Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. B: W Belgradzie lepsi Niemcy, udany rewanż Kubańczyków

LŚ, gr. B: W Belgradzie lepsi Niemcy, udany rewanż Kubańczyków

fot. archiwum

Belgrad okazał się być szczęśliwy dla Niemców, którzy zainkasowali pełną pulę punktów, w czterech setach pokonując graczy Igora Kolakovicia. Znakomite zawody rozegrali zaś podopieczni Orlando Samuelsa Blackwooda, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo.

Początek spotkania rozgrywanego w Belgradzie to gra punkt za punkt w wykonaniu obu ekip, lecz po ataku Christiana Fromma to goście mieli dwa oczka zapasu (4:2). Podopieczni Vitala Heynena bardzo dobrze spisywali się w elemencie ataku, dzięki czemu owa zaliczka utrzymywała się do drugiej przerwy technicznej, bowiem po powrocie na parkiet przez niemiecki trójblok nie zdołał przebić się Nemanja Petrić (6:9). Co więcej, Serbowie mieli duże problemy w przyjęciu i dodatkowo nie radzili sobie za linią dziewiątego metra, a ich błędy bez skrupułów wykorzystywali Niemcy (11:7). Co prawda w pewnym momencie, dzięki zbiciom Dragana Stankovicia, miejscowym udało się nieco zniwelować straty, lecz słaba dyspozycja w polu serwisowym oraz as Marcusa Böhme spowodowały, iż na drugi time-out goście schodzili z zaliczką czterech oczek. Serbowie starali się jeszcze gonić wynik, lecz za każdym razem, gdy zbliżyli się do rywali, zaprzepaszczali szanse na remis, popełniając błąd za błędem. W końcówce partii jeszcze pojawił się na parkiecie powracający po kontuzji Miloš Nikić, lecz i on nie był w stanie wiele zdziałać – Niemcy kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń, a wynik na 25:20 ustalił Fromm, atakując po prostej.

Drugą partię lepiej, od prowadzenia 2:0, rozpoczęli gospodarze. Niemcy jednak nie odpuszczali i po bloku Marcusa Böhme najpierw na Nikoli Kovačeviciu, a później na Nemanji Petriciu prowadzili 4:3. Wówczas na parkiecie w miejsce Vlado Petkovicia pojawił się młody Nikola Jovović. Inicjatywa jednak wciąż należała do niemieckich graczy, którzy rozstrzygając na swoją korzyść bardzo długą, efektowną wymianę, mieli oczko zapasu na pierwszej przerwie technicznej. Chwilę później, gdy w polu serwisowym stanął Jochen Schöps, Serbowie mieli duże problemy w przyjęciu, a co za tym idzie – ze skutecznością w ataku, w efekcie czego przyjezdni odskoczyli na 12:9, a trener Kolaković został zmuszony poprosić o czas. Dobrą passę niemieckich reprezentantów przerwał dopiero Marko Ivović (11:13). Dodatkowo świetnymi obronami popisywał się Nikola Rosić, lecz mimo to przewaga graczy Vitala Heynena nie topniała. Dodatkowo bardzo dobrze na siatce radzili sobie Denis Kaliberda, Christian Fromm czy Philipp Collin (20:15), co zmusiło Igora Kolakovicia do poproszenia o drugą przerwę. Po powrocie na boisko w szeregach jego podopiecznych zaskoczył blok, w czym duża zasługa Marko Podraščanina (18:20). W końcówce jednakże miejscowi popełnili o kilka błędów za dużo i nie potrafili przebić się przez szczelny niemiecki blok, w efekcie czego przegrywali już 0:2 w całym meczu.

Po kilku udanych zagraniach Aleksandara Atanasijevicia, który doskonale radził sobie za linią dziewiątego metra, oraz ataku ze środka drugiej linii w wykonaniu Miloša Nikicia Serbowie prowadzili już 4:1. Niemcy zaś mieli wyraźne problemy ze skończeniem własnych akcji, lecz nadrabiali to blokiem (4:5). W tej fazie meczu kibice byli świadkami wielu ciekawych, długich wymian, które na swoją korzyść rozstrzygali raz jedni, raz drudzy, inicjatywa wciąż jednak należała do gospodarzy (8:6). Niemcy nie chcieli dopuścić do przedłużenia spotkania i kilka chwil później rozgorzała walka punkt za punkt, w czym duży udział miał Philipp Collin, popisując się kierunkowymi zagrywkami (11:10). W tej części seta jednakże wszystko było możliwe, a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie na korzyść jednych bądź drugich. Po drugiej przerwie technicznej sprawy w swoje ręce wziął Nikić, który doskonale radził sobie w polu serwisowym, a dzieła dopełnili jego koledzy z drużyny (18:14). Co prawda Jochen Schöps starał się dać sygnał do walki swemu teamowi, lecz i on nie był w stanie zbyt wiele zdziałać. Z czasem jednak Serbowie wyciągnęli pomocną dłoń do rywali, myląc się w ataku (19:17), lecz wszystko nadrobili doskonałymi zagrywkami (23:18). Niemieccy gracze, prowadzeni przez Schöpsa i Fromma, co prawda jeszcze dzielnie walczyli, ale ostatnie słowo należało do Nikicia (25:21).



Początek czwartej partii stał pod znakiem bardzo efektownych zbić w wykonaniu zawodników stojących po obu stronach siatki (2:2). Z czasem jednak sprawy w swoje ręce wziął Jochen Schöps (5:2) i o czas zmuszony był poprosić Igor Kolaković. Na niewiele się to zdało – Niemcy byli ogromnie zdeterminowani i pewni w swych poczynaniach (8:5). Sygnał do walki swej drużynie starał się jeszcze dawać Miloš Nikić, który wziął ciężar gry na swoje barki, lecz z czasem i na to niemieccy reprezentanci znaleźli receptę. Dodatkowo Lukas Kampa rozgrywał świetne zawody, co chwila gubiąc blok rywali (11:7). Pomimo to Marko Podraščaninowi udało się zatrzymać swojego vis á vis, zmuszając trenera Heynena do wzięcia czasu (11:12), po którym jego podopieczni odbudowali bezpieczną przewagę. Serbowie co prawda robili wszystko, co w ich mocy, by odwrócić losy partii, lecz ich rywale byli bezlitośni (18:15). Nikicia i Atanasijevicia w ataku starał się jeszcze wspierać Marko Ivović, lecz błędy własne pozostałych zawodników skutecznie utrudniły im nawiązanie równorzędnej walki z Niemcami, wśród których prym wiódł duet Christian Fromm – Denis Kaliberda (21:17). Podopieczni Vitala Heynena od tego momentu w pełni kontrolowali losy seta, pewnie go wygrywając po ataku Kaliberdy.

Serbia – Niemcy 1:3
(20:25, 21:25, 25:21, 21:25)

Składy zespołów:
Serbia: Kovačević N. (2), Petković, Stanković (4), Atanasijević (30), Podraščanin (8), Petrić (8), Rosić (libero) oraz Ivović (6), Jovović, Nikić (6) i Rasić (2)
Niemcy: Fromm (14), Kaliberda (20), Böhme (7), Schöps (8), Kampa (3), Collin (11), Steuerwald M. (libero) oraz Westphal, Tille, Hirsch i Steuerwald P.


Po wczorajszej, trzysetowej porażce Kubańczycy nie załamali rąk i do kolejnego spotkania z Rosją przystąpili bardzo zmotywowani. Opłaciło się to, bowiem stanowili dla rywali równorzędnych partnerów i przez cały czas utrzymywali z nimi kontakt punktowy. Co prawda dzięki dobrym zagrywkom i błędom przeciwników przez większość partii to przyjezdni byli na minimalnym, jedno- lub dwupunktowym prowadzeniu, lecz po ataku z pipe’a Rolando Cepedy to podopieczni Orlando Samuelsa Blackwooda przejęli inicjatywę (18:17). Europejczycy nie zamierzali jednak odpuszczać, ale Cepeda, wspierany przez Abrahana Alfonso i Yordana Bisseta, nie oddawał prowadzenia, nakręcając się z akcji na akcję (22:20). O czas został wówczas zmuszony poprosić Andriej Woronkow – przerwa przyniosła spodziewany rezultat, bowiem po zbiciu Nikołaja Pawłowa na tablicy widniał remis po 22. Gospodarze nie odpuścili i po bloku Leandro Maciasa mieli piłkę setową, a kropkę nad „i” postawił Alfonso.

Niesieni na fali zwycięstwa Kubańczycy drugą odsłonę rozpoczęli od mocnego uderzenia i prowadzenia 4:1. Rosjanie zaś w tej fazie seta mieli ogromne trudności z przebiciem się przez szczelny blok rywali, wobec czego trener Woronkow zdecydował się na zmianę rozgrywającego i wprowadził na parkiet Siergieja Grankina. Był to strzał w dziesiątkę, bowiem jego podopieczni przy zagrywkach Ewgienija Siwożeleza częściowo odrobili straty (4:5). Siatkarze z Gorącej Wyspy jednak nie zwalniali tempa, a w ich szeregach znakomicie funkcjonował blok – prym w tym elemencie wiedli Isbel Mesa i David Fiel. Miejscowi wyraźnie poprawili też skuteczność w ataku, dzięki czemu prowadzili już 11:7, a kolejne dobre zagrania napędzały tylko ich grę. Rosjanie natomiast nie potrafili skończyć własnych akcji, a gdy już im się to udawało, rywale natychmiast odpowiadali efektownym zbiciem, utrzymując dystans. Z czasem jednak mylić się zaczęli także i miejscowi, a Siwożelez znacznie utrudniał im wprowadzenie akcji swoimi silnymi zagrywkami (13:14). Rozgorzała walka punkt za punkt, a po bloku na Alfonso to goście mieli oczko zapasu (17:16). Kilka chwil później w polu serwisowym stanął Dmitrij Ilinych, który najpierw popisał się asem, a kolejnymi zagrywkami znacznie utrudnił miejscowym przyjęcie i rozegranie akcji (22:18). Rosjanie pewnie kroczyli po zwycięstwo, a dzieła dopełnił Artjem Wolwicz.

Również początek trzeciej odsłony należał do graczy trenera Blackwooda (3:1), a Rosjanie, podobnie jak poprzednio, mieli trudności z przebiciem się przez kubański blok, psując dodatkowo zagrywki, w efekcie czego na pierwszy time-out oba zespoły schodziły przy trzypunktowej zaliczce gospodarzy. Po atakach Rolando Cepedy i blokach Isbela Mesy przewaga miejscowych jeszcze wzrosła (10:5), a o czas poprosił Andriej Woronkow. Rosyjscy gracze zaczęli ratować się blokiem, a chwilę później ciężar gry na swoje barki wziął Nikołaj Pawłow (9:12, 12:13), lecz gracze z Karaibów bardzo szybko odbudowali swoją przewagę, a na drugą przerwę techniczną oba teamy sprowadził atak z krótkiej Davida Fiela (16:13). Kubańczycy całkowicie zdominowali rywali, w czym ogromna zasługa Yordana Bisseta, i pewni swego kontrolowali losy partii (20:14). Co prawda jeszcze Nikołaj Apalikow próbował ratować sytuację, lecz bez większych efektów. Młodzi reprezentanci Kuby wyciągnęli wnioski z poprzedniej partii i tym razem nie popełnili takich samych błędów, przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę po ataku Cepedy.

Początek czwartej partii stał pod znakiem wymiany ciosów zawodników stojących po obu stronach siatki – przez długi czas żaden z teamów nie potrafił zbudować sobie bezpiecznej przewagi (2:2, 4:4). Udało się to dopiero Rosjanom przy zagrywkach Artjema Wolwicza (7:4). Gospodarze starali się zniwelować ten dystans, lecz gracze Sbornej nie pozwalali im na zbyt wiele i dopiero Rolando Cepeda dał swojemu zespołowi sygnał do walki (9:10). Obie drużyny po raz kolejny już zaczęły ze sobą walczyć punkt za punkt, ale po nieudanej zagrywce Fiela to przyjezdni mieli oczko zapasu na drugiej przerwie technicznej. Sytuacja dość szybko uległa zmianie, bowiem na dobre zagrania graczy Sbornej odpowiedział Cepeda (18:17). Mistrzowie olimpijscy mimo wszystko nie odpuszczali, trzymając kontakt punktowy z przeciwnikami, czego zresztą szczególnie nie utrudniali im gospodarze, psując zagrywkę za zagrywką (20:20). W końcówce co prawda Europejczykom udało się jeszcze objąć prowadzenie, lecz gracze z Karaibów, za sprawą bloku, szybko je zniwelowali, a po autowym ataku Nikołaja Pawłowa cieszyli się z pierwszej piłki setowej, którą natychmiast wykorzystał Yordan Bisset.

Kuba – Rosja 3:1
(25:23, 20:25, 25:20, 25:22)

Składy zespołów:
Kuba: Macias (2), Cepeda (16), Alfonso (15), Fiel (7), Bisset (19), Mesa (11), Gutierrez (libero) oraz Estrada, Leyva, Jimenez i Quintana
Rosja: Makarow (2), Apalikow (4), Siwożelez (9), Pawłow (19), Spiridonow (1), Wolwicz (6), Werbow (libero) oraz Grankin (4), Aszczew, Ilinych (11) i Żylin

Zobacz również:
Wyniki oraz tabela gr. B LŚ

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved