Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ gr. B: Tie-breaki dla Włochów i Niemców, Iran wygrał za 3 punkty

LŚ gr. B: Tie-breaki dla Włochów i Niemców, Iran wygrał za 3 punkty

fot. archiwum

Bardzo zacięte spotkania rozegrały zespoły z grupy B. Zarówno pojedynek pomiędzy Serbią a Włochami, jak i Niemcami a Rosją rozstrzygnął się dopiero w tie-breaku. Górą byli siatkarze z Italii i Niemiec. Irańczycy znów pokazali wyższość nad Kubańczykami.

Włosi dość szybko, za sprawą znakomitych zbić Ivana Zaytseva, objęli prowadzenie 2:0. Na odpowiedź Serbów nie trzeba było długo czekać. Po udanych akcjach Marko Podraščanina i dzięki asom Aleksandara Atanasijevicia to oni mieli cztery oczka zapasu (6:2) i o czas poprosił Mauro Berruto. Na niewiele się to jednak zdało, bowiem gospodarze sukcesywnie powiększali swe prowadzenie, zaś przyjezdni nie mogli przebić się przez szczelny serbski blok. Podopieczni Igora Kolakovicia mieli ponadto mnóstwo szczęścia, w efekcie czego ich prowadzenie wzrosło do ośmiu oczek (10:2). Tę serię przerwał dopiero atak w antenkę serbskiego atakującego. Gracze z Bałkanów jednak nie odpuszczali i kilka chwil później, za sprawą znakomitej dyspozycji za linią dziewiątego metra, znów prowadzili ośmioma punktami (13:5). Azzurri zaczęli odrabiać straty dopiero przy zagrywkach Cristiana Savaniego (9:14), lecz miejscowi na wiele im nie pozwolili i po ataku Miloša Nikicia cieszyli się z sześciu oczek zapasu na drugiej przerwie technicznej. Włosi, mimo usilnych starań Simone Parodiego, nie byli w stanie zminimalizować tego dystansu, zwłaszcza że serbscy skrzydłowi oraz środkowi byli niemal bezbłędni (22:14). Gdy jednak w polu serwisowym ponownie stanął kapitan Squadra Azzurra, sprawiając mistrzom Europy mnóstwo problemów w przyjęciu, o przerwę poprosił Igor Kolaković (22:16). Serbowie szybko przerwali jego dobrą serię i już po chwili prowadzili 1:0 w całym meczu.

Początek drugiej odsłony zwiastował zaciętą walkę. Azzurri, po długich akcjach, które zakończyły zbicia Cristiana Savaniego, prowadzili 3:1. Tym razem, w przeciwieństwie do pierwszych akcji poprzedniego seta, Atanasijević nie zrobił krzywdy rywalom swoimi zagrywkami, a ci, po ataku Ivana Zaytseva po prostej, mieli już cztery oczka zapasu (7:3). Świetną passę siatkarzy z Półwyspu Apenińskiego przerwał dopiero Nikola Kovačević, którego wspierał Miloš Nikić, a dodatkowo sami przyjezdni zaczęli popełniać błędy własne, wobec czego ich przewaga stopniała do dwóch oczek (9:7), po czym, po zagrywkach Dragana Stankovicia, na tablicy wyników widniał remis po 11. Rozgorzała walka punkt za punkt, lecz inicjatywa wciąż leżała po stronie podopiecznych Mauro Berruto, i dopiero po bloku na Savanim to miejscowi mieli punkt zapasu, schodząc na drugi time-out. Ciężar gry na swoje barki starał się jeszcze wziąć Simone Parodi, a gdy wsparł go Emanuele Birarelli, punktując blokiem, Azzurri ponownie byli na czele (19:17). Nie trwało to jednak długo – kiedy za linią dziewiątego metra zameldował się Nikić, utrudniając rywalom wyprowadzenie akcji, ci wyraźnie stracili na skuteczności w ataku (19:19). Mistrzowie Europy dzielnie walczyli, ale Savani doskonale spisywał się w polu serwisowym, a szanse Serbów na zwycięstwo pogrzebały ich błędy własne (22:25).

Serbowie trzecią odsłonę rozpoczęli po swojej myśli, lecz przy zagrywkach Cristiana Savaniego Włosi niemal odrobili straty (4:5). Żadna z ekip nie odpuszczała, a kibice byli świadkami efektownej wymiany ciosów zawodników stojących po obu stronach siatki. Oczko zapasu na pierwszej przerwie technicznej, po ataku Dragana Stankovicia na kontrze, mieli jednak siatkarze z Bałkanów. Doskonale spisywał się także drugi z serbskich środkowych, Marko Podraščanin, na którego udane akcje Włosi odpowiadali atakami ze skrzydeł (10:10). Gdy jednak w polu serwisowym stanął Nikola Kovačević, jego team odskoczył na trzy punkty (13:10). Dragan Travica starał się ratować sytuację i posyłał piłki do Thomasa Beretty, lecz po drugiej stronie nie do zatrzymania był Aleksandar Atanasijević. Trzypunktowa zaliczka gospodarzy utrzymywała się przez długi czas, w czym ogromna zasługa młodego serbskiego atakującego, którego wspierał Uroš Kovačević. W końcówce Azzurri, mimo starań Simone Parodiego i Ivana Zaytseva, byli bezradni, zaś Serbowie pewnie kroczyli po wygraną, a partię zakończył ich punktowy blok.



W pierwszych akcjach czwartej odsłony to Włosi byli lepsi, a po efektownym bloku Thomasa Beretty prowadzili 3:1. Na odpowiedź miejscowych nie trzeba było długo czekać i po znakomitej zagrywce Nikoli Kovačevicia oraz kontrze Marko Podraščanina mieli oczko zapasu (5:4). Bardzo dobrze spisywał się też młodszy z braci Kovačević, po którego ataku oba teamy schodziły na pierwszy time-out przy dwupunktowej zaliczce graczy z Bałkanów. Azzurri jednakże wkrótce zdołali całkowicie odrobić straty (9:9) i po raz kolejny już oba teamy zaczęły toczyć ze sobą walkę punkt za punkt. Obydwie ekipy były dla siebie bezlitosne, lecz to Azzurri, po ataku z krótkiej Emanuele Birarelliego, cieszyli się z jednopunktowej przewagi na drugiej przerwie technicznej, którą po powrocie na parkiet powiększyli, blokując Stankovicia, wobec czego trener Kolaković zdecydował się przywołać swych podopiecznych do siebie. Na niewiele się to jednak zdało, bowiem za linią dziewiątego metra świetnie radził sobie Dragan Travica. Receptę na dobrą grę Włochów starali się znaleźć bracia Kovačević, lecz nie pozwolił na to Cristian Savani (21:19). Niczym niezrażeni Serbowie robili wszystko, co w ich mocy, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale kropkę nad "i" postawił Birarelli, punktując blokiem.

Pierwszy punkt w tie-breaku zdobył Nikola Kovačević, na którego atak odpowiedział Ivan Zaytsev, obijając serbski blok. Podopieczni Igora Kolakovicia, wykazując się ogromnym poświęceniem w obronie, mieli szanse wyjść na dwupunktowe prowadzenie, lecz Aleksandar Atanasijević nie zdołał przebić się przez blok przeciwników (3:3). W tej fazie meczu żaden z teamów nie był w stanie odskoczyć rywalowi na kilka punktów, a przy zmianie stron, po kontrze Zaytseva, to Azzurri prowadzili 8:7. Kilka akcji później prowadzili już 10:8 i o czas poprosił serbski szkoleniowiec. Po powrocie na boisko sprawy w swoje ręce wziął starszy z braci Kovačević (10:10) i raz jeszcze kibice byli świadkami wyrównanej walki. Dodatkowo asem popisał się Milan Rasić (13:11) i tym razem to Mauro Berruto przywołał swych podopiecznych do siebie. Co prawda Beretta posłał zagrywkę w aut, dzięki czemu miejscowi mieli dwie piłki meczowe do wykorzystania (14:12), lecz Emanuele Birarelli odroczył egzekucję w czasie (14:14). W końcówce rozgrywanej na przewagi więcej zimnej krwi zachowali Azzurri, a ostatnie słowo należało do Cristiana Savaniego, który zatrzymał na siatce Atanasijevicia (19:17).

Serbia – Włochy 2:3
(25:20, 22:25, 25:21, 22:25, 17:19)

Składy zespołów:
Serbia: Kovačević N. (20), Petković (5), Stanković (9), Nikić (3), Atanasijević (25), Podraščanin (11), Rosić (libero) oraz Kovačević U. (9), Rasić (1), Starović i Petrić
Włochy: Beretta (7), Parodi (9), Zaytsev (29), Savani (15), Travica (3), Birarelli (15), Giovi (libero) oraz Vettori i Rossini (libero)


Początek spotkania Niemcy – Rosja zainaugurowała wymiana ciosów zawodników stojących po obu stronach siatki (4:4), a na pierwszy time-out, przy stanie 8:7 dla gości, oba teamy sprowadziła udana akcja w wykonaniu Aleksieja Spiridonowa. Po powrocie na boisko na skrzydle doskonale zameldował się Kaliberda. Po drugiej stronie siatki natomiast brylował Dmitrij Muserskij (12:11). Mimo to Niemcy rozkręcali się z akcji na akcję i po punktowych zbiciach Jochena Schöpsa oraz Denisa Kaliberdy to oni cieszyli się z dwupunktowego prowadzenia na drugiej regulaminowej przerwie. Co prawda Nikołaj Apalikow wraz z Nikołajem Pawłowem starali się zniwelować straty, lecz błędy własne ich kolegów z drużyny oraz doskonała dyspozycja Kaliberdy skutecznie im to uniemożliwiały (18:21). Kilka akcji później jeszcze parę razy pomylili się gospodarze, a na siatce zameldował się Muserskij, doprowadzając do nerwowej końcówki, ale ostatnie słowo należało do Lukasa Kampy, który popisał się punktowym blokiem (25:21).

Drugą partię podopieczni Vitala Heynena rozpoczęli z wysokiego C, bo od prowadzenia 4:1. Na odpowiedź mistrzów olimpijskich nie trzeba było długo czekać, po udanych zbiciach Ewgienija Siwożeleza i Nikołaja Pawłowa niemal całkowicie zniwelowali oni straty (4:5), a kilka chwil później, dzięki swojemu atakującemu, prowadzili 8:7. Wkrótce jednak na tablicy wyników widniał remis po 10 i od tej pory aż do stanu 14:14,oba teamy grały punkt za punkt. Wówczas sprawy w swoje ręce wziął Marcus Böhme (17:15), którego dzielnie wspierał Jochen Schöps. Co prawda na ich dobre zagrania odpowiedzieli Aleksiej Spiridonow oraz Nikołaj Apalikow (18:18), lecz inicjatywa należała do gospodarzy, wśród których nie do zatrzymania był duet Christian Fromm-Denis Kaliberda (24:19), a dzieła dopełnił Philipp Collin, punktując zagrywką (25:19).

Podenerwowani przegraną w dwóch poprzednich partiach Rosjanie od początku trzeciej odsłony zaczęli dyktować warunki i po świetnych zagraniach Nikołaja Pawłowa oraz Iliji Żylina prowadzili już 6:1. Jochen Schöps oraz Denis Kaliberda próbowali zminimalizować dystans, ale wśród graczy Sbornej nie do przejścia na siatce był Dmitrij Muserskij (9:3). Rosjanie w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń, a pojedyncze udane zagrania Böhme czy Fromma na niewiele się zdawały, zwłaszcza że podopieczni Andrieja Woronkowa wyeliminowali z własnej gry błędy własne, tak licznie popełniane w dwóch poprzednich odsłonach (20:13). W końcówce jeszcze Schöps próbował walczyć, lecz Pawłow wraz ze Spiridonowem pozbawili go złudzeń.

Niemcy, niezrażeni porażką w poprzedniej partii, od początku czwartej podjęli rękawicę i walczyli z Rosjanami punkt za punkt (4:4), a po ataku Jochena Schöpsa prowadzili 8:7 na pierwszej przerwie technicznej. Jego vis á vis, Nikołaj Pawłow , natychmiast odpowiedział na to zagranie, doprowadzając do remisu, a gdy do gry włączyli się Apalikow i Spiridonow, mistrzowie olimpijscy prowadzili 14:11. Trio Schöps-Fromm-Kaliberda wzięło ciężar gry na swoje barki, niemal całkowicie niwelując straty (17:18), ale Ilija Żylin, który zmienił Siwożeleza, rozgrywał wyśmienite zawody (22:19). Co prawda kilka błędów własnych rosyjskich graczy oraz dobra dyspozycja Fromma spowodowały, iż Niemcy byli o krok od doprowadzenia do remisu (23:24), lecz Apalikow przekreślił ich nadzieje na wygraną za trzy punkty.

Początek tie-breaka stał pod znakiem wymiany ciosów zawodników obu teamów, lecz po atakach Christiana Fromma i Jochena Schöpsa to miejscowi mieli dwa oczka zapasu (7:5). Nikołaj Pawłow oraz Ilija Żylin próbowali znaleźć receptę na dobrą grę gospodarzy i odwrócić losy partii, lecz nie byli w stanie zbyt wiele zdziałać (9:11). Dopiero błędy własne podopiecznych Vitala Heynena oraz udane zagrania Aleksieja Spiridonowa spowodowały, iż na tablicy wyników widniał remis po 14. W tej części meczu jednakże nie do zatrzymania był Denis Kaliberda i to do niego należało ostatnie słowo.

Niemcy – Rosja 3:2
(25:21, 25:21, 18:25, 23:25, 18:16)

Składy zespołów:
Niemcy: Fromm (16), Kaliberda (24), Böhme (12), Schöps (17), Kampa (3), Collin (6), Tille (libero) oraz Steuerwald M., Hirsch, Broschog i Steuerwald P.
Rosja: Makarow, Apalikow (8), Siwożelez (6), Pawłow (22), Spiridonow (21), Muserskij (16), Jermakow (libero) oraz Grankin (1), Żylin (11) i Werbow (libero)


Początek inauguracyjnej partii spotkania był dość wyrównany, lecz na pierwszą przerwę techniczną to Irańczycy schodzili z trzema oczkami zapasu, a to za sprawą problemów w przyjęciu gospodarzy i ich braku skuteczności w ataku. Dodatkowo podopieczni Julio Velasco doskonale spisywali się w bloku, w efekcie czego ich trzypunktowa przewaga utrzymywała się przez długi czas. Gracze Orlando Samuelsa Blackwooda nie zamierzali się jednak poddawać i gdy dwa razy z rzędu zatrzymali na siatce rywali, przewaga przyjezdnych natychmiast stopniała i to Kubańczycy wysunęli się na prowadzenie 16:15. Ich gra z akcji na akcję nabierała rumieńców i za sprawą świetnej postawy w bloku Davida Fiela oraz ataków Yordana Bisseta sukcesywnie powiększali dystans. Mistrzowie Azji co prawda nie odpuszczali, lecz końcówka należała do siatkarzy z gorącej wyspy, którzy po punktowym bloku Fiela cieszyli się z wygranej w premierowej partii.

Na początku drugiej odsłony Azjaci otrzymali kilka darmowych punktów od rywali, którzy bardzo często mylili się w polu serwisowym. Te błędy kolegów starał się naprawiać Yordan Bisset, który wraz z Rolando Cepedą wziął ciężar gry na swoje barki. W grze Irańczyków było jednak o wiele mniej niedoskonałości, a dodatkowo bardzo dobrze radzili sobie oni w defensywie, wyprowadzając skuteczne kontry. Duży udział mieli w tym Mohammad Mousavi oraz Alireza Mobasheri, którzy bezlitośnie punktowali przeciwników odpowiednio ze środka i ze skrzydła, wyprowadzając swój team na trzy oczka przewagi (16:13). Trener Orlando Samuels Blackwood starał się ratować sytuację na boisku, przywołując swych podopiecznych do siebie i próbując wybić z rytmu Irańczyków, lecz na niewiele się to zdało. Azjaci tym razem nie zamierzali wypuszczać wygranej z rąk i mimo starań Isbela Mesy pewnie kroczyli po zwycięstwo, by po chwili doprowadzić do wyrównania stanu spotkania.

Niesieni na fali zwycięstwa gracze Julio Velasco również kolejnego seta rozpoczęli z wysokiego C. Rahman Davoodi popisywał się doskonałymi zagrywkami, zdobywając nimi bezpośrednio punkty lub w znacznym stopniu utrudniając Kubańczykom wyprowadzenie akcji, w efekcie czego jego team od początku dyktował warunki. Miejscowi starali się nadrabiać swe niedociągnięcia w ataku dobrą postawą w bloku, lecz i na to przyjezdni dość szybko znaleźli receptę. Irańczycy brylowali w obronie, podbijając potężne ataki Dangera Quintany oraz Lazaro Fundory, po czym swoje kontry zamieniali w punkty. Nie pomogły nawet dobre zagrania Bisseta i przyjezdni, za sprawą swego lidera, Davoodiego, mogli cieszyć się z wygranej.

Podopieczni Julio Velasco nie chcieli niepotrzebnie przedłużać rywalizacji i od początku czwartej odsłony przejęli inicjatywę. Co prawda duet Yordan Bisset-David Fiel nie dawał za wygraną, dobrze radząc sobie na siatce, lecz to przyjezdni wciąż byli na prowadzeniu. Ich świetna postawa w polu serwisowym bardzo szybko przyniosła rezultaty, bowiem Kubańczycy mieli ogromne problemy z wyprowadzeniem akcji, a co więcej, popełniali karygodne błędy. Nie pomogły nawet zmiany, jakimi starał się ratować Orlando Samuels Blackwood. Irańczycy byli bezwzględni, a gdy do gry włączył się Amir Ghafour, wspierając Davoodiego i Mousaviego, przyjezdni postawili kropkę nad "i", wygrywając 3:1.

Kuba – Iran 1:3
(25:22, 20:25, 18:25, 22:25)

Składy zespołów:
Kuba: Estrada, Cepeda (13), Alfonso (4), Fiel (16), Bisset (16), Mesa (8), Gutierrez (libero) oraz Leyva, Quintana (4) i Fundora (4)
Iran: Marouflakrani (4), Mousavi (12), Ghafour (9), Davoodi (15), Tashakori (1), Mobasheri (12), Zarif (libero) oraz Mahmoudi (3), Gholami (1), Zarini (1) i Mahdavi (1)

Zobacz także:
Wyniki 5. kolejki i tabela gr. B Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-07-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved