych jedynie po złożeniu aplikacji, a nie przez sportowy awans. Korzystne jest na pewno to, że zespoły z jednej grupy są położone bliżej terytorialnie, przez co spadną koszty organizacji meczów, szczególnie tych wyjazdowych. Poprzedni system zapewniał wyższy poziom grania, natomiast obecny podział zaspokaja ambicję klubów, które chcą grać na tym poziomie. Skoro PZPS uznał, że należy dać im szansę, to musimy się z tym pogodzić. Jest to eksperyment, więc dopiero po rozegranym sezonie zobaczymy, czy ten system się sprawdził, czy też nie. Warto jednak zaznaczyć, że w naszej grupie są tylko zespoły z naszego okręgu, znamy się z nimi jak łyse konie. Dużo atrakcyjniejsze było granie, kiedy mogliśmy pojechać do Wrocławia czy Wałbrzycha.

Stefan Tomczak (działacz Krispolu Września): – Moim zdaniem podział na sześć grup jest niekorzystny, ponieważ znacznie obniży się poziom drugiej ligi. Uważam, że reforma powinna iść w kierunku zmniejszenia liczby zespołów biorących udział w walce na tym szczeblu rozgrywkowym. W naszym wypadku nie ma też mowy o żadnym zmniejszeniu kosztów, bo większość zespołów, z którymi graliśmy wcześniej, nadal jest w naszej grupie. Poza tym teraz koszty będą większe, ponieważ liczba drużyn w grupie jest taka sama, a przecież w drugim etapie zespoły z miejsc 1-4 będą ze sobą grały kilka razy, także wyjazdów będzie jeszcze więcej. Kompletnie nie wiem, czemu ma służyć ta reorganizacja rozgrywek.

Adrian Milczarek (trener Sobieskiego Żagań): – Taką decyzję podjął PZPS i trzeba się z nią pogodzić. Myślę, że system ten może być ciekawy, ale jak będzie w praktyce, to czas pokaże. My się tym nie przejmujemy. Wiadomo, że jeśli zespół ma postawiony jakiś cel, to nieważne jest, z kim będzie grał w grupie lub ilu będzie miał przeciwników. Trzeba po prostu wygrywać jak najwięcej meczów i dążyć do tego, aby być jak najwyżej. Można cieszyć się z tego, że w drugiej lidze zagra więcej zespołów, co powinno wpłynąć na popularyzację siatkówki. Tylko nie wiadomo, czy kluby poradzą sobie finansowo. Niektóre kluby zgłaszają się do rozgrywek, a później w trakcie sezonu okazuje się, że nie mają pieniędzy na płacenie zawodnikom. Tutaj może być wielki minus tego przedsięwzięcia, ale jak faktycznie będzie, to dopiero czas pokaże.

Krzysztof Janczak (trener Victorii Wałbrzych): – Na pewno będziemy mieli bliższe wyjazdy, także to będzie spora korzyść dla klubu. Natomiast tak naprawdę ocenę tego systemu można będzie wydać na koniec sezonu, bo najpierw trzeba coś przetestować, aby potem móc sensownie wypowiedzieć się na ten temat. Myślę, że włodarze Polskiego Związku Piłki Siatkowej chcieli coś zmienić, wprowadzić jakieś nowinki, a dopiero za rok okaże się, czy te zmiany były sensowne. Jednak trzeba zwrócić uwagę na to, że poziom drugiej ligi poszedł do góry, a nowe zespoły, chcąc grać w II lidze, muszą zrobić totalną przebudowę składu i może się okazać, że nie będą w stanie nawiązać walki z najlepszymi. Aczkolwiek na razie można tylko gdybać. Być może okaże się, że zespoły te są poukładane i wszystko pójdzie w dobrą stronę. Natomiast znając życie, wiem, że czasami włodarze takich klubów porywają się z motyką na słońce, a potem okazuje się, że wszystko nie wygląda tak, jak powinno.

Tomasz Wiszyński (prezes Centrum Augustów): – Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to fakt, że liga będzie kosztowniejsza, bo troszkę grania będzie. Nie ma już bezpiecznych miejsc 5-6, w które my wcześniej celowaliśmy. Nie chcielibyśmy spaść z ligi, a raczej nie jesteśmy też klubem, który będzie bił się o awans, dlatego czeka nas więcej meczów. Sam system wydaje się być bardzo ciekawy. Nasza grupa nie jest już tak rozbita, bo odeszły nam wyjazdy do Łodzi, Rzeczycy czy Ozorkowa. System ten może być przysłowiowym powiewem świeżego powietrza, aczkolwiek ma oczywiście swoje minusy, bo poziom rozgrywek na pewno spadnie, będzie bardziej zróżnicowany. Drużyny, które będą walczyły o awans, będą prezentowały bardzo wysoki poziom, a te słabsze będą jeszcze bardziej dołowały niż do tej pory. Dlatego prestiż drugiej ligi na pewno spadnie. Ale na razie nie warto tego pomysłu krytykować, bo czas pokaże, co będzie dalej.

Czesław Kumorek (II trener MOSiR-u Bochnia): – Nowy podział sprawił, że zmniejszą się odległości wyjazdów. Nie będziemy musieli już jeździć do Lublina czy Świdnika, więc tu jest plus, ale na pewno zwiększą się koszty związane z meczami, bo każdy zespół będzie musiał rozegrać więcej spotkań. Zobaczymy, co z tego będzie. Wydaje mi się też, że spadnie poziom rozgrywek. Jednak wszystko zweryfikuje boisko i poszczególne mecze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-07-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved