Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Andrea Anastasi: O mój Boże, muszę coś zrobić!

Andrea Anastasi: O mój Boże, muszę coś zrobić!

fot. archiwum

Mimo dwusetowego przestoju w grze polska reprezentacja wygrała pierwsze spotkanie w tej edycji Ligi Światowej. - Uważam, że to był dla nas bardzo ważny mecz i wpłynie on na naszą dyspozycję w niedalekiej przyszłości - powiedział Andrea Anastasi.

Cezary Makarewicz: Argentyna nie grała bezbłędnie w drugiej i trzeciej partii. Co zadecydowało o porażkach w tych setach? Czy to może jakieś braki w koncentracji lub kondycji?

Andrea Anastasi: – Nie, przed tym meczem zanotowaliśmy cztery porażki. Kiedy przegrywasz, czasami brakuje ci energii, stajesz się nerwowy, tracisz zaufanie do samego siebie… To właśnie przydarzyło nam się w tym spotkaniu. W pewnym momencie drugiego seta mój zespół zaczął grać bardzo źle i wtedy pomyślałem: „O mój Boże, muszę coś zrobić dla zespołu!” (śmiech). Mimo tych kłopotów jestem bardzo zadowolony, ponieważ nie jest łatwo wygrać spotkanie po tak przegranych dwóch partiach. Uważam, że to był bardzo ważny dla nas mecz i wpłynie on na naszą dyspozycję w niedalekiej przyszłości.

Jak pan znosi polską mentalność? Praca tu nie jest prosta – kiedy wygrywasz, wszyscy uważają cię za Boga, kiedy przegrywasz, wiedzą lepiej co powinieneś zrobić w danym momencie…



– Doskonale rozumiem całą tę sytuację. Ludzie w tym kraju kochają siatkówkę, to czuć na każdym kroku. Kiedy są tak zaangażowani w sport, takie zachowanie jest wręcz naturalne. Oglądałem półfinał Pucharu Konfederacji, w którym reprezentacja mojego kraju przegrała z Hiszpanią w rzutach karnych. Ostatnią jedenastkę spudłował Bonucci, dzień po meczu czytałem masę komentarzy typu: „to jest niemożliwe”, „to jakiś żart”… On jest najlepszym obrońcą w reprezentacji Włoch, jednak tego dnia został uznany za najgorszego i winnego wszystkiemu. To normalne, kiedy ktoś kocha swój zespół i nie mam zamiaru się z tego powodu na nikogo obrażać. Czasem jednak, nie ze strony fanów, pojawiają się słowa, które wywołują pewną presję, zamiast okazywać wsparcie, a to nie pomaga w osiąganiu dobrych wyników.

Od trzeciego seta po przekątnej z rozgrywającym grał Jakub Jarosz. Jaka jest szansa na to, że w niedzielę zobaczymy go na boisku w wyjściowej szóstce?

– Faktycznie, zagrał bardzo dobrze, cieszę się z tego powodu. Jarosz zaczął sezon kadrowy z kontuzją barku, jednak ciężka praca z naszym staffem opłaciła się. Chciałbym podziękować całemu zespołowi medycznemu pracującemu z kadrą, ponieważ świetnie przygotowali go do dzisiejszego spotkania. Poświęcałem mu wiele uwagi, ponieważ ze względu na te wcześniej wspomniane kłopoty ze zdrowiem nie był w idealnej formie na początku sezonu kadrowego, ale teraz prezentuje się bardzo dobrze na boisku i może w Gdańsku otrzyma szansę na grę w pierwszym składzie.

Wiem, że Liga Światowa jest ważna, jednak czy mistrzostwa Europy w tym roku są priorytetem? Rok temu na podium w Londynie stanęły zespoły, które nie prezentowały się zbyt dobrze w rozgrywkach Ligi Światowej…

– To prawda, nie chciałbym powiedzieć, że Liga Światowa nie jest dla nas ważna. Na pewno musimy utrzymać dobrą kondycję na czas mistrzostw, jednak stwierdzenie, że jakiś turniej nie jest ważny po prostu nie leży w mojej naturze. Nadal chciałbym wywalczyć z moim zespołem awans do finału tych rozgrywek, jednak wiem, że teraz będzie to bardzo trudne. Mamy zamiar walczyć do końca i wykorzystać każdą szansę na zdobycie punktów. Chciałbym, żebyśmy lepiej zagrali w kolejnym meczu z Argentyną, postaramy się o dobrą grę przeciwko USA… Nie wiem, jak to się potoczy dalej, na pewno będziemy walczyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2017 Strefa Siatkówki All rights reserved